czwartek, 13 października 2016

Rozdział 17

BILL

Tom zwariował. Co ja mam robić, co robić, co robić... siedzę w tym szpitalu już ze dwie godziny a oni wciąż go badają i szyją a ja płaczę i płaczę i każą mi się uspokoić ale ja nie potrafię i ta pielęgniarka chce mi dać coś na uspokojenie a ja nie i wtedy zaczynam znów ryczeć jeszcze bardziej i bardziej... cholera. Wyciągnąłem w końcu telefon i drżącą dłonią, po kilkunastu minutach wahania i decydowaniu, że jednak nie, zadzwoniłem do Gustava. Odebrał po dwóch sygnałach.

-No co tam, Bill, potrzebna pomoc w pakowaniu?

Zapytał, a ja po prostu znów się rozpłakałem.

-Bill, co jest?

Wyraźnie zaniepokoił go mój płacz. Uspokoiłem się trochę.

-Je..jesteśmy w szpitalu... Tom... głowa...

Chciałem. Na prawdę chciałem i starałem się mówić pełnymi zdaniami, ale one więzły mi w gardle.

-Spokojnie, Bill, będzie dobrze, Tom jest twardy...

Próbował mnie uspokoić, ale coś mu nie szło.

-Co się stało?

Usłyszałem inny znajomy głos i skuliłem się jeszcze bardziej na moim krzesełku.

-Tom miał wypadek.

Goerg. To z nim jest Gus... Dlatego tam jest Geo.

-Bill, jesteś na głośnomówiącym. Co się stało?

Przez kilka długich sekund nic nie potrafiłem powiedzieć, aż w końcu jakoś mi się udało wymamrotać.

-Wy...wywalił się... rozciął głowę... krew... miał omamy.

Mówiłem bardzo cicho, ale chyba mnie zrozumieli.

-Stary, będzie dobrze. Nie takie rzeczy go spotykały i nic mu nie jest. Nie możemy przyjechać, bo zabraliśmy nasze dziewczyny do Paryża, ale... jesteśmy z wami.

Mówił Geo, a ja rozłączyłem się, bo właśnie z sali Tom'a wyszedł lekarz i podszedł do mnie.

-Pański brat...

Zawahał się przy tym słowie, ale zaraz kontynuował.

-Rozciął sobie głowę, co już zszyliśmy i ma lekki wstrząs mózgu, ale to mu niedługo minie. Ma zaskakująco wysoki poziom endorfin i testosteronu, co tłumaczy jego... ciągłe śmiechy.

Wyjaśnił, a ja poczułem, jak coś spada mi z serca. Uczucie ulgi jest wspaniałe. Skuliłem się trochę, drapiąc po ramieniu.

-Dziękuję.

-Proszę go zabrać, uspokoić i dbać. Nie może uprawiać żadnej większej aktywności fizycznej przez minimum tydzień.

Wyjaśnił i odszedł, a po chwili z sali wyszedł Tom. Spojrzał na mnie roześmiany, ale gdy zauważył mój wyraz twarzy, jego mina zrzedła i podbiegł do mnie szybko.

-Wszystko dobrze?

Zapytał zdenerwowany i zaczął oglądać mnie ze wszystkich stron. Przytuliłem się do niego. Szczęściem mieli w rzeczach znalezionych jakieś ciuchy i nie musiał wracać w bokserkach do domu. Objął mnie mocno.

-Nie. Bałem się.

Szepnąłem.

-Przepraszam.

Jęknął.

-Już więcej tego nie zrobię! Przysięgam!

Skinąłem głową.

-Wiem, bo załatwiłeś sobie tydzień bez seksu.

Westchnąłem, w końcu to też aktywność fizyczna a ja na górze nie będę... no a nie będzie kazał mi się na niego nabijać, nie? Czy tak?

 -Co!?! Żartujesz, nie? Powiedz, że żartujesz! 

Zapytał z autentycznym przerażeniem na twarzy. Pokręciłem głową.

-Lekarz powiedział, że przez tydzień masz zakaz większych aktywności fizycznych.

Odpowiedziałem, kuląc się, bo jakiś ratownik przechodził obok nas i się na nas patrzył. 

-Nawet na jeźdźca? 

Zapytał z nadzieją, a ja zaczerwieniłem się i zamarłem.

-Uhm...

Mruknąłem.

-Czyli...czyli co będzie? Ja chyba nie wytrzymam. 

Przyznał. lekko przerażony, szeptem.

-A dilda? 

Zapytał po chwili równie cicho, a ja w tej chwili nie wytrzymałem.

-Cicho! Na razie masz obiecany sriptiz, ale jak coś takiego mówisz, to najwyraźniej nic ci nie jest.

Odwróciłem się i skierowałem do wyjścia. Po chwili dobiegł do mnie.

-Czyli mogę zrobić ci ten striptiz?

Zapytał, szeptając mi do ucha. Aż przystanąłem i spojrzałem na niego zdziwiony.

-To nie ja miałem go zrobić?

Spytałem.

-A nie możemy zrobić razem?

Zapytał od razu, a ja się zarumieniłem.

-Może najpierw wrócimy do domu?

Zaproponowałem.

-Chyba masz racje...

Na parking dotarliśmy w akompaniamencie jego śpiewu "Hej sokoły". Odetchnąłem i pociągnąłem go w stronę jednej z taksówek, po czym podałem adres. Przynajmniej mam pewność, że nie zrobimy tego w samochodzie...

Szybko dojechaliśmy do domu. Za szybko. Nigdy nie wiem, czego się spodziewać po bracie. Idziemy spać, kochać się, oglądać film, jeść?

-Pójdziemy popływać w basenie?

Spytał a ja skinąłem głową.

-Idę się przebrać.

Skierowałem się na schody. Wszedłem do pokoju a mój bliźniak za mną i zaczął nas obu rozbierać, a raczej rozbieraliśmy się nawzajem. 

-Poczekaj chwilę.

Wyszedł z pokoju i po chwili wrócił, wciąż goły, z pasem cnoty w dłoniach.

-Idziemy?

Patrzyłem to na niego, to na pas.

-Nago? A to po co?

Spytałem zaskoczony.

-No idziemy się pływać + moje marzenie o seksie w basenie = prawdopodobny sex, a, że mam zakaz na sex... Kluczyk wrzuciłem do twojej garderoby, soo..

Ja. Mam. Mega. Bałagan. W. Garderobie. I teraz nie wiem, co robić. Z jednej strony ta wizja, co Tom mi podsunął jest taka kusząca, a z drugiej się stresuję... co ja mam zrobić? Chyba się rumienię, ale jak mam wizje bliźniaka z naszego seksu i dodam kropelki wody, to mi się to podoba... Cholera.

