BILL
Gdy obudziłem się następnego dnia, w łóżku byłem sam. Pościel już zdążyła zrobić się zimna. Zdziwiony podniosłem się i rozejrzałem po pokoju. Pudełka już nie było, tak samo, jak Tom'a. Coś jeszcze zniknęło? Oprócz mojego bliźniaka? Chyba nie... Wykopałem się spod kołdry i wstałem, nasłuchując. Nigdzie nic nie słyszałem. Chodziłem po domu, rozglądając się za bratem albo chociaż jakąś kartką od niego, żebym wiedział, kiedy wróci albo gdzie jest... Nie będę do niego dzwonić, nie wiem, czy może odebrać albo czy chce rozmawiać...
Westchnąłem, i w samych bokserkach i koszulce spadającej mi z ramion, usiadłem w salonie na kanapie i włączyłem telewizję, żeby czas szybciej upłynął. Czuję się nieswojo, będąc tu sam. Nie lubię być sam. Od czasu porwania. Nawet w szpitalu nie chciałem, żeby Tom gdzieś odchodził... podkuliłem nogę, opierając brodę na kolanie i obejmując nogę ramionami. Wpatrywałem się w kolorowy ekran telewizora, ale nie mam pojęcia, co oglądam. Chyba coś o gotowaniu, ale te noże mnie przerażają... Może przełączyć? Ale na co? Z resztą i tak co chwilę odpływam...
Westchnąłem cicho i pogrążony we własnych myślach czekałem na powrót bliźniaka. Strasznie się czuję, będąc tu sam.
Nagle coś rzuciło się na kanapę, wyrywając mnie z zamyślenia. Pisnąłem przestraszony, ale zaraz się uspokoiłem, widząc bliźniaka, który ułożył głowę na moim udzie. Odetchnąłem i uśmiechnąłem się delikatnie, a on wyszczerzył ząbki w uśmiechu.
-Myślałem, że zdążę, zanim się obudzisz...
Westchnął wesoło i podał mi jakieś pudełko. Wziąłem je niepewnie w ręce. A co, jak tam też jest cała kolekcja wibratorów i Tom chce, żebym mu je wsadził? Bill, ogarnij się. Przestań mieć takie zboczone myśli. No już! Otworzyłem niepewnie pudełko i pisnąłem z szoku.
Tam... tam... były kajdanki! Takie z różowym futerkiem! Zaczerwieniłem się po cebulki włosów, po czym zszokowany spojrzałem na bliźniaka a potem zasłoniłem twarz włosami zawstydzony.
-Nie podobają ci się?
Spojrzał na mnie smutno, a ja zerknąłem mu w oczka. Czekoladowe oczka. Wpatrywałem się w niego, po czym pogłaskałem po dredach.
-Ja... ja po prostu... są urocze.
-Czyli, że fajne.
Spojrzał na mnie uradowany, oczkami pełnymi nadziei. Uśmiechnąłem się delikatnie, po czym skinąłem głową. A za chwilę pomyślałem, jak on chce ich użyć i znów się zarumieniłem.
-Możesz ich używać jak chcesz, są twoje.
Uśmiechnął się szeroko. Spojrzałem na niego zaskoczony.
-Jak będziesz grzeczny i zjesz cały obiad to ci znowu coś kupię.
Obiecał i położył dłoń na moim policzku, po czym przybliżył się do mnie i złożył pocałunek na moich ustach. Całował mnie długo i namiętnie. Przymknąłem oczy i oddałem pocałunek, układając dłoń na jego ciepłym torsie.
-Jadłeś śniadanie? Bo idę zrobić obiad to ci mogę zrobić.
Spytał, gdy rozłączyliśmy nasze wargi, wstając i wychodząc z salonu. Wyłączyłem telewizor i poszedłem za nim.
-Nie, nic jeszcze nie jadłem.
Odpowiedziałem, stając w drzwiach kuchni i przyglądając się jego ciału, gdy krząta się po kuchni. Po chwili zdałem sobie sprawę, co robię, i nagle podłoga stała się interesująca. Podszedłem do niego i przytuliłem do jego pleców. Chciałem się po prostu przytulić...
TOM
Zacząłem nakładać łyżką Nuttelę na kanapki, gdy poczułem ciepełko na plecach...takie ciepłe... Potarłem ręką łapkę MOJEGO (nie twojego :P - dop.Tom) Czarnulka i kontynuowałem robienie posiłku. Poszedłem do zlewu nalać wodę na zupkę jednak dalej czułem ciepełko.
-Jaką chcesz zupę?
-Uhm... obojętne... masz ochotę na pomidorową?
Ciepełko się wtuliło jeszcze bardziej do moich pleców i cicho zapytało.
-Uhm...obojętne... masz ochotę na pomidorową?
-Przecież wiesz, że ją uwielbiam... na kości wołowej jest najjj...
Tak...Ten smak i w ogóle... Niebo w gębie...
-Ale, jeśli ty jej nie chcesz to jej nie zrobię.
-Właściwie to mam ochotę.
Stwierdził i odsunął się ode mnie, po czym usiadł przy stole.
-Nie, dzięki. Zjedz kanapki.
Specjalnie dałem nadmiar czekolady, żeby wszystko zjadł... On nigdy nie gardzi czekoladą...
Zaczął jeść, a ja szykować zupkę. Zajęło mi to z pół godziny. Młody skończył jeść, ale cały czas swoimi patrzałami śledził każdy mój ruch. Pewnie większości ludzi by to przeszkadzało, mi nie. Włączyłem radio, wziąłem łyżkę i w rytm muzyki jaka leciała zaśpiewałem.
-Jakie chcesz drugie danie?
A, on się zaśmiał i krótko opowiedział.
-Nie wiem. Idę się przebrać.
I wyszedł z kuchni zostawiając mnie z dylematem. Co zrobić na drugie? Hm.. O! Jestem geniuszem! Zrobię gofry... On je uwielbi, ja je kocham... Czy może istnieć lepsze danie?
Gdy ciasto się miksowało poszedłem po drugi prezent... On uwielbia niespodzianki, dlatego zje cały obiad... A, jak nie to i tak mu dam. Wyłączyłem ciasto i wlałem na gofrownice.
Po kolejnych pół godziny zawołałem go na obiad...raz... drugi... trzeci... i w końcu wyszedłem na górę, do pokoju Billa i to co zobaczyłem... nie wiem czy mam się śmieć czy płakać... Bill......
Bill siedział na łóżku.... nie przebrany i majstrujący przy kajdankach, którymi... przykuł się do łóżka. Nie zauważył mnie i dalej wyginał się na wszystkie strony, chcąc zobaczyć, jak działa mechanizm tego dzieła ludzkości. Przy okazji parę razy bluzka mu się podwinęła lub wypiął tyłeczek, a Tommy, jak to Tommy, zaczął się wyrywać, chcąc połasić się do Billy'ego. No cóż mogłem poradzić? Podszedłem do łóżka... i już po nim popełzłem do Czarnulka.
-Billy... Mam problem...
Spojrzał na mnie zdziwiony
-Jaki?
-Duuży...
Nie przestał robić tej swojej minki, ale po chwili się zaczerwienił... Um on się tak słodko rumieni...
-I co teraz zrobimy?
-T-trzeba by go rozwiązać
Uśmiechnął się niepewnie.
-Um, a pomożesz mi?
Pokiwał twierdzącą głową, a ja zacząłem go całować.
czwartek, 15 września 2016
czwartek, 8 września 2016
Rozdział 12
BILL
Stałem tak przez chwilę, czekając, co zrobi mój bliźniak. Chyba w życiu mi tak serce nie waliło, a że wciąż mnie tulił, na pewno to czuł albo słyszał.
-Billy...? Wiesz, że to był żart...?
Zamarłem.
-Ale, jak pozwoliłeś to skorzystam.
Uśmiechnął się po swojemu, szelmowsko i zaczął macać mi tyłek. Zadrżałem i wtuliłem twarz w jego ramię. Objąłem go mocno i wciąż drżałem. W jego ramionach... czuję się bezpiecznie.
-A, tak serio to daj mi proszę czasu... dzisiaj sobie wszystko uświadomiłem...
Objął mnie mocno i wtulił w siebie. Czułem się, jak miś przytulanka, ale to miłe uczucie. Mógłbym tak już zostać na zawsze...
-Ja cię na prawdę kocham. Chciałbym być z tobą, tulić się do ciebie, całować, kochać, przeżywać wszystkie chwile. Tak po prostu... żyć. I nie licz, że ja miałbym być na górze...
Dodałem trochę ciszej ostatnie zdanie i odetchnąłem głębiej.
-W każdym razie... nie poganiam cię. I nie będę. Tylko... nie wychodź, póki ci... koledzy nie pójdą.
Tak, wciąż nie mogę się pozbyć tego strachu przebywania z kimś innym niż bliźniak. To trochę frustrujące, ale z drugiej strony nawet nie mam ochoty na przebywanie z kimś innym.
-Spoko loko, ręce wysoko.
Zapewnił mnie i uśmiechnął się szeroko, na co sam aż się uśmiechnąłem.
-Ale... dildami mogę się bawić?
Zapytał, a ja aż zachłysnąłem się powietrzem i zacząłem kaszleć. Jeszcze zrobił te swoje kocie oczy. Przez chwilę nie byłem w stanie odpowiedzieć.
-J-jeśli chcesz.
Odpowiedziałem niepewnie. Od kiedy on..?! Z resztą, nie będę się pytać. Aż się boję odpowiedzi. Stwierdziłem więc, że bezpieczniej milczeć. Zacząłem znów normalnie oddychać i uświadomiłem sobie, że to macanie po tyłku trochę mnie podnieciło. Cholera! Za rzadko uprawiam seks, by to tak po prostu zeszło! Co ja chrzanię, przecież ja jestem prawiczkiem! Czy można być bardziej żałosnym? Po prostu zarumieniłem się cały jak burak i modlę się tylko, by bliźniak nic nie zauważył.
-To może ja skończę robić ten budyń?
Zaproponowałem. Dobry pretekst, by odwrócić się przodem do blatu i nie musieć narażać się na odkrycie. Zajmę się tym jak zrobię im budyń. Ale on nie odpowiedział. W ogóle opadł na kolana i patrząc mi w twarz dotknął mnie TAM przez materiał spodni. Przecież ja umrę! Co on... Bosz, rozpiął mi spodnie i zdjął wraz z bokserkami!
-T-Tom..?
Jęknąłem cichutko, a on odwrócił wzrok od mojego członka z powrotem na moją twarz i objął lekko uniesioną męskość dłonią, po czym zaczął nią poruszać i ugniatać. Wspominałem, że jestem prawiczkiem i nikt, nigdy oprócz mnie nie dotykał mnie w tych miejscach?! Musiałem zagryźć wargę, bo z moich ust co rusz wyrywałyby się już jęki. Nie da się opisać uczucia, gdy dotyka cię osoba, którą kochasz, która cię pociąga, która jest dla ciebie wszystkim... tego trzeba po prostu doświadczyć. Nagle przejechał językiem po całej długości mojego penisa, a ja nie potrafiłem stłumić jęku przyjemności. Zacisnąłem mocno palce na krawędziach blatu, a Dredziarz wstał z klęczek i przysunął się do mnie tak, że stykaliśmy się niemal torsami, jednak on wciąż mnie pieścił. Miałem już problemy z oddychaniem. W końcu byłem już maksymalnie twardy, ale moje podniecenie w cale nie przestawało rosnąć. Bliźniak objął mnie drugą ręką i przyciągnął do siebie, głaszcząc po plecach. Wtulałem się w niego, a moje wargi rozchyliły się, pozwalając sapnięciom i jękom wydostawać się na zewnątrz. Z zaskoczeniem zdałem sobie sprawę, że drżę. Na całym ciele. A najbardziej nogi. Tom chyba to zauważył, bo objął mnie mocniej, no i zaczął szybciej poruszać dłonią. Długo to już nie zajmie.
-Tom... Tom, ja za chwilę...
Próbowałem coś powiedzieć, ale nie mogłem. Nie byłem nawet pewien, czy zrozumiał to...
-Yhym, dawaj, Billy...
Powiedział wprost do mojego ucha, a silne dreszcze przeszły mnie wzdłuż kręgosłupa. Odrzuciłem głowę w tył i skupiłem się na tej przyjemności, która ogarnęła mnie całego. Jęczałem, nie kontrolowałem tego, i jestem pewien, że przewijało się tam imię mojego brata. Zacisnąłem palce mocno na jego koszulce i wtuliłem w niego, a po chwili zrobiło mi się ciemno przed oczami. Krzyknąłem, chyba było to "Tommy", ale nie jestem pewien, wygiąłem kręgosłup w łuk i czułem wszechogarniającą przyjemność, od której aż zrobiło mi się słabo. Z lekkim opóźnieniem zdałem sobie sprawę, że doszedłem. Jeśli takie są przeżycia od samej masturbacji, to podczas seksu chyba bym umarł.
Zarumieniłem się mocno, gdy zdałem sobie sprawę, że spuściłem się na dłoń bliźniaka. Gdyby mnie nie trzymał w pasie, leżałbym już na ziemi. Moje ciało opuściły wszelkie siły, ale wciąż czułem tę ogromną przyjemność i spełnienie. Próbowałem uspokoić oddech, ale chyba niezbyt mi to szło.
Bałem się otworzyć oczy, bo bałem się tego, co zobaczę. Może będzie zniesmaczony? Może to był tylko test?
W jednej chwili przez moją głowę przewinęło się 1000 myśli, a ja nie mogłem żadnej uchwycić na dłużej. Wtuliłem się w brata, chowając twarz w jego koszulce i próbując ustać o własnych siłach, co okazało się trudne.
-Um, dobre.
Gdy otworzyłem oczy zauważyłem, że Tom trzyma umazaną moją spermą dłoń przy twarzy. Szok, jaki przeżyłem, po prostu nie do opisania.
-Musimy to robić częściej... Billy, za sekundkę wrócę, muszę do wc...
Powiedział, ale ja nie puszczałem go. Wciąż się w niego wpatrywałem zmieszanym, zawstydzonym i zagubionym wzrokiem. Przełknąłem wielką gulę w gardle.
-Je... jeśli musisz to zrobić, to... ja... ja mogę... nie, że s-seks czy... czy lód a-ale... pomóc ci..
Jąkałem się tak, jak od dawna się nie jąkałem. Nie miałem odwagi wypowiedzieć się inaczej. Po prostu nie.
TOM(my)
Supcio! To smakuje jak lody waniliowe! Tylko że ciepłe.
Już miałem iść do łazienki, kiedy Billy rzucił mi swoją propozycje... nie powiem...zaszokowała mnie. Chciałem spróbować jego penisa i był... dobry nawet bardzo, ale jeszcze nie odważę się zrobić loda.
Za to sperma jest świetna! Mógłbym ją pić na śniadanie, obiad, podwieczorek i kolacje... jest pyyyycha... (Leżę na ziemi - dop.Neko)
-Billy... nie chcę cię wykorzystywać...
-A-ale, to nie będzie wy-ykorzytywanie. P-przecież ty m-mi, t-to j-ja też...
Jego psychika jest skomplikowana... Ale, czy się zgodzić?
Nie zdążyłem zareagować, a on już mi zsunął spodnie i wziął w łapkę Tommy'ego, który oczywiście się do niego łasił i zwiększył swą objętość. Billy cały zaczerwieniony jak buraczki ćwikłowe (no co? Lubię je...-dop.Azu) ruszył tą rączką ze dwa razy, a ja jak to ja znowu prawie się nie wywaliłem dochodząc. Przy okazji stękając cicho
-Biiiillllyyyy...