-A...acha. To chyba wiecznie będziesz w tym chodził...

-Nie.

Pokręcił głową, a ja uniosłem lekko brew.

-Pamiętam mniej więcej, gdzie go rzuciłem.

Westchnąłem.

-Nasz ostatni dzień w domu i będziemy pływać i szukać klucza...


-... i pakować się. Po za tym ja go szukać nie będę. Będzie mnie kusił. 

Poprawił mnie i wszedł do basenu.

-Po za tym ta kulka jest całkiem przyjemna.

Wszedłem za nim.

-Czyli rozumiem, że nigdy więcej nie zamierzasz uprawiać seksu? 

Zapytałem. 

 -... Pomogę ci ale ty go przetrzymujesz... 

Zaczął pływać z lekko obrażoną miną. Ja jednak po prostu oparłem się o brzeg.

-Kurczę ten hak to dobry pomysł...

Uniosłem w górę jedną brew.

-Jaki hak?

Mój brat dziwnie mocno się zaczerwienił i spojrzał na mnie.

-Bo... to no... Można doczepić... ten no... hak.

-I co on robi?

Dopytałem zdezorientowany. Odetchnął głęboko, nim odpowiedział.

-Do pasa można doczepiać hak który jest zakończony kulką, którą się wkłada do tyłka.

Powiedział szybko i zanurkował, chyba po to, żeby pozbyć się czerwieni ze swojej twarzy. Trochę mnie zamurowało ale w końcu westchnąłem i czekałem, aż mój bliźniak wynurzy się spod tafli wody.

-Uhm.

Mruknąłem i zacząłem pływać wzdłuż basenu.


TOM

Billy, się chyba na mnie fochnął... Ej! Ja nie chcę żeby się na mnie fochał!
Podpłynąłem cicho do niego i wynurzyłem się zaraz przed jego twarzą i pocałowałem go namiętnie w usta.

-Billy... Nie gniewaj się. Chciałem dobrze... Jak bym cię zgwałcił w basenie pewnie miałbyś traumę!

Spojrzał na mnie zaskoczonymi patrzałami.

-Nie focham się. Po prostu dam ci to, czego chcesz.

-Ale ja nie wiem sam czego chce! Jestem zagubiony.


To prawda.Przytuliłem go. Wiem na sto procent:
-że jestem gejem,
-że kocham Billa,
-że lubię zabawki
Ale, jednak się w tym wszystkim gubię. To jest dla mnie chyba trochę za szybko.

-Billy, ja chyba nie mogę się z tego otrząsnąć. Trzy tygodnie temu byłem hetero z dziewczyną którą myślałem, że kocham, a teraz jestem homo, myśl o hetero seksie mnie obrzydza i całym sobą cię kocham. To jest dla mnie szok. Przepraszam, Billy.

Skrzywił się lekko ale zaraz wrócił ze swoją pokerową twarzą


-Więc załóż się ze mną.

KOCHAM ZAKŁADY!

-O co? Jak? Gdzie? Kiedy?
 

Uśmiechnął się lekko.

-Przez tydzień nie zbliżymy się do siebie bardziej, niż za czasów tras. Zero pocałunków, pieszczenia, seksu... jak bracia. Jak kiedyś. Jeśli to, co powiedziałeś dzisiaj się nie zmieni... to nie zmieni się nic między nami. Będę cały twój. Wchodzisz w to?

 -Czyli tak: 1.Zero seksu, buziaków i mizianka przez tydzień. 2.Możemy razem spać, przytulać się. 3.Jeżeli dalej będę sobą to co jest podpunkcie pierwszym będzie dostępne... Coś pominąłem?


-Nie. Doskonale to ująłeś. I... Tom... to nie jest, że ja cię nie kocham czy coś, tylko... zaskakuje mnie twoje podejście do tego wszystkiego. Boję się, że za jakiś czas ci się odwidzi i stwierdzisz, że to była chwilowa fascynacja. A jeśli tak, to wolę to zakończyć teraz... no i nie chcę, żebyś mnie zdradzał potem na prawo i lewo z pannami bo jednak nie jesteś gejem ale nie chcesz mnie ranić...

Bawił się palcami i nie patrzył mi w oczy.

-Rozumiem, masz prawo myśleć, że mogę ci zdradzać.

Nie powiem. Zabolało mnie to, ale Bill ma rację, a po za tym sam wyrobiłem sobie opinie skaczącego z kwiatka na kwiatek, ale... kocham go i zrobię dla niego wszystko.

-Billy, zgadzam się na wszystko. Jeżeli chcesz możesz mnie trzymać bez seksu nawet z rok! Jeżeli nie będziesz mieć dzięki temu żadnych wątpliwości to nawet dwa lata! Tylko mam trzy pytania.
 
-Przepraszam...

Trochę się zmieszał.

-Jakie?

-Nie masz za co przepraszać. To hmm... Mogę używać dild czy dildów? Jak to się nazywa w liczbie mnogiej...

 Pokręcił głową.


-Ranię cie i ja to czuje.

Położył sobie dłoń na serduszku.

-Jeśli chcesz to możesz

-Ale, ja raniłem cię bardziej i jak to mówi stare przysłowie: "oko za ząb, ząb za ucho, a nuttela za gofry".

Położyłem dłoń na jego rączce i splotłem nasze palce.

Zgłupiał.

-Nuttella za... Nie ważne, ale przecież mnie nie raniłeś.

Spojrzał na wasze splecione palce.

-Jakie jest drugie pytanie?

-Raniłem, raniłem i nie zaprzeczaj. Um, drugie to takie czy mogę zadać jeszcze trzy?

Zaśmiał się.

-Możesz zadać do woli. I jak mam nie zaprzeczać? Nie czuję się zraniony.

Odpowiedział ale chyba sobie coś przypomniał, bo zaczął bawić się kolczykiem w języku.

-Taak... Na pewno... Ech, to trzecie i czwarte. Czy za tydzień mnie rozdziewiczysz? I Czy przez ten tydzień jako dziewica muszę ubierać się na biało?

Nie chcę ubierać białych sukienek! Ani habitów i chodzić na szczudłach jak w takim jakimś polskim filmie o lesbijkach, którego nazwy nie pamiętam!

Na chwilę go zamurowało. Spojrzał na ciebie dziwnie.

-Eee... na trzecie pytanie nie znam odpowiedzi, jeśli mam być z tobą szczery to się boję, z kolei jeśli chodzi o czwarte... Nie? Skąd w ogóle ten pomysł? I tak, na pewno!

Uparł się żeby nie przyznać, że kiedykolwiek go zraniłem.
 -Czyli będę dziewicą do końca życia...