Bosze... takiego orgazmu to w życiu nie miałem! Billy jest najj!!...
Spojrzałem na niego, a on był najwyraźniej zaskoczony, że mu tak szybko doszedłem... ma magiczne łapki... zrobił hokus pokus i doszedłem.
-Um, Bill... Jesteś zbyt sexy i podniecający, a po za tym masz złote łapki...
Powiedziałem, a on spojrzał na nie czy rzeczywiście ma je ze złota, czy nie... i znów spojrzał na mnie, a później na rączki i znowu na mnie...
I tak polizał swoją łapkę, końcówką języka przejechał po palcu, że Tommy już zaczynał się łasić! Już zamierzał wziąć jeszcze jeden liz, gdy...
-Nie!!!! (I w tym momencie umarłam :D -dop. Neko)
Wziąłem jego dłoń pod kran i szybko spłukałem spermę.
-Billy, jeżeli jeszcze raz polizałbyś palca to Tommy by znów zacząłby się łasić! Możesz się powstrzymać przy mnie od lizania palców? No chyba, że chcesz pogadać z tym na dole, a uwierz on bardzo chętnie zawrze z tobą znajomość.
Uch... chyba "troszkę" go zaszokowałem... i no... tak "trochę" zrobił się czerwony na twarzy... kiwnął głową mrucząc jakieś potwierdzenie i znów popatrzył się na swoje buciki. Skoro on tam luka to ja też! I wiecie co? Znalazłem przyczynę jego patrzenia się akurat w ich stronę...
Tam był...okruch! (To nie jest przyczyna, Tom zmyśla xD -dop. Neko, Na pewno... xD -dop. Azu) Schyliłem się i otrzepałem mu tego kapcia. Wyprostowałem się i odwróciłem go w stronę blatu, w między czasie poprawiając nasze spodnie. Przytuliłem go od tyłu i położyłem mu swoją głowę na ramię.
-Um to zrobisz mi ten budyń? Ale z bitą śmietaną... taki naj...
-Dobrze. A, twoi koledzy chcą...
Kątem oka zobaczyłem, że jego czerwona twarz przybrała prawie iż kolor krwi! No tak... pewnie słyszeli... a jak nas... o kurczę...wyjedziemy do Francji, o!
-W razie czego wyjedziemy do Francji... Um, a może budyń ich przekupi? To ja zrobię bitą śmietanę...
Odkleiłem się od mojego czerwonego braciszka i zacząłem wyciągać składniki i mikser. Założyłem te cósie co miksują przyczepiłem do stojaka, gdzie stała miska, wlałem mleko, proszek i zacząłem ubijać... znaczy mikser, ja się gapiłem mieszając jakiś proszek co robi, żeby śmietanka była taka sztywna... po jakiś 20 minutach skończyliśmy i zawołałem chłopaków. Weszli tutaj z czerwonymi twarzami, na co Bill jeszcze bardziej, o ile to możliwe, poczerwieniał, no i żeby nie było to ja też się zarumieniłem... No wiecie.... żeby się nie wyróżniać z tłumu.
Jako najbardziej zaciekawiony i chyba najodważniejszy z nas rozmowę zaczął Mark.
-Um, wy...no...jesteście razem?
-Uch... no... tak jakby... właściwie to... tak. Powiecie komuś?
Reakcja mojego rozmówcy mnie... zaskoczyła... nieee... zaszokowała...
-A, jednak! Super! Wiedziałem!!
Wywrzeszczał i przytulił się najpierw do mnie, a później do Billa. Zaczął go wypytywać o szczegóły co i jak. Widziałem, jak mój biedny braciszek patrzy na niego przerażony i wtedy poczułem, jak ściska moją dłoń. Mocno, bardzo mocno. Ścisnąłem jego dłoń. A, mnie dopadł Damon.
-Przepraszam, za niego, ale uwielbia twincesty...
BILL
Co. To. Za. Ludzie. Matko, dobrze, że Tom tu jest, bo bym się chyba rozpłakał. Ten chłopak mnie co chwilę ściska, potrząsa, piszczy i krzyczy. Patrzyłem w ziemię i rzucałem spojrzenie na bliźniaka, który rozmawiał z tym drugim. Damon? Chyba tak.
-I jak? Jak było? Jak ci robił dobrze?
Zapytał podekscytowany, z wielkim bananem na twarzy. Szok na mojej twarzy to chyba mało powiedziane.
-Ja... jakbym...To było... magiczne. Jakbym przeniósł się do innej rzeczywistości. Cudowne.
Stwierdziłem cicho, nie patrząc na nikogo. Jak się okazało, wszyscy mnie słuchają. Brat przyciągnął mnie do siebie i objął.
-Dobra, wszyscy do stołu.
Zarządził. Odetchnąłem, wtulając się w bliźniaka i na chwilę zamknąłem oczy. Ci ludzie mnie nie zjedzą. Tom im ufa, więc ja też mogę... chyba. Nie mogę tak reagować. Ścisnąłem jego dłoń i usiadłem razem z bratem do stołu i wszyscy zaczęli jeść budyń. Nawet nie słuchałem, co mówią, ale... Mark? Mark, był strasznie podekscytowany przez cały ten czas. Wpatrywałem się w mój budyń i powoli go jadłem, ale kompletnie nie miałem głowy do tego wszystkiego. Najpierw Tom mówi, że potrzeba mu czasu, a zaraz potem robimy sobie nawzajem dobrze... na samą myśl czuję ciepło w podbrzuszu.
Zerknąłem na brata, który już dawno skończył swoją porcję i z uśmiechem rozmawia z przyjaciółmi. Uwielbiam jego uśmiech. Podsunąłem mu moją, niemal nietkniętą porcję budyniu, na co spojrzał na mnie z niezrozumieniem.
-
O nie, Billy. Masz wszystko zjeść. Jesteś za chudy, a budyń jest pycha.... no chyba że mam cię pokarmić?
Przesunął miskę z powrotem w moją stronę, a ja spojrzałem na niego cierpiętniczo. No proszę cię, noo...
-Ale ja lubię być chudy.
Wydąłem wargi i zacząłem gmerać łyżką w tej brązowej papce... Matko, jak to brzmi...
-No tą bądź chudy, ale przy tobie to czuje się gruby.
Wziął łyżkę i zaczął mnie karmić. Powiedzcie mi, czemu jadłem, jak mi to podtykał pod nos?
-Za mamusie, za tatusia, za Josta, za Geo, za Gusa...
Wymieniał przy każdej kolejnej łyżeczce. W końcu zamknąłem usta i spojrzałem na niego. Nie zjem nic a nic więcej. O nie! Nie ma takiej opcji. W dodatku czułem na sobie spojrzenia tej dwójki. Przekrzywiłem lekko głowę.
-Tooom...
Jęknąłem cicho i przytuliłem się do niego. Jak się będę łasić, to nie każe mi więcej zjeść, co nie? Trochę zmęczony jestem...
-Za braciszka...
Podetknął mi łyżkę pod nos. Jęknąłem cicho i zjadłem tę ostatnią łyżeczkę. Wtuliłem się w jego tors.
-Toooom... proszę, ja już nie mogę.
Jęknąłem prosząco. Przytuliłem się do niego mocno i schowałem twarz w jego koszulce.
-Nie możesz mówisz?
Spytał niemrawo, a ja podniosłem wzrok na niego. No wiesz co, Tom... Czemu się tak dziwnie patrzysz na tę miskę? Co ona ci zrobiła?
-Billy... jak możesz nie móc, jak w szpitalu jadłeś więcej! Własnego budyniu nie zjesz? Zaraz... a może ty tam coś dosypałeś? Herę...? Kokę...? Ee, a może viagrę? Hmm?
Odsunąłem się od niego i wydąłem wargi. Widziałem, jak Mark i Damon zerkają na siebie a potem na swoje krocza. Serio? Serio? No jak oni mogą! Jak Tom może! Założyłem ręce na piersi.
-Wiesz co? Wiesz co? Gdybym chciał seksu, to bym powiedział, a nie dodawał jakiś świństw. Po prostu jestem zmęczony.
Mruknąłem cicho. Nie to, że nie chcę seksu... no z Tom'em. Tylko, ale... boję się. Bardzo. No i w ogóle... A kiedyś czytałem opowiadanie, gdzie chłopak uprawiał seks ze swoim chłopakiem i oprócz swojego sprzętu włożył mu w tym samym czasie wibrator... a mój brat podobno ma kolekcję... co, jak on mi to zrobi? A ja nie będę gotowy? Albo będzie boleć? Jego członek jest większy niż mój wibrator! Czemu ja zawsze muszę mieć takie myśli w takich chwilach? No czemu?
Po prostu spuściłem wzrok i skierowałem się do wyjścia z kuchni. Chcę do łóżka. Do mojego ciepłego, miękkiego łóżeczka, pod moją kochaną kołderką i najlepiej z moim grzejnikiem, czyli z Tom'em. Wyszedłem z kuchni, rzucając tylko krótkie "cześć" i wyszedłem na górę. Wszedłem do pokoju i zgarniając czyste bokserki i za dużą na mnie koszulkę - nie zgadniecie! Wszystko na czarno! Suprise! - Wszedłem do łazienki i zrzuciłem moje ciemne ubranka, bardzo wygodne z resztą i wpakowałem się pod prysznic. Ciepła woda jest taka przyjemna! Bosz, rozpływam się. No i najważniejsze, jest... ciepła. Bosz, czemu mi tak zimno... może Tom miał rację, że jestem za chudy... podobno przy anoreksji tak to działa... że jest ci wtedy zimno. Mimo wszystko zimno. Trzeba mi więcej ciepła. Więcej, więcej, jak najwięcej.
Westchnąłem cicho i powoli się umyłem, po czym z mokrymi włosami, w moich przydużych rzeczach (ta bluzka w cale nie jest po Tom'ie, a wygląda, jakby była), wróciłem do swojego pokoju i co tam zastałem? Braciszka, który rozwalił się na moim łóżku i spodnie mu lekko zjechały z bioder - jak mu mówię, że dresy się kupuje w swoim rozmiarze bo inaczej gumka jest za duża, to się mnie nie słucha - i śpi sobie w najlepsze. Uśmiechnąłem się delikatnie i pogłaskałem go po głowie. I wtedy moją uwagę przykuło to pudło, które tu przytachał, gdy mnie obudził tą niebezpieczną zabawką. Wypchane pod samo wieko... bandany? Ma ich aż tyle?
Wziąłem pudełko w dłonie i zacząłem grzebać. Może znajdę jakąś bandanę, jakiej nie ma i będę mógł mu ją kupić? Dobra, co my tu mamy, z czaszką, czarna, biała, fioletowa, z LA, z Włoch....
...
...
...
...
Dobra, nigdy więcej nie będę grzebać mu w rzeczach. To nie pudło bandan! Tu... tu jest jego kolekcja! Jemu się to wszystko mieści? W sensie w nim? Niektóre są większe, niż jego Tommy...
Zerknąłem na śpiącego bliźniaka. Co ja mam o tym myśleć? Spojrzałem na mojego braciszka i zacząłem myśleć. Jeśli on lubi tak... ale on zawsze był hetero... a ja nie mogę w nim... O CZYM JA MYŚLĘ?!
Odetchnąłem, żeby się uspokoić i odłożyłem pudełko z powrotem na ziemię, po czym położyłem się za plecami bliźniaka i wtuliłem się w niego. Wtuliłem nos w jego plecy i otuliłem nas kołdrą, po czym zacząłem odpływać. Przed zaśnięciem jeszcze czułem, jak Tom obraca się do mnie przodem i przyciska mnie do swojej piersi. Odetchnąłem, wdychając jego zapach i zupełnie straciłem świadomość.
Stałem tak przez chwilę, czekając, co zrobi mój bliźniak. Chyba w życiu mi tak serce nie waliło, a że wciąż mnie tulił, na pewno to czuł albo słyszał.
-Billy...? Wiesz, że to był żart...?
Zamarłem.
-Ale, jak pozwoliłeś to skorzystam.
Uśmiechnął się po swojemu, szelmowsko i zaczął macać mi tyłek. Zadrżałem i wtuliłem twarz w jego ramię. Objąłem go mocno i wciąż drżałem. W jego ramionach... czuję się bezpiecznie.
-A, tak serio to daj mi proszę czasu... dzisiaj sobie wszystko uświadomiłem...
Objął mnie mocno i wtulił w siebie. Czułem się, jak miś przytulanka, ale to miłe uczucie. Mógłbym tak już zostać na zawsze...
-Ja cię na prawdę kocham. Chciałbym być z tobą, tulić się do ciebie, całować, kochać, przeżywać wszystkie chwile. Tak po prostu... żyć. I nie licz, że ja miałbym być na górze...
Dodałem trochę ciszej ostatnie zdanie i odetchnąłem głębiej.
-W każdym razie... nie poganiam cię. I nie będę. Tylko... nie wychodź, póki ci... koledzy nie pójdą.
Tak, wciąż nie mogę się pozbyć tego strachu przebywania z kimś innym niż bliźniak. To trochę frustrujące, ale z drugiej strony nawet nie mam ochoty na przebywanie z kimś innym.
-Spoko loko, ręce wysoko.
Zapewnił mnie i uśmiechnął się szeroko, na co sam aż się uśmiechnąłem.
-Ale... dildami mogę się bawić?
Zapytał, a ja aż zachłysnąłem się powietrzem i zacząłem kaszleć. Jeszcze zrobił te swoje kocie oczy. Przez chwilę nie byłem w stanie odpowiedzieć.
-J-jeśli chcesz.
Odpowiedziałem niepewnie. Od kiedy on..?! Z resztą, nie będę się pytać. Aż się boję odpowiedzi. Stwierdziłem więc, że bezpieczniej milczeć. Zacząłem znów normalnie oddychać i uświadomiłem sobie, że to macanie po tyłku trochę mnie podnieciło. Cholera! Za rzadko uprawiam seks, by to tak po prostu zeszło! Co ja chrzanię, przecież ja jestem prawiczkiem! Czy można być bardziej żałosnym? Po prostu zarumieniłem się cały jak burak i modlę się tylko, by bliźniak nic nie zauważył.
-To może ja skończę robić ten budyń?
Zaproponowałem. Dobry pretekst, by odwrócić się przodem do blatu i nie musieć narażać się na odkrycie. Zajmę się tym jak zrobię im budyń. Ale on nie odpowiedział. W ogóle opadł na kolana i patrząc mi w twarz dotknął mnie TAM przez materiał spodni. Przecież ja umrę! Co on... Bosz, rozpiął mi spodnie i zdjął wraz z bokserkami!
-T-Tom..?
Jęknąłem cichutko, a on odwrócił wzrok od mojego członka z powrotem na moją twarz i objął lekko uniesioną męskość dłonią, po czym zaczął nią poruszać i ugniatać. Wspominałem, że jestem prawiczkiem i nikt, nigdy oprócz mnie nie dotykał mnie w tych miejscach?! Musiałem zagryźć wargę, bo z moich ust co rusz wyrywałyby się już jęki. Nie da się opisać uczucia, gdy dotyka cię osoba, którą kochasz, która cię pociąga, która jest dla ciebie wszystkim... tego trzeba po prostu doświadczyć. Nagle przejechał językiem po całej długości mojego penisa, a ja nie potrafiłem stłumić jęku przyjemności. Zacisnąłem mocno palce na krawędziach blatu, a Dredziarz wstał z klęczek i przysunął się do mnie tak, że stykaliśmy się niemal torsami, jednak on wciąż mnie pieścił. Miałem już problemy z oddychaniem. W końcu byłem już maksymalnie twardy, ale moje podniecenie w cale nie przestawało rosnąć. Bliźniak objął mnie drugą ręką i przyciągnął do siebie, głaszcząc po plecach. Wtulałem się w niego, a moje wargi rozchyliły się, pozwalając sapnięciom i jękom wydostawać się na zewnątrz. Z zaskoczeniem zdałem sobie sprawę, że drżę. Na całym ciele. A najbardziej nogi. Tom chyba to zauważył, bo objął mnie mocniej, no i zaczął szybciej poruszać dłonią. Długo to już nie zajmie.
-Tom... Tom, ja za chwilę...
Próbowałem coś powiedzieć, ale nie mogłem. Nie byłem nawet pewien, czy zrozumiał to...
-Yhym, dawaj, Billy...
Powiedział wprost do mojego ucha, a silne dreszcze przeszły mnie wzdłuż kręgosłupa. Odrzuciłem głowę w tył i skupiłem się na tej przyjemności, która ogarnęła mnie całego. Jęczałem, nie kontrolowałem tego, i jestem pewien, że przewijało się tam imię mojego brata. Zacisnąłem palce mocno na jego koszulce i wtuliłem w niego, a po chwili zrobiło mi się ciemno przed oczami. Krzyknąłem, chyba było to "Tommy", ale nie jestem pewien, wygiąłem kręgosłup w łuk i czułem wszechogarniającą przyjemność, od której aż zrobiło mi się słabo. Z lekkim opóźnieniem zdałem sobie sprawę, że doszedłem. Jeśli takie są przeżycia od samej masturbacji, to podczas seksu chyba bym umarł.
Zarumieniłem się mocno, gdy zdałem sobie sprawę, że spuściłem się na dłoń bliźniaka. Gdyby mnie nie trzymał w pasie, leżałbym już na ziemi. Moje ciało opuściły wszelkie siły, ale wciąż czułem tę ogromną przyjemność i spełnienie. Próbowałem uspokoić oddech, ale chyba niezbyt mi to szło.
Bałem się otworzyć oczy, bo bałem się tego, co zobaczę. Może będzie zniesmaczony? Może to był tylko test?
W jednej chwili przez moją głowę przewinęło się 1000 myśli, a ja nie mogłem żadnej uchwycić na dłużej. Wtuliłem się w brata, chowając twarz w jego koszulce i próbując ustać o własnych siłach, co okazało się trudne.
-Um, dobre.
Gdy otworzyłem oczy zauważyłem, że Tom trzyma umazaną moją spermą dłoń przy twarzy. Szok, jaki przeżyłem, po prostu nie do opisania.
-Musimy to robić częściej... Billy, za sekundkę wrócę, muszę do wc...
Powiedział, ale ja nie puszczałem go. Wciąż się w niego wpatrywałem zmieszanym, zawstydzonym i zagubionym wzrokiem. Przełknąłem wielką gulę w gardle.
-Je... jeśli musisz to zrobić, to... ja... ja mogę... nie, że s-seks czy... czy lód a-ale... pomóc ci..
Jąkałem się tak, jak od dawna się nie jąkałem. Nie miałem odwagi wypowiedzieć się inaczej. Po prostu nie.
TOM(my)
Supcio! To smakuje jak lody waniliowe! Tylko że ciepłe.
Już miałem iść do łazienki, kiedy Billy rzucił mi swoją propozycje... nie powiem...zaszokowała mnie. Chciałem spróbować jego penisa i był... dobry nawet bardzo, ale jeszcze nie odważę się zrobić loda.
Za to sperma jest świetna! Mógłbym ją pić na śniadanie, obiad, podwieczorek i kolacje... jest pyyyycha... (Leżę na ziemi - dop.Neko)
-Billy... nie chcę cię wykorzystywać...
-A-ale, to nie będzie wy-ykorzytywanie. P-przecież ty m-mi, t-to j-ja też...
Jego psychika jest skomplikowana... Ale, czy się zgodzić?
Nie zdążyłem zareagować, a on już mi zsunął spodnie i wziął w łapkę Tommy'ego, który oczywiście się do niego łasił i zwiększył swą objętość. Billy cały zaczerwieniony jak buraczki ćwikłowe (no co? Lubię je...-dop.Azu) ruszył tą rączką ze dwa razy, a ja jak to ja znowu prawie się nie wywaliłem dochodząc. Przy okazji stękając cicho
-Biiiillllyyyy...
Bosze... takiego orgazmu to w życiu nie miałem! Billy jest najj!!...
Spojrzałem na niego, a on był najwyraźniej zaskoczony, że mu tak szybko doszedłem... ma magiczne łapki... zrobił hokus pokus i doszedłem.
-Um, Bill... Jesteś zbyt sexy i podniecający, a po za tym masz złote łapki...
Powiedziałem, a on spojrzał na nie czy rzeczywiście ma je ze złota, czy nie... i znów spojrzał na mnie, a później na rączki i znowu na mnie...
I tak polizał swoją łapkę, końcówką języka przejechał po palcu, że Tommy już zaczynał się łasić! Już zamierzał wziąć jeszcze jeden liz, gdy...
-Nie!!!! (I w tym momencie umarłam :D -dop. Neko)
Wziąłem jego dłoń pod kran i szybko spłukałem spermę.
-Billy, jeżeli jeszcze raz polizałbyś palca to Tommy by znów zacząłby się łasić! Możesz się powstrzymać przy mnie od lizania palców? No chyba, że chcesz pogadać z tym na dole, a uwierz on bardzo chętnie zawrze z tobą znajomość.
Uch... chyba "troszkę" go zaszokowałem... i no... tak "trochę" zrobił się czerwony na twarzy... kiwnął głową mrucząc jakieś potwierdzenie i znów popatrzył się na swoje buciki. Skoro on tam luka to ja też! I wiecie co? Znalazłem przyczynę jego patrzenia się akurat w ich stronę...
Tam był...okruch! (To nie jest przyczyna, Tom zmyśla xD -dop. Neko, Na pewno... xD -dop. Azu) Schyliłem się i otrzepałem mu tego kapcia. Wyprostowałem się i odwróciłem go w stronę blatu, w między czasie poprawiając nasze spodnie. Przytuliłem go od tyłu i położyłem mu swoją głowę na ramię.
-Um to zrobisz mi ten budyń? Ale z bitą śmietaną... taki naj...
-Dobrze. A, twoi koledzy chcą...
Kątem oka zobaczyłem, że jego czerwona twarz przybrała prawie iż kolor krwi! No tak... pewnie słyszeli... a jak nas... o kurczę...wyjedziemy do Francji, o!
-W razie czego wyjedziemy do Francji... Um, a może budyń ich przekupi? To ja zrobię bitą śmietanę...
Odkleiłem się od mojego czerwonego braciszka i zacząłem wyciągać składniki i mikser. Założyłem te cósie co miksują przyczepiłem do stojaka, gdzie stała miska, wlałem mleko, proszek i zacząłem ubijać... znaczy mikser, ja się gapiłem mieszając jakiś proszek co robi, żeby śmietanka była taka sztywna... po jakiś 20 minutach skończyliśmy i zawołałem chłopaków. Weszli tutaj z czerwonymi twarzami, na co Bill jeszcze bardziej, o ile to możliwe, poczerwieniał, no i żeby nie było to ja też się zarumieniłem... No wiecie.... żeby się nie wyróżniać z tłumu.
Jako najbardziej zaciekawiony i chyba najodważniejszy z nas rozmowę zaczął Mark.
-Um, wy...no...jesteście razem?
-Uch... no... tak jakby... właściwie to... tak. Powiecie komuś?
Reakcja mojego rozmówcy mnie... zaskoczyła... nieee... zaszokowała...
-A, jednak! Super! Wiedziałem!!
Wywrzeszczał i przytulił się najpierw do mnie, a później do Billa. Zaczął go wypytywać o szczegóły co i jak. Widziałem, jak mój biedny braciszek patrzy na niego przerażony i wtedy poczułem, jak ściska moją dłoń. Mocno, bardzo mocno. Ścisnąłem jego dłoń. A, mnie dopadł Damon.
-Przepraszam, za niego, ale uwielbia twincesty...
BILL
Co. To. Za. Ludzie. Matko, dobrze, że Tom tu jest, bo bym się chyba rozpłakał. Ten chłopak mnie co chwilę ściska, potrząsa, piszczy i krzyczy. Patrzyłem w ziemię i rzucałem spojrzenie na bliźniaka, który rozmawiał z tym drugim. Damon? Chyba tak.
-I jak? Jak było? Jak ci robił dobrze?
Zapytał podekscytowany, z wielkim bananem na twarzy. Szok na mojej twarzy to chyba mało powiedziane.
-Ja... jakbym...To było... magiczne. Jakbym przeniósł się do innej rzeczywistości. Cudowne.
Stwierdziłem cicho, nie patrząc na nikogo. Jak się okazało, wszyscy mnie słuchają. Brat przyciągnął mnie do siebie i objął.
-Dobra, wszyscy do stołu.
Zarządził. Odetchnąłem, wtulając się w bliźniaka i na chwilę zamknąłem oczy. Ci ludzie mnie nie zjedzą. Tom im ufa, więc ja też mogę... chyba. Nie mogę tak reagować. Ścisnąłem jego dłoń i usiadłem razem z bratem do stołu i wszyscy zaczęli jeść budyń. Nawet nie słuchałem, co mówią, ale... Mark? Mark, był strasznie podekscytowany przez cały ten czas. Wpatrywałem się w mój budyń i powoli go jadłem, ale kompletnie nie miałem głowy do tego wszystkiego. Najpierw Tom mówi, że potrzeba mu czasu, a zaraz potem robimy sobie nawzajem dobrze... na samą myśl czuję ciepło w podbrzuszu.
Zerknąłem na brata, który już dawno skończył swoją porcję i z uśmiechem rozmawia z przyjaciółmi. Uwielbiam jego uśmiech. Podsunąłem mu moją, niemal nietkniętą porcję budyniu, na co spojrzał na mnie z niezrozumieniem.
-
O nie, Billy. Masz wszystko zjeść. Jesteś za chudy, a budyń jest pycha.... no chyba że mam cię pokarmić?
Przesunął miskę z powrotem w moją stronę, a ja spojrzałem na niego cierpiętniczo. No proszę cię, noo...
-Ale ja lubię być chudy.
Wydąłem wargi i zacząłem gmerać łyżką w tej brązowej papce... Matko, jak to brzmi...
-No tą bądź chudy, ale przy tobie to czuje się gruby.
Wziął łyżkę i zaczął mnie karmić. Powiedzcie mi, czemu jadłem, jak mi to podtykał pod nos?
-Za mamusie, za tatusia, za Josta, za Geo, za Gusa...
Wymieniał przy każdej kolejnej łyżeczce. W końcu zamknąłem usta i spojrzałem na niego. Nie zjem nic a nic więcej. O nie! Nie ma takiej opcji. W dodatku czułem na sobie spojrzenia tej dwójki. Przekrzywiłem lekko głowę.
-Tooom...
Jęknąłem cicho i przytuliłem się do niego. Jak się będę łasić, to nie każe mi więcej zjeść, co nie? Trochę zmęczony jestem...
-Za braciszka...
Podetknął mi łyżkę pod nos. Jęknąłem cicho i zjadłem tę ostatnią łyżeczkę. Wtuliłem się w jego tors.
-Toooom... proszę, ja już nie mogę.
Jęknąłem prosząco. Przytuliłem się do niego mocno i schowałem twarz w jego koszulce.
-Nie możesz mówisz?
Spytał niemrawo, a ja podniosłem wzrok na niego. No wiesz co, Tom... Czemu się tak dziwnie patrzysz na tę miskę? Co ona ci zrobiła?
-Billy... jak możesz nie móc, jak w szpitalu jadłeś więcej! Własnego budyniu nie zjesz? Zaraz... a może ty tam coś dosypałeś? Herę...? Kokę...? Ee, a może viagrę? Hmm?
Odsunąłem się od niego i wydąłem wargi. Widziałem, jak Mark i Damon zerkają na siebie a potem na swoje krocza. Serio? Serio? No jak oni mogą! Jak Tom może! Założyłem ręce na piersi.
-Wiesz co? Wiesz co? Gdybym chciał seksu, to bym powiedział, a nie dodawał jakiś świństw. Po prostu jestem zmęczony.
Mruknąłem cicho. Nie to, że nie chcę seksu... no z Tom'em. Tylko, ale... boję się. Bardzo. No i w ogóle... A kiedyś czytałem opowiadanie, gdzie chłopak uprawiał seks ze swoim chłopakiem i oprócz swojego sprzętu włożył mu w tym samym czasie wibrator... a mój brat podobno ma kolekcję... co, jak on mi to zrobi? A ja nie będę gotowy? Albo będzie boleć? Jego członek jest większy niż mój wibrator! Czemu ja zawsze muszę mieć takie myśli w takich chwilach? No czemu?
Po prostu spuściłem wzrok i skierowałem się do wyjścia z kuchni. Chcę do łóżka. Do mojego ciepłego, miękkiego łóżeczka, pod moją kochaną kołderką i najlepiej z moim grzejnikiem, czyli z Tom'em. Wyszedłem z kuchni, rzucając tylko krótkie "cześć" i wyszedłem na górę. Wszedłem do pokoju i zgarniając czyste bokserki i za dużą na mnie koszulkę - nie zgadniecie! Wszystko na czarno! Suprise! - Wszedłem do łazienki i zrzuciłem moje ciemne ubranka, bardzo wygodne z resztą i wpakowałem się pod prysznic. Ciepła woda jest taka przyjemna! Bosz, rozpływam się. No i najważniejsze, jest... ciepła. Bosz, czemu mi tak zimno... może Tom miał rację, że jestem za chudy... podobno przy anoreksji tak to działa... że jest ci wtedy zimno. Mimo wszystko zimno. Trzeba mi więcej ciepła. Więcej, więcej, jak najwięcej.
Westchnąłem cicho i powoli się umyłem, po czym z mokrymi włosami, w moich przydużych rzeczach (ta bluzka w cale nie jest po Tom'ie, a wygląda, jakby była), wróciłem do swojego pokoju i co tam zastałem? Braciszka, który rozwalił się na moim łóżku i spodnie mu lekko zjechały z bioder - jak mu mówię, że dresy się kupuje w swoim rozmiarze bo inaczej gumka jest za duża, to się mnie nie słucha - i śpi sobie w najlepsze. Uśmiechnąłem się delikatnie i pogłaskałem go po głowie. I wtedy moją uwagę przykuło to pudło, które tu przytachał, gdy mnie obudził tą niebezpieczną zabawką. Wypchane pod samo wieko... bandany? Ma ich aż tyle?
Wziąłem pudełko w dłonie i zacząłem grzebać. Może znajdę jakąś bandanę, jakiej nie ma i będę mógł mu ją kupić? Dobra, co my tu mamy, z czaszką, czarna, biała, fioletowa, z LA, z Włoch....
...
...
...
...
Dobra, nigdy więcej nie będę grzebać mu w rzeczach. To nie pudło bandan! Tu... tu jest jego kolekcja! Jemu się to wszystko mieści? W sensie w nim? Niektóre są większe, niż jego Tommy...