Bosze ja nie chcę!! Ech... Najwyżej kupię sobie sex-maszynę i z nią stracę cnotę i zrzucę swój wianek... a chciałem go dać Billowi...

-No bo dziewicę ubierają się na biało, nie? I zraniłem cię! O! Pamiętasz jak się pobiliśmy? Rozwaliłem ci nos!

Inaczej go nie przekonam, a jeżeli mi nie uwierzy to zabiorę go do konowałów żeby mu pokazali jego kartotekę.

-Sam się o to prosiłem. Sprowokowałem cie do tej walki. Czy ja się do tej pory ubierałem na biało?

Spytał retorycznie. Zamknął oczka i westchnął.

-Zrobię to, tylko daj mi czas.

Poprosił i wyszedł z basenu, rzucając się na leżak.

-Nie ubierałeś się na biało, ale to zupełnie inna sytuacja! I to, że mnie prowokowałeś nie ma nic do rzeczy. Najważniejszy jest fakt, że cię zraniłem.

Wyszedłem z basenu i kucnąłem mu przed twarzą

- I ostatnie pytanie. Dostanę ostatniego buziaka przed tym tygodniem?

Zrobiłem kocie oczka, więc musi podziałać, nie?

-Dobrze wiesz, że z tym wyrazem twarzy ugrasz u mnie wszystko...

Westchnął teatralnie i pocałował cię długo.

-Co nie zmienia faktu że nigdy nie zraniłeś mnie celowo.

Udaje że nie pamięta takich sytuacji.  Mój kochany Billy!

Klapnąłem na podłogę. Wygrać czy przegrać?

-Bill pamiętasz jak mama upiekła kiedyś sernik, a ja ci powiedziałem, że się zepsuł?

-Tak. No i?

Siedzi po turecku.

-Skłamałem. Billy... Przepraszam... Ja go zjadłem... Cały...

Spuściłem głowę i czekałem na wyrok. Teraz mnie znienawidzi!

Zaczął się śmiać.

-Wiem o tym, głupku. Widziałem cię potem w kuchni jak go jadłeś. Jeśli to miał być przykład, że kiedyś mnie zraniłeś, to nie przekonałeś mnie.

-Ale jak ci to powiedziałem to się rozpłakałeś!

No przecież dobrze pamiętam!

-No... tak. Bo było mi przykro, że się zepsuł. Ale w sumie to i tak nie miałem do ciebie pretensji a potem zabrałem ci czekoladę, więc no. Poza tym od kiedy ja jem dużo?

Zapytał ciekawie.

-Jakieś inne przykłady? Coś co mnie przekonać?

-Odbiłem ci dziewczynę w podstawówce!

To musi go przekonać!

-Tak... no i?

Nie ruszyło go to.

-Tom, dobrze wiesz, że cała szkoła to dla mnie zamknięty rozdział.

Dodał.

-Jak wiozła nas karetka powiedziałem, że jesteś gejem.

Wywrócił oczami.

-Byłeś jak naćpany. Poza tym siebie też wkopałeś.

Dalej nie przekonany.

-To.. mmm... a...to... W tedy gdy cię uderzyłem w Billy'ego? Nie prowokowałeś mnie.

-Nawet o tym nie pamiętam.

-A, jak zemdlałeś przed porwaniem?

Zagryzł wargę.

-Byłem zazdrosny o Rię. Masz prawo do własnych wyjść. Była dla ciebie wszystkim.

Zamilkł.

-Ale, zawsze jeździliśmy razem i tuż przed wyjazdem powiedziałem ci że cię nie biorę. Mogłem przynajmniej powiedzieć ci o tym wcześniej! Plus nie przypilnowałem cię z jedzeniem!

-Jezu, Tom, przestań się obwiniać o coś, co nie ma znaczenia! Ona była dla ciebie wszystkim i to zrozumiałe, że tak robiłeś. Ile razy dla mnie z czegoś zrezygnowałeś, nawet wystawiłeś kumpli? A o jedzenie powinienem się troszczyć sam a nie zwalać to na ciebie.

Zdenerwował się trochę bo na prawdę nie lubi czasu kiedy byłem z Rią.
  
-Ale, ja jestem beznadziejny! Rozumiesz?! Jestem kompletnym idiotom i dupkiem, a bratem jestem takim, że mnie można pożałować! To ja powinienem zostać porwany, a nie ty! Nie zasłużyłeś sobie na to w przeciwieństwie do mnie!

Ja nie mogę! Wychodzę stąd. Bill miał się nigdy nie dowiedzieć o moich wyrzutach sumienia. Przez nie jestem słaby i Billy nie będzie miał we mnie oparcia bo będzie się bał, że będę mieć je jeszcze większe! Kurwa skąd ja biorę tą logikę!

-Tom!

Krzyknął za tobą.

-Gdyby był wybór, czy pójdę tam drugi raz czy wezmą ciebie, to poszedłbym ja! Nie pozwoliłbym ci tam iść, choćbyś był moim największym wrogiem, a tak się składa, że nim nie jesteś!

Wrzasnął za tobą i pobiegł do swojego pokoju, trzaskając drzwiami.

Poszedłem do pokoju i trzasnąłem drzwiami. Znalazłem wolny kawałek ściany i zacząłem o nią walić głową.
 
-Kurwa, kurwa, kurwa, kurwa!

I oto mamy potwierdzenie, że jestem beznadziejny! Kurde no! Zabiję się!

Billy wparował do mojego pokoju i położył na komodzie kluczyk.

-Daję ci wolną rękę. Rób, co chcesz, ale nigdy więcej nie mów, że powinieneś zostać porwany, bo to w tobie się zakochałem i nie dałbym cie skrzywdzić.

Powiedział i wyszedł.

 

czwartek, 6 października 2016

Rozdział 16

BILL

Obudziłem się czując coś twardego wbijającego się w mój pośladek. Zamarłem. O matko o matko o matko o matko. I co ja mam zrobić? Co co co co co ja mam zrobić? Jak się ruszę to on się obudzi a jak się nie ruszę to będzie mi się wbijać...

Bosze Bosze Bosze muszę coś zrobić. O! Wiem! Wstanę... ale... ale on mnie obejmuje... o luju... dobra. Łapka w łapkę. Odchylamy Odchylamy Odchylamy... poruszył się! Zamarłem...
Tom się budzi?

Śpiii.... 

Dobra, jednak śpi. Uff... okey... odchylamy łapkę... jest! Prawie jestem wolny! Jeszcze tylko druga ręka... yay! Udało się! Okey, wstajemy i... jęknąłem. Bosz... tyłek mnie boli.... ale to taki fajny ból.... 