Zerknąłem na śpiącego bliźniaka. Co ja mam o tym myśleć? Spojrzałem na mojego braciszka i zacząłem myśleć. Jeśli on lubi tak... ale on zawsze był hetero... a ja nie mogę w nim... O CZYM JA MYŚLĘ?!
Odetchnąłem, żeby się uspokoić i odłożyłem pudełko z powrotem na ziemię, po czym położyłem się za plecami bliźniaka i wtuliłem się w niego. Wtuliłem nos w jego plecy i otuliłem nas kołdrą, po czym zacząłem odpływać. Przed zaśnięciem jeszcze czułem, jak Tom obraca się do mnie przodem i przyciska mnie do swojej piersi. Odetchnąłem, wdychając jego zapach i zupełnie straciłem świadomość.
czwartek, 1 września 2016
Rozdział 11
BILL
Leżę
w moim ciepłym, przytulnym łóżeczku za którym tęskniłem... no
prawie, bardzo duże PRAWIE tak bardzo jak za bliźniakiem, ale wciąż
nie mogę wymazać z pamięci wyrazu jego twarzy, gdy zapytałem o te
ogórki. Chyba pomylił mnie z kobietą w ciąży... zaraz... może
on zerwał z Rią bo mieli wpadkę i ta nie chce usunąć ciąży?
Ta wizja tak mnie rozbudziła, że od razu poderwałem się do siadu z szeroko otwartymi oczami. Słyszałem przez otwarte drzwi do pokoju kroki brata na schodach, po tym Staruszku mam jakąś schizę i nie mogę mieć zamkniętych drzwi. Wracając, miałem szczęście i nieszczęście, bo bliźniak zajrzał do mnie i gdy zobaczył, że siedzę, podszedł i usiadł na skraju łóżka.
-Co jest, Bill? Zły sen?
Zapytał troskliwie a ja pokręciłem tylko głową i zagryzłem wargę. Na pewno mogę spytać? Nie będzie się gniewał? Skinął mi głową, dając znak, żebym pytał, ale ja i tak się wahałem dłuższą chwilę. W końcu jednak zadałem nurtujące mnie pytanie.
-Czy zerwałeś z Rią bo zaszła w ciążę i nie chciała usunąć?
Zapytałem najzwięźlej jak potrafiłem i czekałem na jego reakcje. Zaskoczenie na jego twarzy w cale mi nie pomagało. Patrzył na mnie przez chwilę szeroko otwartymi oczami.
-Zwariowałeś? Zerwałem z nią bo to suka
Spojrzałem na niego i na chwilę zamilkłem, a potem skinąłem głową i na moment go przytuliłem.
-Dobranoc, Tom.
Szepnąłem i położyłem się. Brat poprawił jeszcze kołdrę na moich ramionach i z delikatnym uśmiechem skierował się do drzwi.
-Branoc, braciszku.
***
Następny ranek w cale nie był dobry. Obudziłem się z paskudnym samopoczuciem i dosłownie chciało mi się wyć. O wszystko. Zszedłem na dół, wciąż w piżamie, z włosami rozwianymi na wszystkie strony, łzami w oczach i ściśniętym gardłem. Tom, gdy mnie zobaczył, w pierwszej chwili chciał się śmiać z mojej fryzury, ale potem zobaczył mój wyraz twarzy i zostawił robienie kanapek, szybko do mnie podchodząc i przytulając mocno do piersi.
-Billy, braciszku, co się stało?
Zapytał zmartwiony, a mnie w jakiś sposób to ruszyło. Zacisnąłem pięści na jego koszulce, wtuliłem się w niego i zacząłem płakać. Rzewnie i głośno. Serduszko mi pęka. Jestem pewien, że słychać to na odległość
Trwaliśmy tak jakiś czas, aż w końcu odrobinę się uspokoiłem i bliźniak odsunął mnie kawałek od siebie, by spojrzeć mi w oczy. Wciąż płynęły z nich łzy i nic nie mogłem na to poradzić.
-Ej, Bill, no co jest?
Gdy znów zadał to pytanie, znów zacząłem głośniej płakać, ale w końcu w miarę to opanowałem.
-Bo... bo to wszystko mnie przytłacza.
Mówiłem cichym, drżącym głosem. Skinął głową na znak, że rozumie.
-Bo ciągle mam jakieś schizy i nikomu nie ufam... nawet mamie czy G&G, ufam tylko i wyłącznie tobie i dostaje świra gdy jestem sam w zamkniętym pomieszczeniu i nie radzę sobie z moimi uczuciami, a najgorsze z tego wszystkiego jest to, że się w tobie zakochałem!
Wykrzyczałem i wyrwałem się z ramion brata, uciekłem do pokoju i zamknąłem drzwi na klucz. Więcej mu się na oczy nie pokaże!
Siadłem przy biurku, wciąż płacząc. Słyszałem, jak po kilku chwilach Tom zaczyna się dobijać do drzwi, ale nie reagowałem.
Gdy już trochę się uspokoiłem, a Tom najwyraźniej odpuścił, przynajmniej na tę chwilę, bo on się nigdy nie poddaje, wyciągnąłem z szuflady biurka zeszyt. Zwykły, czarny zeszyt z białym napisem "NEVER EVER GIVE UP" na okładce. Otarłem wciąż płynące po policzkach łzy i zacząłem go przeglądać. Zeszyt kupiłem krótko po tym, jak mój brat zaczął chodzić z Rią. Nie był pamiętnikiem, ten trzymam pod materacem, ale zapisywałem w nim wszystkie pomysły, które chciałem zrobić z bliźniakiem, ale nie mogłem, bo wiedziałem doskonale, że Ria nie będzie zachwycona, a jest... była u mojego brata na pierwszym miejscu.
Zawsze z Tom'em kochaliśmy zwierzęta. Co prawda nie lubimy zbytnio kontaktu z naturą, ale uwielbiamy zwierzęta i gdy byliśmy jeszcze w trasach, często leżeliśmy obok siebie na łóżkach i wymyślaliśmy, jakie zwierzęta będziemy mieć, gdy już będziemy po trasie. Zawsze chciałem mieć psa, co można by się do niego przytulić. Którego można pogłaskać i się z nim pobawić.
Ta wizja tak mnie rozbudziła, że od razu poderwałem się do siadu z szeroko otwartymi oczami. Słyszałem przez otwarte drzwi do pokoju kroki brata na schodach, po tym Staruszku mam jakąś schizę i nie mogę mieć zamkniętych drzwi. Wracając, miałem szczęście i nieszczęście, bo bliźniak zajrzał do mnie i gdy zobaczył, że siedzę, podszedł i usiadł na skraju łóżka.
-Co jest, Bill? Zły sen?
Zapytał troskliwie a ja pokręciłem tylko głową i zagryzłem wargę. Na pewno mogę spytać? Nie będzie się gniewał? Skinął mi głową, dając znak, żebym pytał, ale ja i tak się wahałem dłuższą chwilę. W końcu jednak zadałem nurtujące mnie pytanie.
-Czy zerwałeś z Rią bo zaszła w ciążę i nie chciała usunąć?
Zapytałem najzwięźlej jak potrafiłem i czekałem na jego reakcje. Zaskoczenie na jego twarzy w cale mi nie pomagało. Patrzył na mnie przez chwilę szeroko otwartymi oczami.
-Zwariowałeś? Zerwałem z nią bo to suka
Spojrzałem na niego i na chwilę zamilkłem, a potem skinąłem głową i na moment go przytuliłem.
-Dobranoc, Tom.
Szepnąłem i położyłem się. Brat poprawił jeszcze kołdrę na moich ramionach i z delikatnym uśmiechem skierował się do drzwi.
-Branoc, braciszku.
***
Następny ranek w cale nie był dobry. Obudziłem się z paskudnym samopoczuciem i dosłownie chciało mi się wyć. O wszystko. Zszedłem na dół, wciąż w piżamie, z włosami rozwianymi na wszystkie strony, łzami w oczach i ściśniętym gardłem. Tom, gdy mnie zobaczył, w pierwszej chwili chciał się śmiać z mojej fryzury, ale potem zobaczył mój wyraz twarzy i zostawił robienie kanapek, szybko do mnie podchodząc i przytulając mocno do piersi.
-Billy, braciszku, co się stało?
Zapytał zmartwiony, a mnie w jakiś sposób to ruszyło. Zacisnąłem pięści na jego koszulce, wtuliłem się w niego i zacząłem płakać. Rzewnie i głośno. Serduszko mi pęka. Jestem pewien, że słychać to na odległość
Trwaliśmy tak jakiś czas, aż w końcu odrobinę się uspokoiłem i bliźniak odsunął mnie kawałek od siebie, by spojrzeć mi w oczy. Wciąż płynęły z nich łzy i nic nie mogłem na to poradzić.
-Ej, Bill, no co jest?
Gdy znów zadał to pytanie, znów zacząłem głośniej płakać, ale w końcu w miarę to opanowałem.
-Bo... bo to wszystko mnie przytłacza.
Mówiłem cichym, drżącym głosem. Skinął głową na znak, że rozumie.
-Bo ciągle mam jakieś schizy i nikomu nie ufam... nawet mamie czy G&G, ufam tylko i wyłącznie tobie i dostaje świra gdy jestem sam w zamkniętym pomieszczeniu i nie radzę sobie z moimi uczuciami, a najgorsze z tego wszystkiego jest to, że się w tobie zakochałem!
Wykrzyczałem i wyrwałem się z ramion brata, uciekłem do pokoju i zamknąłem drzwi na klucz. Więcej mu się na oczy nie pokaże!
Siadłem przy biurku, wciąż płacząc. Słyszałem, jak po kilku chwilach Tom zaczyna się dobijać do drzwi, ale nie reagowałem.
Gdy już trochę się uspokoiłem, a Tom najwyraźniej odpuścił, przynajmniej na tę chwilę, bo on się nigdy nie poddaje, wyciągnąłem z szuflady biurka zeszyt. Zwykły, czarny zeszyt z białym napisem "NEVER EVER GIVE UP" na okładce. Otarłem wciąż płynące po policzkach łzy i zacząłem go przeglądać. Zeszyt kupiłem krótko po tym, jak mój brat zaczął chodzić z Rią. Nie był pamiętnikiem, ten trzymam pod materacem, ale zapisywałem w nim wszystkie pomysły, które chciałem zrobić z bliźniakiem, ale nie mogłem, bo wiedziałem doskonale, że Ria nie będzie zachwycona, a jest... była u mojego brata na pierwszym miejscu.
1. Pies
2. Wakacje
Chciałem pojechać z bratem na wakacje... może na jakiś rejs? Tylko my dwoje. Nikogo więcej. Odpoczęlibyśmy od ludzi i popularności. W jakimś ciepłym kraju, nad morzem... Piasek, słońce i prywatność. Bez tych wszystkich paparazzi i fanów. Ale Ria chciała polecieć do jakiegoś miasta z mnóstwem klubów i centrów handlowych.
3. Remont/przeprowadzka
Od jakiegoś czasu mam wizję, jak można urządzić nasz dom inaczej, ale nic nie mówiłem, bo wiedziałem, że Ria od razu namówi Tom'a do wspólnego zamieszkania i zostawienia mnie z daleka od ich życia. Dlatego ani razu nie poruszyłem tego tematu.
Takie główne... nic więcej. A może aż tyle? Chociaż myślałem też o nowym samochodzie... Ale to tak no, z doskoku.
MATKO PRZENAJŚWIĘTSZA!! Przecież Tom ma klucz do mojego pokoju! Jak byliśmy młodsi zawsze wchodził do mojego pokoju, kiedy się przed nim zamykałem. Patyczkiem wypychał mój klucz i potem otwierał drzwi swoim. Nie ważne... za późno, by coś teraz z tym zrobić.
Z resztą... on raczej nie chce mnie już widzieć. Nie dziwię mu się, sam nie chciałbym się widzieć. Skazałem się na wieczną samotność... nawet brat mnie nie będzie chciał! Jako znajomego nawet!
To sprawiło, że znów się popłakałem i zacząłem histeryzować. Wstałem od biurka i padłem na łóżko, kuląc się i tuląc do poduszki.
Płacząc, nawet nie zorientowałem się, kiedy zasnąłem.
TOM
Byłem w... szoku. Ciężkim szoku.
Doskonale rozumiałem co miał na myśli Bill mówiąc, a właściwie wykrzykując "zakochałem", bo po pierwsze - on mnie już dawno kochał, tylko teraz tak... inaczej, a po drugie - nie wybiegałby stąd z histerią.
No jakbym miał go zbić, przecież ja go też...eee... co? Nie.., E, nie nie tylko tak, bo jak tak to nie nie, a jeżeli tak już pomyślałem to... chyba że to nie tak...mmm...a może...eee... no...hm...
Nie!
Muszę to przemyśleć w podpunktach! Em... później to zrobię. Nie chcę, żeby Billy sobie coś zrobił, albo w ogóle, chcę, żeby był teraz przy mnie... Chcę, żeby cały czas był przy mnie... tak dwadzieścia pięć godzin na dobę...
Wbiegłem na górę, przy okazji kogoś mijając (DUCHY ;-; O.o - dop. Neko) i spróbowałem wejść do jego pokoju...
Nie uwierzycie! Serio! Nie zgadniecie!
Wiecie co?
Drzwi...
...były zamknięte.
-BILLY!!!! Otwórz! Nie zjem się! Znaczy cię! Przysięgam! Billy... Musimy porozmawiać! Proszę, otwórz! No... Nie bądź taki... Billy...
Darłem się tam jeszcze.... no nie wiem w każdym razie trochę tego było... Od przyciągania uwagi Billa... Taak... doskonale wiem, że mnie ignoruje ...
To od przyciągania uwagi Billa... eee, ale ciekawe co teraz robi, czasami pisze piosenki po kłótniach, albo zapełnia pamiętnik... Więc od przyciągania uwagi Billa... Eee, co mówiłem?? A... od przyciągania uwagi Billa odciągnęło mnie klepnięcie w ramie, odwróciłem się i... zobaczyłem ducha (Neko miała racje...-dop. Azu), dokładnie duchy.
Zrzuciłem prześcieradła z tych duchów, a ci duchowie to.... Mark i Damon!
-Co wy tu robicie?
-Byliśmy w okolicy, a że ochrania was nasz kumpel to nas wpuścił, drzwi były otwarte, więc weszliśmy a ty w tym czasie wbiegłeś na górę mijając nasze szanowne. Myślałem, że już przemyślałeś naszą propozycje, ale... chyba to nie odpowiedni moment...
-Nom... Chodźcie do kuchni zjecie z zemną śniadanie bo brat mi uciekł... (Bosze uciekł.... -Neko)
Nie ma tam żadnych ostrych rzeczy oprócz golarki i nożyczek, ale Billy by się tym nie zabił... Pewnie zrobiłby to bardziej z klasą... o ile można zabijać się z klasą... Pewnie zrobiłby to na łóżku, w białej pościeli, by krew się odznaczała i ułożyłby się w dramatycznej pozie...
Nie... nie będę tego sobie wyobrażać...
Weszliśmy do kuchni, a ja usiadłem do stołu, jedząc kanapki z Nuttelą i zastanawiając się, co zrobić...
Mark z Damonem dorobili sobie kanapek i zrobili herbatę i przysiadli się do mnie...
-To jak? Hmm... Przemyślałeś naszą propozycje?
E, co oni tam gadają? Chyba mam pomysł...
-Macie przy sobie jakiegoś Uzkona (to taka dubeltówka-dop.Azu)?
-Ech... Mamy: Bora Uzkon BR 99 i Uzkon TR-X
To się może udać...