Tom momentalnie walnął się na moją połówkę łóżka i schował twarz w mojej poduszce. Rozczuliło mnie to. Na palcach podszedłem do wyjścia z pokoju i zarzuciłem na siebie za duży t-shirt Toma, który znalazłem po drodze a idealne zakrywał mnie aż do kolan. Wyszedłem z pokoju i zszedłem po cichu na dół, zobaczyć, co też upichcił.

Zobaczyłem gofry i się rozczuliłem. Zrobił mi gofry! Postanowiłem zaparzyć kawę. Co, że niby jest 22? Bez kawy to ja zasnę! I Tom pewnie też... no, wiec robię kawę... kawa, kawa, kaaaaaawaaaaaaa~. Zacząłem nucić kawę do rytmu jakiejś piosenki. Idę się leczyć. 

-Cześć. 

Usłyszałem kroki i po chwili głos bliźniaka dotarł do moich uszu. 

-Hej 

Uśmiechnąłem się, nalałem kawę do kubków i odwróciłem się do brata, a jak zobaczyłem, że siedzi przy stole nagi, to się zmieszałem i myślałem, że padnę trupem, szczególnie, że Toma przyjaciel.... stoi. W końcu jednak się ogarnąłem i postawiłem kubki na stole.

 -Dzięki, misiu.... 

Mruknął mój bliźniak i zaczął pić zaparzony przeze mnie napój, a ja zacząłem jeść gofra  i popijać go tą istną ambrozją.  

-Te gofry są dobre. 

-No bo ja je zrobiłem 

Wyszczerzył się jak głupi do sera, a ja się zaśmiałem. 

-Racja. 

Moją twarz przyozdobił radosny uśmiech, który mój braciszek oddał, zajadając się goframi, próbując powstrzymać jęki i mrucząc... takiego go jeszcze nie widziałem. 

-Mocne, nie? 

Spytałem, mając na myśli oczywiście urządzenie w jego ciele. 

-Bardzo, obiecałem sobie, że dzisiaj nie dojdę i nie wyciągnę tych kulek.  

Prawie spadłem z krzesła, gdy to usłyszałem.   

-Zostały dwie godziny do końca dnia... jesteś pewien, że dasz radę? 

Nie powiem... zaskoczył mnie. A nawet zszokował. 

-Myślałem, że będziesz chciał go włożyć... 

Mruknąłem bardziej do siebie, ale jestem pewien, że usłyszał.  

-Hmm? Myślałem, że jest później, a teraz to kwestia honoru. 

Wyprostował się i dumnie wypiął pierś.

-Dam radę.

-Skoro tak wolisz.

Skinąłem głową. Nie wątpię, że sobie poradzi, jest do tego zdolny. 

-I jak dotrwasz do północy, to co wtedy?

-Wtedy dojdę i uratuje honor rodziny. 

Zaśmiałem się. Jego wyobraźnia mnie rozwala.

-No, to została ci godzina i 57 minut.

-Wytrzymam! 

Wrzasnął, jakby w domu nie było absolutnej ciszy. 

-Wiem.

Pokiwałem głową, dając znak, że nie mam wątpliwości.

-Jesteś do tego zdolny. 

Pokiwał głową, chełpiąc się pochwałami.

-To co robimy?

Spytał ciekawie.

-A na co masz ochotę?

-Na dojście.

Zajęczał. Prawie zacząłem się śmiać.

-Może nie będę się zbliżać przez te 2 godziny. 

Uśmiechnąłem się. 

-Będę wdzięczny. Może oglądniemy jakiś film?

Pokiwałem głową, wpatrując się w jego uśmiech.

-Możemy. Jaki? 

Nałożyłem sobie na osobny talerz jeszcze trochę gofrów i nalałem soku do szklanki.
 
-Dwu godzinny...

Jęknął, a ja zacząłem się śmiać. Tom, błagam cię...


-Ja się pytam o gatunek.

-Aaa..

Pokiwał głową, jakby teraz odkrył, że Ziemia jednak jest okrągła a niebo niebieskie.

-Wiem! Obejrzymy obie części "Titanica"! To będą ponad 3 godziny. 

Zaproponowałem. 

-Ale tam jest sex! 

Zrobił tak przerażoną minę, że aż mi się go żal zrobiło... 

-Hm... to może to też zostawimy na inna okazję... film bez scen erotycznych... Iluzja?

Przeszedłem do salonu i usadowiłem się na fotelu, pozostawiając bratu wolną kanapę, na której położył się tak, by nie drażnić wiadomych miejsc.

-Nie kojarzę tego filmu.

-Czwórka iluzjonistów jest członkami pewnej organizacji. Prześladuje ich jednak pewien człowiek i szef organizacji, którego nie znają, każe im go unikać, ale on się na nich uwziął, wiec są zmuszeni wykorzystać swoje zdolności iluzji do walki by oczyścić swoje imię.

Wyjaśniłem. Wspominałem, że jak spotykał się z Rią miałem dużo wolnego czasu? 

-Chyba tego nie oglądałem...puszczaj...

Wyjęczał, trochę muląc. Biedaczek. 

-Kupiłem jakiś czas temu. 

Wziąłem płytę i puściłem, wracając na fotel.

-Czekam aż druga część będzie na cd.

-A może w LA będzie szybciej... 

Stwierdził, skupiając się na filmie. 

-Może.

Przyznałem mu rację i również zacząłem oglądać, jednocześnie jedząc gofry. 




-Już. po północy.

Uświadomiłem go, gdy zaczęły się napisy końcowe. Od jakiegoś czasu coraz częściej jęczał, a gdy usłyszał moje słowa, zerwał się jak oparzony do ubikacji, gdzie po chwili usłyszałem dłuuuuugi jęk satysfakcji i głośny huk. Skierowałem się do łazienki i stanąłem w progu, przyglądając się leżącemu bliźniakowi.

-A byłem pewien, że to we mnie sobie ulżysz. 

Skomentowałem. Tom leżał na podłodze nie ruchomo, ale żył, tylko pewnie sobie wszystko potłukł jak się znowu wywalił.

-Nie chciałem, żebyś pomyślał, że cię wykorzystuję.

-Pfff... głupek. Jakbym miał to o tobie kiedyś pomyśleć.  

Kucnąłem przy bliźniaku.

-Nic ci nie jest?

Spytałem zaniepokojony tym, że nie wstaje.

-Głowa mnie boli.

Wyjęczał żałośnie, a ja klęknąłem obok i pogłaskałem go po głowie.


-Przykro mi.



TOM

Wszystko zamazane! I tak ciemno się robi...

-Billy... zimno mi... nie chcę umierać!

Chyba coś ciepłego czuję na tyle głowy...

-Boże, Tom!

Wyszedł z łazienki, a mi się tak zimno zrobiło...Po chwili wrócił z chyba telefonem...

-Tom, błagam, nie zasypiaj, już dzwonię po pomoc.