-Dawajcie TR-X
Wyszliśmy do ich minivana, lubią chodzić na strzelnicę, a mówili, że nie daleko mnie jest fajna strzelnica. Szliśmy przez podjazd, a oni się kłócili się o takie duperele jak...jak... ja z Billem. No, nasze zachowanie było prawie identyczne! Szturchamy się, przekrzykujemy, popychamy, śmiejemy się jak oni, tylko że jakbym z Billem się wywalił, tak, jak teraz oni, to bym go nie pocałował.
Wyobraziłem sobie, że całuje się z moim Czarnulkiem...
-Kurwa! A.U...
Wywaliłem się, pewnie nogę sobie na tych kamieniach skręciłem, a ten Tommy to opadł tyle, co nic! Ale, przynajmniej oni się od siebie oderwali. Też są podniecający! Foch! Jak mogą mnie podniecać, no! W ogóle to wspominałem, że są sexy? Nie? To wspominam...
Eee, um... muszę się zastanowić nad swoją seksualnością...
Podeszli do mnie.
-Co się stało?
-Kostka mi wysiadła.
Szczęście, że miałem długą koszulkę...No... Wiecie dlaczego...
-Mark, przynieś apteczkę.
Czemu oni są tacy spokojni? Ja tu cierpię! I chyba gejem jestem, a oni co? Panikować powinni! Teraz i tak siedzę, to sobie to rozłożę.
Pierwszy ruch, zastanowić się, co mnie bardziej podnieca.
Przywołałem w myślach Rię. Taką nagą. Wiecie... i...i To-Tommy opadł.
Przypomniałem sobie inne dziewczyny i... też opadł.
Kurczę no...!! Wyję!
W myślach pojawił się obraz całujących się na ziemi chłopaków, a za chwilę goły tyłek i w ogóle cały Billy. Tommy, a przy Rii to dojść nie chcesz, co? Hmm? Nie no. Myślę, że to jest wystarczający powód, żeby myśleć iż jestem gejem...
Kurczę, gejem Bóg seksu, gejem... zawał.
Muszę do Billa... Chłopaki już przynieśli Uzkona, a kostka została opatrzona. Zerwałem się biorąc dubeltówkę i krzycząc:
-Robimy szturm, la la la. Na Billa, la la la i nie ucieknie mi o o o. Wyważymy mu drzwi la la la i pogadamy sobie o o o...
I w podskokach ruszyłem do pokoju Billa, załadowałem śrutówki, przyłożyłem do zamka i już miałem strzelać, gdy coś sobie przypomniałem. Tylko nie wiem co. Siadłem po turecku przed jego pokojem z Uzkonem na kolanach, ręce po bokach uniosłem na poziomie ramion, złączając palce: kciuk serdeczny i fuckowy. Zacząłem medytować, rozmyślając nad sensem istnienia myśli, która przeminęła.
-Omm...Omm...Omm... (Bosz... umarłam xD -dop. Neko)
Myyyślę...muli....myślę...muli...myślę...
Już wiem! W czwartek jest nowy odcinek Naruto!
Zerwałem się na nogi i odtańczyłem dziki taniec radości. Nagle rozległ się huk, poczułem silne szarpnięcie, znowu się wywaliłem, a na mnie posypał się gruz. (Brawo Tom. Gratuluję xD - Neko)
Nagle drzwi pokoju Billa się otworzyły, a on pół zaspany rozglądał się po korytarzu
-Bonsai!!
Krzyknąłem i rzuciłem się na niego, wpychając go do pokoju, a przy okazji przygniatając... Usiadłem na nim okrakiem.
-No! Teraz mi już nie uciekniesz! Musimy poważnie pogadać. Przysięgnij, że nie uciekniesz!
Nie no! Uspokoiłby się! Wiercił się na wszystkie strony, kręcąc głową, że nic mi nie obieca. To co miałem zrobić? No co? Jakoś go przytrzymałem... i zaniosłem do łóżka. Szybko wybiegłem z jego pokoju i wziąłem drewniany kufer z pod leżyska i zaniosłem do pokoju Billa, otworzyłem go wziąłem apaszki i przywiązałem Czarnulka do łóżka.
-O! Teraz już nie masz wyjścia! Musisz ze mną pogadać!
Jeszcze chwilę się wiercił, aż nagle znieruchomiał i gapił się w sufit. Zerknąłem w górę, ale tam nic ciekawego nie było... na co on się gapi? Usiadłem przy nim i go przytuliłem.
-Billy... Ja... chyba też coś czuje do ciebie, ale nie wiem. Mogę to przemyśleć? Ja... chcę ci coś powiedzieć... tylko no... nie bądź zły... ja... znalazłem twój wibrator... i ... ja... chyba jestem gejem.... raczej... na pewno...
Znieruchomiał i przestał oddychać...
-Gniewasz się?
-Raczej... jestem w szoku...
Odpowiedział bardzo cichym, ledwo słyszalnym głosem. Sukces! Odezwał się i nie gniewa się na mnie!
-Już więcej go nie wezmę bez pytania! Obiecuje!
-Nie o to chodzi...
-Czyli chodzi o to, że jestem gejem?
-Bardziej o to, że się przyznałeś.
-E... muli mi trochę...
Czekał, aż pociągnę swoją wypowiedź dalej...
-Że przyznałem się do tego, że ci wziąłem dildo, czy o bycie gejem....
No co? Czasami nawet ja Billa nie rozumiem!
-Oba.
-Aha... a dasz mi pomyśleć?
-A mnie nie wyrzucisz?
-Prędzej ty wywalisz mnie... zrobiłem dziurę w suficie...
W sumie mogłem zrzucić na Marka, albo Damona przynajmniej przed Billem, ale mogli by mieć kłopoty.
-Prawie tu umarłem ze strachu.
-Wiesz, ile ran poniosłem próbując się do ciebie dostać?! Skręciłem kostkę, od dubeltówki boli mnie ręka i tyłek mnie też boli! Bo się dwa razy wywaliłem... Foch na ziemie...
Jej, Billy zachichotał! Pierwszy raz od dawna! Tak to mogę nawet codziennie takie rany ponosić! Zawtórowałem mu i podciągnąłem się, chcąc odwiązać mu więzy...
-Nie będziesz się wyrywać? Nie uciekniesz mi?
Pokręcił głową, dając znać, że nie będzie. Odwiązałem mu więzy i zawisłem nad nim, patrząc to w oczy to w usta. Nie wiele myśląc, pochyliłem się, muskając i delikatnie liżąc jego usta. Gdy doszło do mnie, co zrobiłem, na powrót ukryłem, pewnie czerwoną twarz, w brzuchu Czarnulka mojego kochanego i zadałem najbardziej nurtujące mnie od rana pytanie.
-Billy... zrobisz mi budyń czekoladowy?
Młody na chwilę znieruchomiał...On robi taki dobry budyń..
TOM
Byłem w... szoku. Ciężkim szoku.
Doskonale rozumiałem co miał na myśli Bill mówiąc, a właściwie wykrzykując "zakochałem", bo po pierwsze - on mnie już dawno kochał, tylko teraz tak... inaczej, a po drugie - nie wybiegałby stąd z histerią.
No jakbym miał go zbić, przecież ja go też...eee... co? Nie.., E, nie nie tylko tak, bo jak tak to nie nie, a jeżeli tak już pomyślałem to... chyba że to nie tak...mmm...a może...eee... no...hm...
Nie!
Muszę to przemyśleć w podpunktach! Em... później to zrobię. Nie chcę, żeby Billy sobie coś zrobił, albo w ogóle, chcę, żeby był teraz przy mnie... Chcę, żeby cały czas był przy mnie... tak dwadzieścia pięć godzin na dobę...
Wbiegłem na górę, przy okazji kogoś mijając (DUCHY ;-; O.o - dop. Neko) i spróbowałem wejść do jego pokoju...
Nie uwierzycie! Serio! Nie zgadniecie!
Wiecie co?
Drzwi...
...były zamknięte.
-BILLY!!!! Otwórz! Nie zjem się! Znaczy cię! Przysięgam! Billy... Musimy porozmawiać! Proszę, otwórz! No... Nie bądź taki... Billy...
Darłem się tam jeszcze.... no nie wiem w każdym razie trochę tego było... Od przyciągania uwagi Billa... Taak... doskonale wiem, że mnie ignoruje ...
To od przyciągania uwagi Billa... eee, ale ciekawe co teraz robi, czasami pisze piosenki po kłótniach, albo zapełnia pamiętnik... Więc od przyciągania uwagi Billa... Eee, co mówiłem?? A... od przyciągania uwagi Billa odciągnęło mnie klepnięcie w ramie, odwróciłem się i... zobaczyłem ducha (Neko miała racje...-dop. Azu), dokładnie duchy.
Zrzuciłem prześcieradła z tych duchów, a ci duchowie to.... Mark i Damon!
-Co wy tu robicie?
-Byliśmy w okolicy, a że ochrania was nasz kumpel to nas wpuścił, drzwi były otwarte, więc weszliśmy a ty w tym czasie wbiegłeś na górę mijając nasze szanowne. Myślałem, że już przemyślałeś naszą propozycje, ale... chyba to nie odpowiedni moment...
-Nom... Chodźcie do kuchni zjecie z zemną śniadanie bo brat mi uciekł... (Bosze uciekł.... -Neko)
Nie ma tam żadnych ostrych rzeczy oprócz golarki i nożyczek, ale Billy by się tym nie zabił... Pewnie zrobiłby to bardziej z klasą... o ile można zabijać się z klasą... Pewnie zrobiłby to na łóżku, w białej pościeli, by krew się odznaczała i ułożyłby się w dramatycznej pozie...
Nie... nie będę tego sobie wyobrażać...
Weszliśmy do kuchni, a ja usiadłem do stołu, jedząc kanapki z Nuttelą i zastanawiając się, co zrobić...
Mark z Damonem dorobili sobie kanapek i zrobili herbatę i przysiadli się do mnie...
-To jak? Hmm... Przemyślałeś naszą propozycje?
E, co oni tam gadają? Chyba mam pomysł...
-Macie przy sobie jakiegoś Uzkona (to taka dubeltówka-dop.Azu)?
-Ech... Mamy: Bora Uzkon BR 99 i Uzkon TR-X
To się może udać...
-Dawajcie TR-X
Wyszliśmy do ich minivana, lubią chodzić na strzelnicę, a mówili, że nie daleko mnie jest fajna strzelnica. Szliśmy przez podjazd, a oni się kłócili się o takie duperele jak...jak... ja z Billem. No, nasze zachowanie było prawie identyczne! Szturchamy się, przekrzykujemy, popychamy, śmiejemy się jak oni, tylko że jakbym z Billem się wywalił, tak, jak teraz oni, to bym go nie pocałował.
Wyobraziłem sobie, że całuje się z moim Czarnulkiem...
-Kurwa! A.U...
Wywaliłem się, pewnie nogę sobie na tych kamieniach skręciłem, a ten Tommy to opadł tyle, co nic! Ale, przynajmniej oni się od siebie oderwali. Też są podniecający! Foch! Jak mogą mnie podniecać, no! W ogóle to wspominałem, że są sexy? Nie? To wspominam...
Eee, um... muszę się zastanowić nad swoją seksualnością...
Podeszli do mnie.
-Co się stało?
-Kostka mi wysiadła.
Szczęście, że miałem długą koszulkę...No... Wiecie dlaczego...
-Mark, przynieś apteczkę.
Czemu oni są tacy spokojni? Ja tu cierpię! I chyba gejem jestem, a oni co? Panikować powinni! Teraz i tak siedzę, to sobie to rozłożę.
Pierwszy ruch, zastanowić się, co mnie bardziej podnieca.
Przywołałem w myślach Rię. Taką nagą. Wiecie... i...i To-Tommy opadł.
Przypomniałem sobie inne dziewczyny i... też opadł.
Kurczę no...!! Wyję!
W myślach pojawił się obraz całujących się na ziemi chłopaków, a za chwilę goły tyłek i w ogóle cały Billy. Tommy, a przy Rii to dojść nie chcesz, co? Hmm? Nie no. Myślę, że to jest wystarczający powód, żeby myśleć iż jestem gejem...
Kurczę, gejem Bóg seksu, gejem... zawał.
Muszę do Billa... Chłopaki już przynieśli Uzkona, a kostka została opatrzona. Zerwałem się biorąc dubeltówkę i krzycząc:
-Robimy szturm, la la la. Na Billa, la la la i nie ucieknie mi o o o. Wyważymy mu drzwi la la la i pogadamy sobie o o o...
I w podskokach ruszyłem do pokoju Billa, załadowałem śrutówki, przyłożyłem do zamka i już miałem strzelać, gdy coś sobie przypomniałem. Tylko nie wiem co. Siadłem po turecku przed jego pokojem z Uzkonem na kolanach, ręce po bokach uniosłem na poziomie ramion, złączając palce: kciuk serdeczny i fuckowy. Zacząłem medytować, rozmyślając nad sensem istnienia myśli, która przeminęła.
-Omm...Omm...Omm... (Bosz... umarłam xD -dop. Neko)
Myyyślę...muli....myślę...muli...myślę...
Już wiem! W czwartek jest nowy odcinek Naruto!
Zerwałem się na nogi i odtańczyłem dziki taniec radości. Nagle rozległ się huk, poczułem silne szarpnięcie, znowu się wywaliłem, a na mnie posypał się gruz. (Brawo Tom. Gratuluję xD - Neko)
Nagle drzwi pokoju Billa się otworzyły, a on pół zaspany rozglądał się po korytarzu
-Bonsai!!
Krzyknąłem i rzuciłem się na niego, wpychając go do pokoju, a przy okazji przygniatając... Usiadłem na nim okrakiem.
-No! Teraz mi już nie uciekniesz! Musimy poważnie pogadać. Przysięgnij, że nie uciekniesz!
Nie no! Uspokoiłby się! Wiercił się na wszystkie strony, kręcąc głową, że nic mi nie obieca. To co miałem zrobić? No co? Jakoś go przytrzymałem... i zaniosłem do łóżka. Szybko wybiegłem z jego pokoju i wziąłem drewniany kufer z pod leżyska i zaniosłem do pokoju Billa, otworzyłem go wziąłem apaszki i przywiązałem Czarnulka do łóżka.
-O! Teraz już nie masz wyjścia! Musisz ze mną pogadać!
Jeszcze chwilę się wiercił, aż nagle znieruchomiał i gapił się w sufit. Zerknąłem w górę, ale tam nic ciekawego nie było... na co on się gapi? Usiadłem przy nim i go przytuliłem.
-Billy... Ja... chyba też coś czuje do ciebie, ale nie wiem. Mogę to przemyśleć? Ja... chcę ci coś powiedzieć... tylko no... nie bądź zły... ja... znalazłem twój wibrator... i ... ja... chyba jestem gejem.... raczej... na pewno...
Znieruchomiał i przestał oddychać...
-Gniewasz się?
-Raczej... jestem w szoku...
Odpowiedział bardzo cichym, ledwo słyszalnym głosem. Sukces! Odezwał się i nie gniewa się na mnie!
-Już więcej go nie wezmę bez pytania! Obiecuje!
-Nie o to chodzi...
-Czyli chodzi o to, że jestem gejem?
-Bardziej o to, że się przyznałeś.
-E... muli mi trochę...
Czekał, aż pociągnę swoją wypowiedź dalej...
-Że przyznałem się do tego, że ci wziąłem dildo, czy o bycie gejem....
No co? Czasami nawet ja Billa nie rozumiem!
-Oba.