Coś tam zaczął stukać, a mi zimno! Mógłby się bratem umierającym zająć! Wysłuchać jego ostatnich słów, prośby by opowiedział ludziom jak Bóg Sexu umarł po jednym z najlepszych orgazmów swego życia...

-Zimno...

Zaczął płakać i zdjął koszulkę którą mnie przykrył.

-Tom? Błagam cię, nie zamykaj oczu. Tom, patrz na mnie...Halo?

Położył dłoń na moim policzku, um ciepła...

-Mój brat... Nie wiem... upadł...

Podał adres naszego domu i się rozłączył.

-Tom ja cię błagam...

Rozpłakał się.... Przeze mnie... Znowu... Jestem beznadziejny...

-Nie płacz... obiecałem, że nigdy nie będziesz przeze mnie płakał... Po za tym, ubierz się, bo tylko ja mogę cię takiego widzieć....

Zawahał się chwilę, ale wstał i pobiegł się ubrać, a po chwili wrócił i się mój misio przytulił.

-Tom? Tom, mów do mnie, proszę .

I dalej płacze i mnie tuli delikatnie, żeby mnie jeszcze coś nie bolało... słodziak...

-Przyniosłem ci bokserki.

Dodał i pomógł mi je ubrać, a mnie olśniło...

-Billy... Możesz wyłączyć kulki? I tak mi już stoi...

-Za chwilę będzie tu pogotowi.

Otarł swoje łezki i spojrzał mi w twarz.

-Nie mogę.

-Um... wiesz trochę byłoby to krępujące jakbym doszedł przy tych wszystkich lekarzach...

-Pomogę ci...

Chwycił Tommy'ego... Boże jak przyjemnie...

-...a, potem wyjmę ci kulki.

-Ale, ja chcę mieć kulki... tylko je wyłącz... Ale, tej łapki z Tommy'ego nie bierz... On cię bardzo lubi...

-Ale lekarze je znajdą. Tom, jesteś osobą publiczną.

Mruknął i zaczął mnie masturbować, patrząc mi w twarz... I on mówi, że jestem zboczony...

-Ale... ach... obowiązuje ich...mmm... tajemnicaaaaaa.... lekarska...mmmmm...

-Nie możemy tak ryzykować.

Mruknął cicho i zagryzł wargę, zaciskając mocniej palce na moim przyrodzeniu, który rósł w oczach...

-Umm...w tyłku... mrr... nie będą... ach... mi grzeeebać..ach...

-Jak chcesz... tylko że zaraz tu będą.

Mruknął nie przerywając.

-Jak zaraz nie dojdziesz to mój Billy też stanie i nie będę mógł z tobą jechać.

Ten szantażysta mruknął mi do ucha. Szczęście, że już nie płakał, a szantaż pomógł...

-Billyyyyyy...

Boże, co to był za orgazm... Szkoda, że zaraz tu będą...

-To lepiej szybko wyłącz te kulki bo zaraz Tommy zacznie się łasić, tylko ich nie wyciągaj...

Rozsunął mi nogi i lekko jedną podnosząc wyłączył wibrację na co odetchnąłem z ulgą, zaraz znowu by mi stanął! Usłyszeliśmy karetkę. Billy umył łapkę, podciągnął mi bokserki i poszedł otworzyć. Przyprowadził tych ludzi na górę, ale zakrył swoją twarzyczkę włosami. Cicho odpowiadał na pytania głównego ratownika i płaczem wymusił na nich, by jechał ze mną karetka, a ja sobie podśpiewywałem przeboje lata... Gdy przenosili mnie na nosze, zbladł. Chyba nie widział, że krwawię... Przerwałem nucenie.

-Co się stało, Billy?

Mógł się też źle poczuć...

-Może lepiej ty się połóż... Jesteś strasznie blady....

-Nic mi nie jest.

Stwierdził cicho i poszedł za sanitariuszami do karetki

-Tobie też nic nie będzie. Prawda?

Spytał ratownika prawie płacząc. Jaki on słodki, gdy się martwi...

-Nic mi nie będzie, braciszku...

Świat wiruje... to karuzela..la la la...

-Tylko mi przypomnij, żeby następnym razem nie walił z kulkami...

Przekręciłem się na drugi bok... Um te łóżko jest nawet wygodne...

-Tom?

Zbladł jeszcze bardziej i się rozpłakał na nowo. Czy ja coś takiego powiedziałem? W karetce chwycił moją dłoń.

-O czym ty bredzisz? Tom?

-No o tych twoich kulkach analnych...

Zakrył twarz dłońmi i wciąż płacząc już nic nie mówił. Nagle poczułem jego zrezygnowanie i strach...Gdy usłyszałem głos jednego z ratowników...

-Spokojnie, nic nikomu nie powiemy. Sam jestem gejem, ten za kierowcą to mój chłopak, a tamten obok to bi i żyje w trójkącie.

-WoW... geje... wszędzie widzę geje... Mark i Damon to też geje... są żołnierzami..

No tak nagle mi się rozjaśniło i zacząłem opowiadać.

-I są małżeństwem! Raz prawie ich nakryłem na bara bara. A, ojciec ich wygonił do lasu jak chcieli zrobić to na stole, bo Mark dał szlaban Damonowi na sprawy łóżkowe! O! I raz się dobierali na parkingu... Jost jest tranns... Cały czas chodzi w ciąży! Krzyczy i w ogóle... Raz zarządził dziesięć godzin próby z jedną przerwą! I powiedział, że jak Billa porwano to się mu oświadczyłem, wiesz? A, Billy dostał od Gusa kulki... Mocne strasznie..

W przypływie wany zacząłem opowiadać o moich przygodach i doświadczeniach z gejami, a ratownik okazał się fajnym kolesiem. Bill zrobił wielkiego, pięknego faceplam'a i czerwony jak burak zakrył twarz włosami.

-Tom, błagam, cicho bądź.

-Ale, te kulki serio są mocne... Przecież nawet teraz je mam!

-Tom, błagam, przestań już. Zrobię co zechcesz, tylko nic już nie mów...

Prosił cicho.

-Jej, zrobisz striptiz?

-Jak wrócimy do domu...

Obiecał cicho, szeptając mi do ucha.

-Ale, ja chcę teraz...

Wyjęczałem... Nie moja wina, że mam chcice, no!

-Teraz to my jesteśmy w szpitalu

Mruknął. Czyli striptizu nie będzie? Zrobiłem smutne oczy. Jak to nie będzie? Nawet nic w zamian. Jak? Dlaczego? Dlaczego ja się pytam?! A oczy mi się zaszkliły. Zaraz ryczeć będę.

-Mogę dać ci buzi.
 