-Aha... a dasz mi pomyśleć?
-A mnie nie wyrzucisz?
-Prędzej ty wywalisz mnie... zrobiłem dziurę w suficie...
W sumie mogłem zrzucić na Marka, albo Damona przynajmniej przed Billem, ale mogli by mieć kłopoty.
-Prawie tu umarłem ze strachu.
-Wiesz, ile ran poniosłem próbując się do ciebie dostać?! Skręciłem kostkę, od dubeltówki boli mnie ręka i tyłek mnie też boli! Bo się dwa razy wywaliłem... Foch na ziemie...
-Nie będziesz się wyrywać? Nie uciekniesz mi?
Pokręcił głową, dając znać, że nie będzie. Odwiązałem mu więzy i zawisłem nad nim, patrząc to w oczy to w usta. Nie wiele myśląc, pochyliłem się, muskając i delikatnie liżąc jego usta. Gdy doszło do mnie, co zrobiłem, na powrót ukryłem, pewnie czerwoną twarz, w brzuchu Czarnulka mojego kochanego i zadałem najbardziej nurtujące mnie od rana pytanie.
-Billy... zrobisz mi budyń czekoladowy?
Młody na chwilę znieruchomiał...On robi taki dobry budyń..
-Jasne. Jak mnie puścisz.
-Ale, jesteś za wygodny.
No zaraz się popłacze! Ja chcę go przytulać!
Westchnął cicho cierpiętniczo i nie pewnie, lekko mnie objął
-To co? Wstajemy?
-Uhum.
Przytaknął.
-Czekaj! Mamy mleko!?
Co jak nie mamy mleka? To jest przerażające! Nie może nie być mleka! Musi być!
-Nie wiem...
Zerwałem się w przypływie paniki i pognałem do kuchni. Ja, jak to ja, oczywiście, wywaliłem się na progu i wybiłem dwa palce... Teraz Billy będzie moją pielęgniareczką. Na tą myśl się wyszczeżyłem.
Zauważyłem, że przy stole siedzi małżeństwo i zajada kanapki, a obok nich ujrzałem coś, co wywołało we mnie euforie.
-Billy! Chodź! Jest mleko! Victory!
Nie musieliśmy długo czekać, aż kuchnia rozjaśniała i na progu stanął Billy, podrapał się niepewnie po karku i spojrzał po wszystkich, ale straszne się spiął, widząc siedzących przy stole mężczyzn. No tak! Przecież ich nie zna!
-To Mark i Damon. Ich odział cię uratował, Damon dowodził. Przyjechali nas odwiedzili nas bo... złożyli mi pewną propozycję. Dla nich też zrobisz?
No, moje kocie patrzydła muszą na niego zadziałać. Muszą!
Moje oczydła nie podziałały... Spojrzał na mnie zdziwiony.
-Propozycję?
Momentalnie zrobiłem się cały czerwony... to było zawstydzające!
-No...propozycje...
Może nie będzie dopytywał? Ale... podobno nadzieją matką głupich...
Dalej się na mnie wyczekująco patrzał, ale po chwili stwierdził, że buty są ciekawsze... Co?! Ja jestem ciekawszy! Masz się stać bardziej dociekliwy... jesteś strasznie milczący... ech... muszę to zmienić...
-No.. um... trójkącik..
Teraz moja twarz przedstawiała zachodzące słońce... zachody są ładne, nie?
Spojrzał się na mnie znowu zdziwiony i znowu spuścił wzrok. Porwał mleczko i zaczął robić ambrozję... znaczy budyń czekoladowy ^^
Ej, tak nie może być... dawny Billy by pewnie dociekał, roześmiał by się i zapytał czy może dołączyć... Zaraz! Ha! I niech która powie, że faceci są nie domyślni!
-Możecie na chwile wyjść? Pooglądajcie dom jak chcecie, zawołamy was na budyń.
Zwróciłem się do chłopaków, a oni skinęli głowami i wyszli. Ja podszedłem cicho do Billa i objąłem go w pasie, całując lekko w kark. On znieruchomiał i przestał oddychać... coś często mu się to zdarza... może powinniśmy iść do lekarza?
-Billy, braciszku. Powiedziałem, że muszę pomyśleć, a to znaczy, że jestem praktycznie twój, więc nie musisz się obawiać, że cię zdradzę! A trójkąta nie będzie! Co najwyżej czworokąt, jeśli tylko będziesz chciał! Wiem, że nie prędko będziesz chciał robić pewne rzeczy, ale ja poczekam nawet do końca świata. Dla ciebie, Billy...
BILL
Przez kilka sekund nic nie mówiłem i nawet nie oddychałem. W końcu odłożyłem robienie budyniu i dotknąłem dłoni Tom'a, która spoczywała na moim brzuchu, wciąż jednak nic nie mówiąc.
-Tom... nie chcę, żebyś się do czegoś zmuszał.
-Billy, czy ja się kiedyś do czegokolwiek zmusiłem?
-Nie wiem, chyba, że o tym nie wiem.
-Oprócz do zjedzenia obiadu zrobionego przez ciotkę to nie.
Westchnąłem cicho i spojrzałem na bliźniaka na tyle, na ile mogłem. To prawda, kocham go. Nie wiem, czy on mnie też. Jestem świadom, że od dziecka mam na niego duży wpływ... no, dopóki nie poznał Rii. Tak samo, jak wiem, że to porwanie na nim też odcisnęło swoje piętno i może teraz robić dużo rzeczy pod wpływem strachu o mnie. Jak na przykład to zerwanie z Rią. Teraz mówi, że to suka, ale kto wie, czy do niej nie wróci?
Chyba zbladłem na samą myśl o tym. Zacisnąłem palce na jego dłoni. Dostałem pierwszego słowotoku od dawna.
-Więc rób to, co uważasz za dobre. Po co mnie całowałeś? Przecież kręci cię seks z innymi, więc? Dobrze wiesz, że ja nie lubię tego typu rzeczy. Z resztą wiesz o mnie wszystko.
-No, wiem, ale Billy... ja nie wiem co czuję... oprócz tego, że czuję się zagubiony. Ciągle myślę o tobie, mam ochotę cię przytulać, rozpieszczać i gapić się na twój tyłek. Dzisiaj przez niego skręciłem kostkę, a Tommy to dopiero oklapł jak pomyślałem o tej suce!
Zaskoczenie musiało aż wyzierać z mojej twarzy. O... o czym on mówi? Czemu miał erekcję, myśląc o moim tyłku? I czemu w ogóle myślał o moim tyłku? Spojrzałem na niego i postarałem jakoś odwrócić się do bliźniaka przodem.
Spojrzałem mu w oczy na chwilę, ale zaraz spuściłem wzrok i zagryzłem wargę. Po pierwsze, wciąż jestem niepewny, a po drugie... matko, widzieliście jego oczy?
-To przez porwanie. Dlatego chcesz tyle ze mną przebywać. Nie dawaj mi złudnej nadziei, Tom, bo moje uczucia są szczere.
-A ja ci teraz kłamię w żywe oczy.
-Proszę cię tylko, żebyś nie robił czegoś, czego możesz potem żałować.
Poprosiłem cicho, spuszczając wzrok na moje palce, którymi się bawię od kilku chwil, czego nawet nie zauważyłem.
-Ok.
Poczułem jego palce na podbródku i uniósł moją twarz, a po chwili wpił się mocno w moje wargi.
Zdziwiony znieruchomiałem i wpatrywałem się w niego szeroko otwartymi oczami. Czułem jego miękkie wargi na swoich, a kolczyk chłodził moje usta. Po chwili przymknąłem oczy i objąłem go lekko za szyję, oddając pocałunek.
W końcu bliźniak rozłączył nasze usta i wtulił się we mnie, patrząc mi w oczy.
-Billy, ja nie jestem w 100% pewny swoich uczuć, ale chcę, żebym był twój, a ty mój i chcę cię całować, spać z tobą, używać cię jako misia do przytulania i poduszkę, chcę oglądać twój tyłek, pokazać ci moją kolekcje, a kiedy będziesz gotowy to chcę się z tobą kochać, albo żebyś ty kochał się ze mną. Twój wybór, jaka będzie konfiguracja i czy dasz mi szanse, tylko... chcę się upewnić czy cię kocham na sto procent...
Przez kilka sekund nic nie mówiłem, tonąc w głębi jego oczu. Nie kłamał. Zauważyłbym.
-Jak chcesz się upewnić?
-Mogę pomacać twój tyłek?
Chyba na moment przestałem oddychać, nie jestem pewien. Jednak powoli skinąłem głową.
-Możesz.
czwartek, 25 sierpnia 2016
Rozdział 10
BILL
-Tom! Tom, mam pomysł.
Podekscytowany siedmiolatek wpadł do pokoju swojego bliźniaka. Blondyn spojrzał na niego zaciekawiony, a pełne wargi zdobił uroczy, dziecięcy uśmiech,
-No co tam?
Zapytał, odkładając trzymany w dłoni ołówek i skupiając całą swoją uwagę na bracie. Niedawno usłyszał rozmowę mamy z ojcem, Bill na szczęście jeszcze spał. Gdy zasypał ją gradem pytań okazało się, że jego bliźniak miał niewielkie szanse na przeżycie i teraz, nie do końca jeszcze to rozumiejąc, bał się, że może go stracić w każdej chwili, więc zajmował się nim jeszcze lepiej, jeśli to w ogóle było możliwe. Czarnowłosy uśmiechał się szeroko i usiadł po turecku na podłodze. Tak jakoś miał, że często siadał ludziom na ziemi, ale dopiero co wyzdrowiał i jeszcze był trochę osłabiony po przebytej chorobie.
-Kojarzysz Marie, córkę Ruth?
Ucieszył się, gdy czekoladowooki skinął głową. Marie jest starsza od nich o 10 lat i rzadko się z nią widują, ale Ruth jest dobrą znajomą ich mamy. Podekscytowany chłopak kontynuował.
-Powiedziała mi dzisiaj, że jest taka fajna zabawa, ale chcę najpierw jej spróbować z tobą.
Nie było w tym nic dziwnego. Każdą nową zabawę testowali sami, żeby zdecydować, czy chcą w to grać tylko we dwóch, czy mogą w to zagrać ze znajomymi. Starszy z bliźniaków oczywiście zgodził się i usiadł po turecku naprzeciw brata.
-Gra polega na całowaniu drugiej osoby w usta.
Wyjaśnił chłopiec, kładąc sobie palec wskazujący na malinowych wargach. Brat spojrzał na niego. Zawsze całowali się w policzek, ale w sumie nie widział nic dziwnego w takiej rzeczy, więc skinął głową na znak, że się zgadza. Przysunął się do bliźniaka i na kilka chwil złączyli swoje usta w niezdarnym pocałunku. Sama bliskość nie była dla nich niczym niezwykłym, a zabawa odeszła w zapomnienie.
-Tak jest! Zmiażdżyliśmy ich!
Dredziarz zawisł na ramieniu bliźniaka i pozwalał mu się ciągnąć przez hotelowy korytarz. Upił się najbardziej z całego zespołu, a podpity czarnowłosy chichotał co chwilę i próbował dotaszczyć brata do ich wspólnego pokoju. Po rozdaniu nagród MTV poszli na imprezę... trochę zaszaleli. W końcu chłopcy wpadli do niewielkiego pokoju i zamknęli drzwi za pomocą jednego kopnięcia. Obaj uwalili się na jedno łóżko i zwijali się ze śmiechu, chociaż sami do końca nie wiedzieli, czemu się śmieją.
-Dostaliśmy tę nagrodę!
Cieszył się Czarny. Był podekscytowany tym wszystkim. Leżał przodem do brata i obserwował, jak blondyn ściąga czapkę i rzuca ją gdzieś w kąt pokoju. Czekoladowe oczy spotkały orzechowe odpowiedniki.
-Oczywiście, że wygraliśmy. Jesteśmy świetni, a Ty nas zawsze doprowadzasz na szczyt. Jesteś cudowny.
Wyznał i złączył ich usta w krótkim pocałunku. Chwilę potem obaj odpłynęli, trzymając się jedynie za ręce.
Obudziłem się z szybko bijącym sercem i rozejrzałem po tak dobrze mi znanej sali szpitalnej. Leżę tu już drugi dzień, odkąd odzyskałem przytomność, bo podobno byłem w śpiączce przez tydzień, dlatego poruszanie się nie sprawiało mi takiego bólu, jak przypuszczałem. Tom cały czas jest przy mnie i opowiedział mi wszystko. Co się działo, jak mnie szukał... Przeprasza mnie. Nie wiem, za co. Znaczy wiem, ale... Ja nie potrafię mieć do niego żalu. Za to moja psychika bardzo ucierpiała. Mimo wszystkich dobrych wspomnień, nie jestem w stanie być spokojny przy nikim innym niż bliźniaku. Przy każdej innej osobie dostaję, dosłownie, paniki. To dziwne, ale nie potrafię tego kontrolować.
Rozejrzałem się po białej sali. Nigdzie nie widziałem blondyna. Poszedł do łazienki? A może na stołówkę po coś do jedzenia? Zerknąłem na zegar, wiszący nad drzwiami. 11:07. Może faktycznie zgłodniał?
Nagle drzwi do sali otworzyły się i do pokoju wszedł Jost z Gustav'em i Georg'iem. Moje mięśnie automatycznie się spięły a ja skuliłem się w sobie i odsunąłem jak najdalej od nich, na tyle na ile mogłem na szpitalnym łóżku. Widziałem, że boli ich moje zachowanie, ale ja na prawdę nie potrafię inaczej... Staram się, ale nie potrafię.
-Cześć, Bill. Jak się czujesz?
Zapytali, siadając na kanapie, która stoi na tej samej ścianie, co drzwi. Próbowałem uśmiechnąć się blado, ale zdałem sobie sprawę, że drżę na całym ciele. Spuściłem głowę i spróbowałem odpowiedzieć.
-N...n-nie najgorzej...
Szepnąłem. Po chwili znów usłyszałem kroki, więc szybko uniosłem głowę. Do pokoju wszedł mój bliźniak, który, jak tylko zauważył mój stan rzucił się do mnie i mocno do siebie przytulił. Wtuliłem się w tors brata, chłonąc jego dotyk, ciepło i zapach... Uspokajałem się powoli, a on szeptał mi, że wszystko w porządku, że jestem bezpieczny. Wierzę mu. Ale to i tak silniejsze ode mnie.
W końcu przestałem drżeć, a on delikatnie mnie od siebie odsunął i usadawiając się ze mną wygodniej, wciąż mnie obejmując, zwrócił się do naszych gości.
-Jak tam u was, chłopaki?
Zapytał ze standardowym dla siebie uśmiechem. Jest zestresowany tą sytuacją, ale stara się udawać, że wszystko w porządku, żeby nikogo nie martwić. Nie ze mną te numery. Spojrzałem w górę i mój wzrok padł na jego wykrzywione w uśmiechu wargi. Od razu przypomniało mi się to, co mi się dziś śniło. Ciekawe, czy wciąż smakują tak samo...
Zaraz, Bill, stop, wait, warte! Co ty robisz, o czym ty myślisz, pogięło cię? Chcesz pocałować swojego brata? BLIŹNIAKA? Czy ty, idioto, chcesz, żeby odszedł na zawsze i tratował cię jak najgorsze ścierwo?
Gdy to sobie uświadomiłem, znów zebrało mi się na płacz. Skuliłem się i schowałem twarz w kolanach. Kryształowe krople popłynęły po moich policzkach, a rozmowy zamilkły. Wszyscy patrzyli na mnie, czułem ich zdezorientowane spojrzenia na sobie.
-Billy, co się stało?
Słyszałem czuły głos brata, czułem jego silne ramiona oplatające mnie w pasie i ciepłe dłonie, głaszczące uspokajająco moje plecy. Od kilku dni nie potrafię już nawet w najmniejszym stopniu panować nad emocjami... to okropne. Zniszczyli mnie. A w dodatku chcę zbliżyć się w ten niedozwolony sposób do własnego bliźniaka, co uświadomiłem sobie dopiero, gdy zobaczyłem go, po tygodniu bez jakiegokolwiek kontaktu z nim. To okropne! Jestem chory i obrzydliwy. Nie zasługuję na jego troskę...
A mimo to, wbrew swoim przekonaniom, wtuliłem się w jego pierś i mocząc mu bluzkę płakałem, aż zmęczony, zasnąłem w jego ramionach. Jednak i tak jedna myśl wciąż krążyła mi po głowie.
Powinienem był tam umrzeć.
TOM
Minęły dwa dni odkąd Bill się obudził i... w ogóle nie przypominał Billa, był taki... nie billowaty.
Jego pewność siebie diabli wzięli i teraz przypomina takiego małego, bezbronnego i słodkiego szczeniaczka. Z racji tego, iż mam zwichnięty bark, David wywalczył mi w sali Młodego łóżko, więc mogę cały czas być przy nim... i jestem za to cholernie wdzięczny.
Obudziłem się przed jedenastą i postanowiłem coś zjeść. Kiedy wróciłem... sytuacja była kryzysowa. Jost i spólka G&G, a Bill ledwo co dukał słowa o swoim samopoczuciu, cały się trzęsąc. Szybko podszedłem i go przytuliłem, a on się wtulił. Było źle. Ja... boje się, że się z tego nie wykaraska...że nie będę wstanie mu pomóc. Mimo wszystko, gdy tylko zauważyłem, że Billy się uspokaja, wyszczerzyłem się prawie jak zwykle, ale... tym razem fałszywie i zacząłem konwersacje.
Bill w ogóle nie brał w niej udział. Strasznie się zamyślił.... zawsze dużo gada...a teraz... teraz się rozpłakał. Jezu... pewnie znowu coś palnąłem. Idiota ze mnie!
-Billy co się stało?
Przytuliłem go mocno, a on po chwili się wtulił, ale dlaczego się zawahał? Tu nie chodzi o minuty czy nawet sekundy! Tyle to się nigdy nie wahał, teraz jego wahanie, choć trwało ułamek sekundy, to było najdłuższe! Oj, Billy, coś się stało. W domu cię wypytam i to, że cię porwali ci nie pomoże! O, nie! Będę bezlitosny i wszystko z ciebie wyciągnę.
*AZUSA
Takie były zamiary Toma i jakże! Rzecz jasna je spełnił:
-Billy, kochany braciszku mój. Powiedz mi, proszę, co się stało?
Bill patrzył się na swojego brata, który na kolanach błagał go, by wyjawił mu tajemnice swoją.
-Nic takiego. Na prawdę!
Jednak Tom był nie ugięty. Ponowił swoje prośby, które zrodziły groźby, próby przekupstwa, a nawet takie obietnice, jak postawienie świątyni. Tak oto i ciężko zirytowany zachowaniem swojej kopi, młodszy z braci wygarnął z wnętrza siebie to, co klęczący przed nim mężczyzn wiedzieć pragnął.
-Faceta w ciąży nie widziałeś!!!
I odsunął się nieznacznie, kładąc w dziwnej pozycji na szpitalnym łóżku, zostawiając osłupiałego bliźniaka z pustymi orbitami. Koniec.
Hehe, taki mały żarcik od autorki^^*
Po chwili Billy zasnął i skupiłem swoją uwagę na... pustce. Najwyraźniej chłopaki sobie poszli, albo wyszli na korytarz... w sumie skoro i tak mam iść po wypisy to czemu by nie sprawdzić, czy jeszcze tu są?
Ułożyłem Billa w jego ulubionej pozycji do spania i wyszedłem na korytarz. Korytarz był brzydki. Brzydki brzydki. Nie brzydki tylko brzydki brzydki. Szaro - biały + zielone krzesła. Na pewno urządzał to ktoś ślepy, albo jakieś totalne bezguście... Tak sobie szedłem i szedłem i zobaczyłem Gustava i szedłem... wróć.
-Hej, Gus.
-Cześć. Tom... to przez nas?
Czy on zawsze od razu przechodzi do konkretów? Taak... ale raz mógłby pogadać o pogodzie.
-Nie wiem, Gus. Oni mu zniszczyli psychikę. Może to ja coś palnąłem.
-My już pewnie pójdziemy. Na razie.
-Pa.
Podniosłem rękę w geście pożegnania i ruszyłem po wypisy. Nie dziwię się, że chcieli już iść. Teraz każdy boi się, że zrani Billa. Sytuacja jest naprawdę trudna.
***
-Billy, braciszku. Obudź się. Jedziemy do domu.
Już była 12 i mogliśmy wyjść. Jeszcze jeden dzień tu a zarówno ja jak i Młody dostaniemy depresji. Koszmar! Jak w psychiatryku tu jest! Naprawdę! Zwariować od tego można! Wszędzie biało i szaro... To wszystko działa tak, że nawet pielęgniarki mnie nie podniecają!
...
To nie tak, że mam jakieś problemy...czy coś innego...noo...no bo np. tyłek Billa mnie podnieca.... eee... muszę się chyba leczyć...
-Billy, śpiochu. Ja wiem, że śpi się doskonale, ale w domu będzie ci lepiej... ogórki kiszone ci kupie!
O! Podziałało! Billy się obudził! Tylko dlaczego on się patrza takimi smutaśnymi patrzydłami? Dlaczego, ja się pytam?!! Teraz mi też smutno!
-Billy co się stało?! Bo...bo ja się zaraz rozbeczę... twoje patrzały są smutne takie... smalnij się... nawet Nuttele ci do tych ogórków kupie! I...i zgodze się na... hmm... wiem! Pamiętasz?! Chciałeś żebyśmy sobie zrobili bliźniaczy tatuaż! Hmm..? Tylko się uśmiechnij, proszę.
Gdzieś w połowie monologu zacząłem go ściskać i tulić i wtulać i przytulać i głaskać i wygłaskiwać i inne takie superaśne czynności. No bo one super, nie? Kto nie lubi być tulony?
-Ugh... Tom... Nie mogę oddychać...
Ujć no może rzeczywiście trochę przesadziłem... poluzowałem uścisk, ale nie! Mylicie się! Dalej go głaskałem!
-Dzięki. To był tylko zły sen. Ale jak już się zadeklarowałeś to może Nutella i tatuaż byłoby okey?
O kurcze, wpadłem... W sumie to nawet nie chodzi o Nuttele, bo kupie, dla siebie też, a do tego lody i te ogórki kiszone, ale chodzi o tatuaż... przedtem była awantura, bo przecież nie mogę swojego ciała brukać obrazkami... Tylko, że jestem Tom Kaulitz, a ja nie rzucam słów na wiatr, to moja droga ninja! A, tak to nie pewnie powiedział... nie śmiałbym odmówić...
-Umm, zapomnij. Nutella wystarczy.
Wycofuje się?
-Billy, dla ciebie to ja nawet pokój przemebluje! A, jak będziesz się tymi patrzałami na mnie tak patrzał, to ja zaraz cukrzyce dostane! Za słodki jesteś! A, Nuttele to sobie też kupię! Nawet ci ogórki wezmę!!
-To... może jak wrócimy do domu... kanapki z Nutellą?
Biedaczek nie wypowiada się w całych zdaniach. W sensie, tak to brzmi, ale on zwykle jedno proste zdanie paple dwa razy dłużej, to np by powiedział "to może jak wrócimy do domu zrobimy sobie kanapki z Nutellą na obiad?" Ile razy ja to zdanie słyszałem w jego ustach? Milion? Nie... dwa.
Ach to były czasy... kiedy na obiad jedliśmy kolacje, na kolacje śniadanie, a na śniadanie obiad... to było życie... teraz jemy na obiad śniadanie, na śniadanie podwieczorek, a na kolacje śniadanie...
-Tom! Tom, mam pomysł.
Podekscytowany siedmiolatek wpadł do pokoju swojego bliźniaka. Blondyn spojrzał na niego zaciekawiony, a pełne wargi zdobił uroczy, dziecięcy uśmiech,
-No co tam?
Zapytał, odkładając trzymany w dłoni ołówek i skupiając całą swoją uwagę na bracie. Niedawno usłyszał rozmowę mamy z ojcem, Bill na szczęście jeszcze spał. Gdy zasypał ją gradem pytań okazało się, że jego bliźniak miał niewielkie szanse na przeżycie i teraz, nie do końca jeszcze to rozumiejąc, bał się, że może go stracić w każdej chwili, więc zajmował się nim jeszcze lepiej, jeśli to w ogóle było możliwe. Czarnowłosy uśmiechał się szeroko i usiadł po turecku na podłodze. Tak jakoś miał, że często siadał ludziom na ziemi, ale dopiero co wyzdrowiał i jeszcze był trochę osłabiony po przebytej chorobie.
-Kojarzysz Marie, córkę Ruth?
Ucieszył się, gdy czekoladowooki skinął głową. Marie jest starsza od nich o 10 lat i rzadko się z nią widują, ale Ruth jest dobrą znajomą ich mamy. Podekscytowany chłopak kontynuował.
-Powiedziała mi dzisiaj, że jest taka fajna zabawa, ale chcę najpierw jej spróbować z tobą.
Nie było w tym nic dziwnego. Każdą nową zabawę testowali sami, żeby zdecydować, czy chcą w to grać tylko we dwóch, czy mogą w to zagrać ze znajomymi. Starszy z bliźniaków oczywiście zgodził się i usiadł po turecku naprzeciw brata.
-Gra polega na całowaniu drugiej osoby w usta.
Wyjaśnił chłopiec, kładąc sobie palec wskazujący na malinowych wargach. Brat spojrzał na niego. Zawsze całowali się w policzek, ale w sumie nie widział nic dziwnego w takiej rzeczy, więc skinął głową na znak, że się zgadza. Przysunął się do bliźniaka i na kilka chwil złączyli swoje usta w niezdarnym pocałunku. Sama bliskość nie była dla nich niczym niezwykłym, a zabawa odeszła w zapomnienie.
***
-Tak jest! Zmiażdżyliśmy ich!
Dredziarz zawisł na ramieniu bliźniaka i pozwalał mu się ciągnąć przez hotelowy korytarz. Upił się najbardziej z całego zespołu, a podpity czarnowłosy chichotał co chwilę i próbował dotaszczyć brata do ich wspólnego pokoju. Po rozdaniu nagród MTV poszli na imprezę... trochę zaszaleli. W końcu chłopcy wpadli do niewielkiego pokoju i zamknęli drzwi za pomocą jednego kopnięcia. Obaj uwalili się na jedno łóżko i zwijali się ze śmiechu, chociaż sami do końca nie wiedzieli, czemu się śmieją.
-Dostaliśmy tę nagrodę!
Cieszył się Czarny. Był podekscytowany tym wszystkim. Leżał przodem do brata i obserwował, jak blondyn ściąga czapkę i rzuca ją gdzieś w kąt pokoju. Czekoladowe oczy spotkały orzechowe odpowiedniki.
-Oczywiście, że wygraliśmy. Jesteśmy świetni, a Ty nas zawsze doprowadzasz na szczyt. Jesteś cudowny.
Wyznał i złączył ich usta w krótkim pocałunku. Chwilę potem obaj odpłynęli, trzymając się jedynie za ręce.
***
Obudziłem się z szybko bijącym sercem i rozejrzałem po tak dobrze mi znanej sali szpitalnej. Leżę tu już drugi dzień, odkąd odzyskałem przytomność, bo podobno byłem w śpiączce przez tydzień, dlatego poruszanie się nie sprawiało mi takiego bólu, jak przypuszczałem. Tom cały czas jest przy mnie i opowiedział mi wszystko. Co się działo, jak mnie szukał... Przeprasza mnie. Nie wiem, za co. Znaczy wiem, ale... Ja nie potrafię mieć do niego żalu. Za to moja psychika bardzo ucierpiała. Mimo wszystkich dobrych wspomnień, nie jestem w stanie być spokojny przy nikim innym niż bliźniaku. Przy każdej innej osobie dostaję, dosłownie, paniki. To dziwne, ale nie potrafię tego kontrolować.
Rozejrzałem się po białej sali. Nigdzie nie widziałem blondyna. Poszedł do łazienki? A może na stołówkę po coś do jedzenia? Zerknąłem na zegar, wiszący nad drzwiami. 11:07. Może faktycznie zgłodniał?
Nagle drzwi do sali otworzyły się i do pokoju wszedł Jost z Gustav'em i Georg'iem. Moje mięśnie automatycznie się spięły a ja skuliłem się w sobie i odsunąłem jak najdalej od nich, na tyle na ile mogłem na szpitalnym łóżku. Widziałem, że boli ich moje zachowanie, ale ja na prawdę nie potrafię inaczej... Staram się, ale nie potrafię.
-Cześć, Bill. Jak się czujesz?
Zapytali, siadając na kanapie, która stoi na tej samej ścianie, co drzwi. Próbowałem uśmiechnąć się blado, ale zdałem sobie sprawę, że drżę na całym ciele. Spuściłem głowę i spróbowałem odpowiedzieć.
-N...n-nie najgorzej...
Szepnąłem. Po chwili znów usłyszałem kroki, więc szybko uniosłem głowę. Do pokoju wszedł mój bliźniak, który, jak tylko zauważył mój stan rzucił się do mnie i mocno do siebie przytulił. Wtuliłem się w tors brata, chłonąc jego dotyk, ciepło i zapach... Uspokajałem się powoli, a on szeptał mi, że wszystko w porządku, że jestem bezpieczny. Wierzę mu. Ale to i tak silniejsze ode mnie.
W końcu przestałem drżeć, a on delikatnie mnie od siebie odsunął i usadawiając się ze mną wygodniej, wciąż mnie obejmując, zwrócił się do naszych gości.
-Jak tam u was, chłopaki?
Zapytał ze standardowym dla siebie uśmiechem. Jest zestresowany tą sytuacją, ale stara się udawać, że wszystko w porządku, żeby nikogo nie martwić. Nie ze mną te numery. Spojrzałem w górę i mój wzrok padł na jego wykrzywione w uśmiechu wargi. Od razu przypomniało mi się to, co mi się dziś śniło. Ciekawe, czy wciąż smakują tak samo...
Zaraz, Bill, stop, wait, warte! Co ty robisz, o czym ty myślisz, pogięło cię? Chcesz pocałować swojego brata? BLIŹNIAKA? Czy ty, idioto, chcesz, żeby odszedł na zawsze i tratował cię jak najgorsze ścierwo?
Gdy to sobie uświadomiłem, znów zebrało mi się na płacz. Skuliłem się i schowałem twarz w kolanach. Kryształowe krople popłynęły po moich policzkach, a rozmowy zamilkły. Wszyscy patrzyli na mnie, czułem ich zdezorientowane spojrzenia na sobie.
-Billy, co się stało?