A, jednak! Billy mój ma w swoim serduszku miejsce na buziaka dla mnie! Jestem w niebie! Nastawiłem się, czekając, aż Mój kochany braciszek da mi całusa.

-Chcę, ale takiego wielkiego! I...i... um... przytul mnie tak mocno, a... a później... hmm... napiłbym się gorącej czekolady....

Kocie oczka i musi się zgodzić no! Ale, striptiz też chcę... mu zrobić... przecież umiem tańczyć no! Włączę Bang Bang Bang –BigBang i będę do tego tańczyć! O! Jestem geniuszem... wielbcie mnie... 

piątek, 30 września 2016

Info

Hejo,
chcę Wam powiedzieć, że z Azu już jutro zakończymy pisanie "Dla Ciebie", jednak mamy jeszcze caaaaaaaałą naszą rozmowę do skopiowania i zbetowania - będziemy udostępniać regularnie, ale przed nami jeszcze dużo pracy ;)

W każdym razie jutro zaczniemy już pisać, zgodnie z obietnicą, "Tylko księżyc wie", chociaż, jak mam być szczera, to mamy już prolog/jego połowę ;)
Więc na pewno nie zabraknie Wam rozdziałów do czytania!

No i, uwaga uwaga - zostanie też niedługo założona na Facebook'u strona Czarnych Róż.
Jako, iż moja strona na Facebook'u została usunięta, założymy z Azu wspólną na której będą informacje o publikacji nie tylko nowych rozdziałów tutaj, ale i na naszych osobnych blogach a także parę innych rzeczy będzie się pojawiać na tej stronie ;) Mam nadzieję, że ją polubicie :)

O ostatnim pomyśle jeszcze nic nie mówiłam Azu, ale myślę, czy nie założyć dla Was wspólnego Instagrama, tzn. ja z Azu miałybyśmy wspólne konto na Instagramie i moglibyście trochę nas dzięki temu poznać, także od strony prywatnej :) Instagram co prawda nie obejmował by zdjęć prywatnych - przynajmniej, jeśli chodzi o mnie - chciałabym pozostać jednak anonimowa dla ogółu i nie byłoby tam zdjęć mojej twarzy ani niczego na tyle charakterystycznego, żeby mogło Wam powiedzieć, kim na prawdę jestem, jak np. adres. Co nie znaczy, że jak zapytacie prywatnie to Wam nie powiem - możliwe, że powiem, ale nie koniecznie od razu i nie zawsze :P

Ale, wracając do sedna - chcielibyście coś takiego czy niespecjalnie podoba Wam się ten pomysł?
Piszcie w komentarzach! :)

Myślę, że to tyle...

do zobaczenia!

Azu i Neko

czwartek, 29 września 2016

Rozdział 15

TOM

Po pięciu sekundach odwróciłem się i przytuliłem do Billa. Nie chcę widzieć jego twarzy no bo... to krępujące... Tom Kaulizt nie dość że ma wygolony tyłek to jeszcze nosi korek! Widziałem kontem oka że się zaczerwienił, ale i tak się we mnie wtulił...

-A, podobno wiem o tobie wszystko.

-Wiesz, tylko te trzy tygodnie jakoś... mnie zmieniły, szczególnie w sferze seksualnej. Włosy mi zawsze przeszkadzały, ale dopiero jak spróbowałem anala to stwierdziłem, że sobie zgolę... Teraz, skoro jestem gejem, (uwielbiam tę zmianę, bo wcześniej gejem nie był xD - dop. Neko) to zastanawiam się, czy mogę ogolić sobie nogi... A, korek noszę gdzieś od tygodnia, so... 

-Nie wiem, co mam ci powiedzieć. 

-Który krem do depilacji polecasz? 

-Nie wiem, nie depiluje się.

Zaprzeczył. 

-Czemu?

Chyba znowu zrobił się czerwony,... ale dlaczego?

-Bo ja... ja nie mam zbyt bujnego zarostu.

-Nie rozumiem....

-No nie rosną mi na tyle włosy, żebym musiał się dopilnować.

-A, ja myślałem, że ty depilujesz... 

Szok...

-Ale pomożesz szukać?

Spojrzałem na niego robiąc kocie oczka. Skinął głową. 

-Pomogę, ale nie idę do kosmetyczki! Ona mnie zje.

Biedaczek boi się nie tego człowieka co powinien...

-Niee.... Ona cię nie zje... Prędzej ja... a konkretniej to cię wypije... po za tym, krem wystarczy, sam sobie ogolę, najwyżej ty mi pomożesz, ale to już w Los Angeles...

-Jak to w LA?

Chyba go zaszokowałem...

-Am, no... przeprowadzamy się... pojutrze.

Wziąłem pudełko gdzie był pas i wyciągnąłem stamtąd dwa bilety do Miasta Upadłych Aniołów.
Kojarzycie spodki? Właśnie Bill ma takie lampidła....

-Jak? Co? Skąd ten pomysł? Gdzie będziemy mieszkać?

-Uznałem, że przyda ci się zmiana otoczenia... takie wakacje, działalność Tokio przerwiemy i wznowimy ją kiedy będziemy chcieli, Jost, Geo i Gus się zgadzają, a mieszkać będziemy trochę za miastem i tyle ci powiem. Reszta to niespodzianka.

Uśmiechnąłem się czekając na jego reakcje. Ha! Wiedziałem! Aż zaniemówił z wrażenia! Gdy nagle...

-Znalazłeś zeszyt?

-Em... Jaki zeszyt?

Żeby się nie kapnął, żeby się nie kapnął, żeby się nie kapnął...!

-Mój. Na biurku go chyba zostawiłem...

-Jaki? Nie widziałem go...

-Nie?

Uśmiechnął się i pocałował mnie w policzek.

-Miło, że to dla mnie zrobiłeś.

Złapałem się za policzek i patrzyłem na jego uśmiech jak w obrazek... No i… Nie kapnął się!

-Dla ciebie, tylko dla ciebie...

-Tom?

Wtulił się we mnie jeszcze bardziej...

-Zrobię dla ciebie wszystko, wiesz? Tylko czasem potrzebuje trochę czasu...

-A rozdziewiczysz mnie?

Aww... jaki z niego buraczek...

-J-j-j-jeśli chcesz t-to... m-m-mogę...

-Jej, a ja myślałem, że będę dziewicą do końca życia...

No serio tak myślałem! Billy już nią nie jest ale ja jestem... i co? Mam chodzić w białych sukienkach?? Ale, hmm... dziewicą czy dziewicem?

Czemu on schował twarz w dłonie? Przecież jest słoodki... 

                                                                                               ...Chciałbym go polizać


BILL

Boże! O co ten człowiek mnie prosi! I to po tym, jak mnie rozdziewiczył... no nie do końca, bo rozdziewiczył mnie tamten oblech jak mnie porwano, ale no... a potem znowu to zrobiliśmy... ten człowiek chyba nigdy nie ma dość. Wiedziałem, że ma duże zapędy seksualne i że z dziewczynami często robi to kilka razy z rzędu, ale ja nie, bo, jakby nie było, to był mój pierwszy w ogóle seks... w sensie kochanie się, bo gwałtu nie liczę... chyba o tym zapomniał. I jeszcze chce, żebym go rozdziewiczał! Ja się do tego nie nadaję... ja się przy nikim innym nie odzywam... w ogóle, że pozwoliłem mu na to... to chyba tylko dlatego, że go kocham i ufam bezgranicznie.

Ale noo! Ja... ja nie mogę. Nie teraz. Nie jestem gotowy. Nie chcę umierać! Muszę to przyznać...

Spojrzałem na mojego zadowolonego bliźniaka. Co za człowiek... pełen energii... w sumie zawsze miałem więcej energii niż on, więc co się ze mną dzieje? To chyba te moje głodówki.

-Tom?

Zacząłem, zanim to dobrze przemyślałem.

-Hmm?

Spytał ciekawie, przyglądając mi się.

-Jak mnie potem spytasz to nigdy się nie przyznam, ale zmuszaj mnie, żebym jadł jak kiedyś... przed por... porwaniem mało jadłem a wtedy w ogóle i... no i po prostu... czuję tego skutki.

Poprosiłem go cicho.

-A, co ja robię Billy? Nawet cię karmię...Ale będę mógł cię jeszcze pokarmić? Fajne to.... Albo zaadoptujmy dzidziusia! Będziemy do niego wstawać na zmianę, ale ja karmie!

........ (Z serii - Bill się załamał, nie ma co mówić. Zgodzicie się?  - dop. Neko)


-Zero dzieci! Proszę cię... one nie pasują do naszego stylu życia. Wolę psa... ale jak chcesz to możesz mnie pokarmić.

Proszę, żeby zmienił zdanie, błagam, ja i dzieci... on i dzieci! Nie, nie, nie, NIE.

-Ale, ja lubię dzieci!

Znów zrobił swoje kocie oczka. Nie, proszę...


-Tom, błagam Cię... my sami wciąż jesteśmy dziećmi. Zastanowimy się jak będziemy mieć 26 lat okey? 

Stwierdziłem trochę pewniej i uśmiechnąłem się. To się dzieje naprawdę...
-Kocham cię, Tom

Powiedziałem i wtuliłem się do niego.
-Ja ciebie bardziej.
-No nie wiem...
-A, myślisz, że ja wiem? Ty byłeś lepszy z matmy... Ale jak będziemy mieć dziecko ,to będzie dziewczynka, ok? Będę ją rozpieszczał i kupował różowe sukienki, a jak dorośnie to odganiał od niej chłopaków, bo będzie najpiękniejsza.

Czego on się naćpał? To ten budyń z wczoraj? Zrobiłbym faceplam ale by się obraził... po prostu westchnąłem

-Zobaczymy, Tom

Odparłem i wstałem, przeciągając się.


-Przydałoby się umyć...

-Idę z tobą!


Spojrzałem na niego i skinąłem głową.

-Okey. Ale ciepła woda, bo zamarznę.
Po chwili poczułem szarpnięcie za rękę i zostałem pociągnięty do łazienki, przy czym pierwszy raz od długiego czasu zacząłem się głośno śmiać. Bliźniak aż przystanął, chwycił mnie w swoje ramiona i okręcił naokoło.
-I tak ma być cały czas.

Zastrzegł sobie ze śmiechem.

-Po za tym, musimy cię utuczyć, bo jak będziemy mieć dziecko to ty mi padniesz!
Zaśmiałem się.

-Tylko z tobą.
-Że dzieci? Z innym ci nie pozwolę! Jako twój brat i chłopak, a także ojciec, albo matka twoich dzieci!
Na chwilę zamilkłem.
-Uhm... Tom? Chodziło mi o to, że tylko z tobą umiem się śmiać. Ostatnio..
-A-ha... To śmiać możesz się ze wszystkimi, tylko masz nikogo nie podrywać, ani nie dawać się podrywać... Ten Lambert ma podobno na ciebie ochotę...
-Tom? Ale ja kocham tylko ciebie... Nie chce nikogo podrywać.
-Ale, ktoś może ciebie podrywać! Masz mi tą osobę pokazać a ja mu jaja urwę i wykastruję tępym nożem.
Powiedział nadzwyczaj spokojnie a ja spojrzałem na niego lekko niepewnie.
-Może wystarczy jak mu powiem, że go nie chcę.

-No, a jak nie to kastracja! Wanna czy prysznic?
-Prysznic, bo w wannie zasnę.

Przyznałem, po czym skierowałem się do kabiny, ale przystanąłem czekając na brata.

-Po co od razu kastracja? Starczy jak się oczepią.
-To ich pobije i... Billy... Bo ja...no...

Czemu on się tak zaczerwienił?

-Muszę korek wyjąć..

Odwróciłem się do ściany, wzdychając cicho.


-I po co ty go nosisz...

-Bo to cholernie przyjemne. Powinieneś spróbować... ten jest może dla ciebie za duży, ale mam mniejsze jak chcesz...


Usłyszałem szum wody.

-Już możesz.

-Może lepiej nie. Może zapomniałeś, ale nie mam doświadczenia w tym jak ty i chodziłbym non stop podniecony.


-Hę, kiedyś tak łaziłeś?


-Kiedyś...


Przyznałem cicho.

-Kiedy? Powiedz... 


Poprosił z nadzieją i standardowo zrobił te swoje kocie oczy.

-D-dwa lata temu przegrałem zakład z... z Gustav'em... obiecał nie wygadać, że jestem gejem, ale miałem to nosić.

-Co???????


Otworzył szeroko oczy w zaciekawieniu.

-No bo... byliśmy w nowym hotelu i dopiero przyjechaliśmy i szedłem pod prysznic i się spytał czy nie mam wody a ja mu żeby poszukał w torbie i zapomniałem, że tam miałem wibrator i jak wyszedłem to siedział na łóżku i się tym bawił i się przeraziłem i zacząłem błagać, żeby nikomu nie mówił i że zrobię dla niego wszystko itd i popłakałem się, żeby nigdy w życiu nie mówił tobie i powiedział, że nie powie jak wygram zakład i miałem w klubie poderwać laskę, ale tego nie zrobiłem, bo nie umiem bawić się czyimś uczuciami i odpuścił mi, ale ja się spytałem, czy tak po prostu odpuszcza, a on że nie i kazał mi to nosić przez tydzień. Ale było minęło i cały tydzień mi stał i co chwilę musiałem sobie robić dobrze, bo bym zszedł, bo on mi dał takie co wibrowało.


Wyrzuciłem jednym tchem, prawie się potem zapowietrzając.

-Co?! No mów?! 


Prosił, mega zaciekawiony.


-Kulki analne. Niektóre wibrują.




-Masz je gdzieś jeszcze?


Spytał z nadzieją a ja pokiwałem głową.



-A po co ci?

-Mogę???

Wielka nadzieja w głosie. Nie mów mi, że...

-Ch-chcesz w tym chodzić? 

Błagam, zaprzecz, błagam, zaprzecz...

-Taak... 

Uśmiechnął się szeroko.

 Szok. Szok. Szok. Zapomniałem, jak się oddycha. Szok. Szok. Szok* 
Doczekałem dnia, kiedy Tom Kaulitz, bóg seksu chce chodzić z wibrującymi kulkami w tyłku... jutro będzie koniec świata...

-To mogę? No proszę, no... 

Zaczął się do mnie łasić, jak rasowy kot.

-Nie wiem, czy bardziej przeraza mnie to, że tego chcesz, czy ze myślałem, że będziesz chciał włożyć to mi.



-Tobie później, ok? Nie obrażaj się, ale chcę w tym pochodzić...

-O co mam się obrazić? 


Zdziwiłem się, i zanim pomyślałem, dodałem.

-Są pod łóżkiem, jak chcesz to bierz.

Tom wyleciał z łazienki i zaraz wrócił z kulkami.


-Włożysz?

-A może najpierw weźmiemy ten prysznic?



-...No ok...

Zrobił się jakiś smutniejszy wchodząc pod prysznic i odkładając zabawkę.

-Takiego cię nie znałem.


Przyznałem, puszczając gorącą wodę.



-Ja też, ale zawsze lubiłem zabawki... nigdy w nich nie chodziłem... jakoś tak...hmmm... bałem się? Przyszło mi do głowy żeby spróbować..um... lubię taką wodę...

Mruczy. Uroczo. Prawdziwy kot.


-A ty, kiedy wiedziałeś? I kiedy było to z kulkami? Chyba nie na trasie, co?


Zapytał, a ja znów się zaczerwieniłem.



-Że jest gejem uświadomiłem sobie jak miałem 16 lat, i tak, to było na trasie.


-O kurcze... 

Poczerwieniał i zaczął myć nas obu.

-Chyba przez dwa koncerty z tym śpiewałem.

Przyznałem, zakrywając twarz dłońmi. 

-I latałem co chwilę do łazienki. .. i musiałem być cicho.. najgorzej było w busie, jak jechaliśmy.

Szok. Miał szok na twarzy.

-Tam też waliłeś? Przecież prawie zawsze siedziałem koło ciebie! No spałem, ale no...Byłem! Boziu... I, że Gus taki numer zrobił... A, na koncertach? Przecież zawsze byłeś perfekcyjny. 


Tom patrzał się maślanymi patrzałami na mnie i boję się pomyśleć, co on w tej chwili myślał. Sam jak przedawkował vigare to w sumie raz miał na koncercie erekcje, a potem miał na nodze wielkiego siniaka bo jak nie mógł się skupić i źle grał to go biłem.


-Sadysta.


Mruknął, a ja zdałem sobie sprawę, że chyba pomyśleliśmy o tym samym.
-Och... no tak. Wybacz. W każdym razie... no... musiałem jakoś sobie radzić...

Chociaż pewnie w cale nie jesteś z tego zadowolony...

-Jakoś przeżyłem.

Poczułem jego usta na swoich. Uśmiechnąłem się i go przytuliłem.

-Dobra, chodź bo już mnie parzy ta woda.

Poprosiłem.
-OK.

Spłukał nas obu i po chwili nas wytarł, po czym podał mi kulki do rąk.

-Możesz?

Zrobił kocie oczka, a ja nie mogłem im odmówić. Zaczerwieniłem się jak pomidor.

-Matko, co ja robię. 

Chwyciłem te kulki i pokiwałem głową.
-Dzięki.

Pocałował mnie w policzek.

-Wsadzasz Bogowi sexu kulki analne. 

Stwierdził, jakby nigdy nic i odwrócił się do mnie, wypinając tyłek.


-No właśnie...
Skwitowałem, wsadzając mu to i kręcąc głową.
-Co za sytuacja.

-No, a masz mnie jeszcze rozdziewiczyć. Włączysz?

Poprosił.

-Ale to już nie dzisiaj. Ja się boję co to będzie jak dobierzesz się do zabawek w trakcie seksu.

Włączyłem urządzenie i schowałem twarz w dłoniach.

-Jak nie będziesz chciał to nic oprócz Tommy'ego mieć nie będziesz, a zabawki będą dla mnie. 

Odwrócił się i postawił krok. 


-Ale jazda...


I zaczął chodzić w kółko po łazience.


-Idziemy się chwile przespać, a później zjemy obiad na kolacje.


Spojrzał na mnie pytająco.

-Ta i obudzisz się z erekcją.

Westchnąłem.


-Zależy... to ty, wiec no... możesz..? Czegoś użyć... 


Strasznie się przy tym jąkałem.


-No ale możesz no i chodźmy spać.


Powiedziałem szybko i skierowałem się do łóżka.
-Um tylko wiesz... niektóre są większe od Tommego...

Wyszedł z łazienki i skoczył na łóżko, jęcząc. 

-Dobrzeeee...wiesz... ja jeszcze na sekundkę idę do wc...

Wrócił po chwili i bananem.

-Te kulki są zajebiste... nigdy później ich nie nosiłeś?
-No wiem... widziałem. Twoja wola. 

Miałem na myśli, że oddaję się w jego ręce w kwestiach seksu.

-Nie nosiłem
-No to cię później porozciągamy...

Ziewnął.

-Pewnie jeszcze je ponosisz.... Ja bym je nosił ciągle...
Schowałem twarz w dłonie i położyłem się obok niego, wtulając się w jego tors.

-Ale chcę lody wiśniowe...
-Nie ma sprawy, ale ja chcę robić ci lody...

Przytulił mnie mocno.
-Boże... czemu nigdy nie zauważyłem jaki jesteś zboczona? 

Spytałem sam siebie.

-Dobranoc.
-To mnie już nie kochasz? 

Co on taki strachliwy ostatnio?


-Kocham cię najbardziej na świecie ale czasem mnie zawstydzasz
Zapewniłem z uśmiechem.

-Też cię kocham. 

Przytulił mnie mocno i pocałował.

-Branoc, Billy.

Szepnął i zasnął.

-Branoc.

Wtulony w bliźniaka zasnąłem w mgnieniu oka.