Słyszałem czuły głos brata, czułem jego silne ramiona oplatające mnie w pasie i ciepłe dłonie, głaszczące uspokajająco moje plecy. Od kilku dni nie potrafię już nawet w najmniejszym stopniu panować nad emocjami... to okropne. Zniszczyli mnie. A w dodatku chcę zbliżyć się w ten niedozwolony sposób do własnego bliźniaka, co uświadomiłem sobie dopiero, gdy zobaczyłem go, po tygodniu bez jakiegokolwiek kontaktu z nim. To okropne! Jestem chory i obrzydliwy. Nie zasługuję na jego troskę...
A mimo to, wbrew swoim przekonaniom, wtuliłem się w jego pierś i mocząc mu bluzkę płakałem, aż zmęczony, zasnąłem w jego ramionach. Jednak i tak jedna myśl wciąż krążyła mi po głowie.
Powinienem był tam umrzeć.
TOM
Minęły dwa dni odkąd Bill się obudził i... w ogóle nie przypominał Billa, był taki... nie billowaty.
Jego pewność siebie diabli wzięli i teraz przypomina takiego małego, bezbronnego i słodkiego szczeniaczka. Z racji tego, iż mam zwichnięty bark, David wywalczył mi w sali Młodego łóżko, więc mogę cały czas być przy nim... i jestem za to cholernie wdzięczny.
Obudziłem się przed jedenastą i postanowiłem coś zjeść. Kiedy wróciłem... sytuacja była kryzysowa. Jost i spólka G&G, a Bill ledwo co dukał słowa o swoim samopoczuciu, cały się trzęsąc. Szybko podszedłem i go przytuliłem, a on się wtulił. Było źle. Ja... boje się, że się z tego nie wykaraska...że nie będę wstanie mu pomóc. Mimo wszystko, gdy tylko zauważyłem, że Billy się uspokaja, wyszczerzyłem się prawie jak zwykle, ale... tym razem fałszywie i zacząłem konwersacje.
Bill w ogóle nie brał w niej udział. Strasznie się zamyślił.... zawsze dużo gada...a teraz... teraz się rozpłakał. Jezu... pewnie znowu coś palnąłem. Idiota ze mnie!
-Billy co się stało?
Przytuliłem go mocno, a on po chwili się wtulił, ale dlaczego się zawahał? Tu nie chodzi o minuty czy nawet sekundy! Tyle to się nigdy nie wahał, teraz jego wahanie, choć trwało ułamek sekundy, to było najdłuższe! Oj, Billy, coś się stało. W domu cię wypytam i to, że cię porwali ci nie pomoże! O, nie! Będę bezlitosny i wszystko z ciebie wyciągnę.
*AZUSA
Takie były zamiary Toma i jakże! Rzecz jasna je spełnił:
-Billy, kochany braciszku mój. Powiedz mi, proszę, co się stało?
Bill patrzył się na swojego brata, który na kolanach błagał go, by wyjawił mu tajemnice swoją.
-Nic takiego. Na prawdę!
Jednak Tom był nie ugięty. Ponowił swoje prośby, które zrodziły groźby, próby przekupstwa, a nawet takie obietnice, jak postawienie świątyni. Tak oto i ciężko zirytowany zachowaniem swojej kopi, młodszy z braci wygarnął z wnętrza siebie to, co klęczący przed nim mężczyzn wiedzieć pragnął.
-Faceta w ciąży nie widziałeś!!!
I odsunął się nieznacznie, kładąc w dziwnej pozycji na szpitalnym łóżku, zostawiając osłupiałego bliźniaka z pustymi orbitami. Koniec.
Hehe, taki mały żarcik od autorki^^*
Po chwili Billy zasnął i skupiłem swoją uwagę na... pustce. Najwyraźniej chłopaki sobie poszli, albo wyszli na korytarz... w sumie skoro i tak mam iść po wypisy to czemu by nie sprawdzić, czy jeszcze tu są?
Ułożyłem Billa w jego ulubionej pozycji do spania i wyszedłem na korytarz. Korytarz był brzydki. Brzydki brzydki. Nie brzydki tylko brzydki brzydki. Szaro - biały + zielone krzesła. Na pewno urządzał to ktoś ślepy, albo jakieś totalne bezguście... Tak sobie szedłem i szedłem i zobaczyłem Gustava i szedłem... wróć.
-Hej, Gus.
-Cześć. Tom... to przez nas?
Czy on zawsze od razu przechodzi do konkretów? Taak... ale raz mógłby pogadać o pogodzie.
-Nie wiem, Gus. Oni mu zniszczyli psychikę. Może to ja coś palnąłem.
-My już pewnie pójdziemy. Na razie.
-Pa.
Podniosłem rękę w geście pożegnania i ruszyłem po wypisy. Nie dziwię się, że chcieli już iść. Teraz każdy boi się, że zrani Billa. Sytuacja jest naprawdę trudna.
***
-Billy, braciszku. Obudź się. Jedziemy do domu.
Już była 12 i mogliśmy wyjść. Jeszcze jeden dzień tu a zarówno ja jak i Młody dostaniemy depresji. Koszmar! Jak w psychiatryku tu jest! Naprawdę! Zwariować od tego można! Wszędzie biało i szaro... To wszystko działa tak, że nawet pielęgniarki mnie nie podniecają!
...
To nie tak, że mam jakieś problemy...czy coś innego...noo...no bo np. tyłek Billa mnie podnieca.... eee... muszę się chyba leczyć...
-Billy, śpiochu. Ja wiem, że śpi się doskonale, ale w domu będzie ci lepiej... ogórki kiszone ci kupie!
O! Podziałało! Billy się obudził! Tylko dlaczego on się patrza takimi smutaśnymi patrzydłami? Dlaczego, ja się pytam?!! Teraz mi też smutno!
-Billy co się stało?! Bo...bo ja się zaraz rozbeczę... twoje patrzały są smutne takie... smalnij się... nawet Nuttele ci do tych ogórków kupie! I...i zgodze się na... hmm... wiem! Pamiętasz?! Chciałeś żebyśmy sobie zrobili bliźniaczy tatuaż! Hmm..? Tylko się uśmiechnij, proszę.
Gdzieś w połowie monologu zacząłem go ściskać i tulić i wtulać i przytulać i głaskać i wygłaskiwać i inne takie superaśne czynności. No bo one super, nie? Kto nie lubi być tulony?
-Ugh... Tom... Nie mogę oddychać...
Ujć no może rzeczywiście trochę przesadziłem... poluzowałem uścisk, ale nie! Mylicie się! Dalej go głaskałem!
-Dzięki. To był tylko zły sen. Ale jak już się zadeklarowałeś to może Nutella i tatuaż byłoby okey?
O kurcze, wpadłem... W sumie to nawet nie chodzi o Nuttele, bo kupie, dla siebie też, a do tego lody i te ogórki kiszone, ale chodzi o tatuaż... przedtem była awantura, bo przecież nie mogę swojego ciała brukać obrazkami... Tylko, że jestem Tom Kaulitz, a ja nie rzucam słów na wiatr, to moja droga ninja! A, tak to nie pewnie powiedział... nie śmiałbym odmówić...
-Umm, zapomnij. Nutella wystarczy.
Wycofuje się?
-Billy, dla ciebie to ja nawet pokój przemebluje! A, jak będziesz się tymi patrzałami na mnie tak patrzał, to ja zaraz cukrzyce dostane! Za słodki jesteś! A, Nuttele to sobie też kupię! Nawet ci ogórki wezmę!!
-To... może jak wrócimy do domu... kanapki z Nutellą?
Biedaczek nie wypowiada się w całych zdaniach. W sensie, tak to brzmi, ale on zwykle jedno proste zdanie paple dwa razy dłużej, to np by powiedział "to może jak wrócimy do domu zrobimy sobie kanapki z Nutellą na obiad?" Ile razy ja to zdanie słyszałem w jego ustach? Milion? Nie... dwa.
Ach to były czasy... kiedy na obiad jedliśmy kolacje, na kolacje śniadanie, a na śniadanie obiad... to było życie... teraz jemy na obiad śniadanie, na śniadanie podwieczorek, a na kolacje śniadanie...
czwartek, 18 sierpnia 2016
Rozdział 9
BILL
Obudziły mnie jakieś dziwne odgłosy. W pierwszej chwili chciałem je zignorować, ale one wciąż narastały. Rozbudziłem się, ale nie byłem w stanie ruszyć nawet małym palcem. Po kilku chwilach, wśród krzyków i różnych innych, dziwnych odgłosów, usłyszałem ten jeden, upragniony głos.
-Bill?!
Słyszałem krzyk, który tak dobrze znam, a którego nie słyszałem od kilku dni. Pełen niepokoju, troski... to był głos Tom'a. Oczy zapiekły mnie od łez. rzecież to niemożliwe. Jego tu nie ma. To nierealne. Ja jeszcze śpię. Tak, z pewnością to sen. Jednak naraz usłyszałem o dgłos kroków i drzwi otworzyły się z hukiem.
-Bill!
Usłyszałem znów głos brata, ale nawet, gdybym chciał, nie mogłem się ruszyć. Leżałem przodem do ściany, trzęsąc się z zimna i bólu. Ktoś podszedł do mnie, a ja odruchowo się skuliłem jeszcze bardziej, jęcząc przy tym, bo naruszyłem obolałe ciało. Ktoś chyba za mną uklęknął, sądząc po dźwiękach, a mnie owiał znajomy zapach perfum. Perfum, które kupiłem Tom'owi jakiś czas temu. Czy ja mam już omamy? Duża, ciepła dłoń delikatnie chwyciła mnie za ramię i obróciła na plecy, czemu towarzyszył mój jęk.
-Boże, Billy...
Usłyszałem głos bliźniaka. Jeszcze nie do końca w to wierzyłem. Otworzyłem oczy i spojrzałem w tak dobrze znaną mi twarz. Ciemne dredy okalały jego idealną twarz, na której wymalowany był niezmierny strach i troska, ale też radość i miłość. Spojrzałem w bliźniacze, mokre oczy i rozchyliłem już usta, by przywołać jego imię, ale z mojego obolałego gardła wydobyło się tylko niewyraźne chrypnięcie. Od razu pokręcił głową.
-Nic nie mów. Zabieram cię stąd, Billy.
Szepnął i delikatnie wziął mnie na ręce, przytulając do siebie. Wtuliłem się w pierś brata na tyle, na ile byłem w stanie. Szeptał mi uspokajające słowa, wyprowadzając z tego przerażającego miejsca. Gdy wyniósł mnie z budynku, mimo zamkniętych powiek oślepiło mnie światło. Chyba to zauważył, bo po chwili poczułem, jak przytula mnie tak, bym twarzą był zwrócony jak najbardziej w jego stronę i by jego osoba chroniła mnie przed słońcem. Słyszałem czyjeś głosy, ale ledwo je rozróżniałem, skupiając się tylko na tej jednej osobie, o której tyle myślałem ostatnimi czasy. Wsiedliśmy do samochodu, a on nie wypuszczał mnie z objęć.
Nie chciałem zasypiać, ale nie byłem w stanie dłużej mieć otwartych oczu i po niedługim czasie zasnąłem w jego ramionach.
TOM
-Panowie...no i pani. Idziemy odbić Billa Kaulitza! Willa porywacza znajduje się w dogodnej nam pozycji. Dan, ty zajmiesz się atakiem dystansowym z południa, od wejścia i będziesz przemieszczać się na zachód. Mark, dystansówka z północy na wschód, będziesz nas osłaniał jak wejdziemy... no i Ann oraz Michael będziecie małżeństwem. Porywacz ma ksywę "Staruszek", jest jakąś szychą z powiązaniami z mafią. Organizuje jakąś imprezę. Ja będę waszym ochroniarzem. Kiedy teren będzie czysty wkroczą Jorg i pan K...
-Tom...
Omawianie akcji zajęło nam jeszcze z godzinę, została zaplanowana na jutro wieczór, w między czasie dostałem glocka 17 i instrukcje obsługi... gdyby to było takie proste, jakby się wydawało, a tu nie! Raz nie to oko, zaraz odrzut, i jeszcze straszą rozcięciem ręki do kości! Sadyści! Pokazali nawet bliznę po takiej ranie... ech, granie na gitarze jest bezpieczniejsze... użeranie się z psychofankami nie koniecznie, ale... oni każdym dniem w wojsku ryzykują... nie wyobrażam sobie takiego życia...
Znajdowaliśmy się w drewnianej chatce w środku tropikalnego lasu... marzenie...no! A ten sarkazm...cudowny, nie!? To nie są moje klimaty... biorę Billa i pojedziemy sobie do... gdzie tylko będzie chciał! Albo po prostu posiedzimy sobie w domu oglądając kreskówki, anime i robiąc konkursy kto przeczyta więcej komiksów w krótszym czasie... siedziałem przed tą chatą, słuchając kłótni małżeńskich... wiecie że Ann i Michael serio byli małżeństwem? Damon i Mark też! No! Nie mam pojęcia, gdzie go wzięli, ale się skurczybyki dobrali! Mark to na pewno uke, ale... no właśnie! Ale! ...ale nie ma to jak dwutygodniowy zakaz wstępu do łóżka... do łóżka. Teraz robią to w lesie, po tym, jak zaczęli się macać na stole ojciec ich wygonił, a teraz właśnie przysiadł się i siadnął sobie na pieńku... jak u dziadka na ognisku tylko brakuje kiełbasek na patyku... W chwili, w której to pomyślałem, wyciągnął kiełbasę i zaczął ją piec na zapalniczce.
Zaczął rozmowę...
-Co chcesz wiedzieć?
...bardzo elokwentnie.
-Dlaczego nas zostawiłeś? Albo, nie, z tego będziesz się tłumaczyć przy Billu. Powiedz... czy w wojsku jest, aż tak wspaniale, że zostawiłeś rodzinę?
-Tom...wojsko może stać się albo twoim piekłem, albo twoim domem...
-Rozumiem, że dla ciebie jest domem.
-Na początku, było wojsko, parę lat i wróciłem do was. Do Simon. Do domu, ale po pięciu latach, potrzebowali do jednostek specjalnych, kogoś z moimi predyspozycjami, musiałem rozwieść się z waszą matką, ponieważ mogło wam zagrażać niebezpieczeństwo.
-Nie odpowiedziałeś na pytanie...
-Ech, wojsko jest moim piekłem, z czasem zaczęło zastępować mi dom, zacząłem się przyzwyczajać, ale ryzyko iż twój przyjaciel może za chwile umrzeć, uwierz, do najprzyjemniejszych nie należy... jak mógłbym nazywać to miejsce domem?
Zamilkłem, bo... znałem to uczucie tyle, że gorsze, bo śmierć grozi Bill'owi... to nie jest tylko przyjaciel. Naszą więź nie można nawet nazwać braterską... jesteśmy stopień wyżej... nie mam pojęcia jak to co jest między nami... to jest...
Hehe, gdyby nie był moim bratem nazwałbym to jakąś chemią... taką... niekończącą się fascynacje... coś co mamy tylko my... bo... jesteśmy tylko my... jesteśmy najbliżej... jak nikt...
Pewnych granic nie przekroczymy. Nie mógłbym...
-Tom...
Jost... przeszkodził mi w zagłębianiu się w tajemnice skarbu templariuszy...
-Hmm...???
-Ech... Tom... Dostałem filmy z Billem... nie są przyjemne... chcesz je...
-David... nie... nie zniósłbym tego, ale... powiesz...?
-Narkotyki, gwałty, zmuszanie do jedzenia surowych organów, psucie psychiki... po tych filmach... podobno nawet wyszkoleni agenci, byli tymi nagraniami... zniesmaczeni...
-Dzięki...
Powiedziałem słabo zrywając się z zamiarem pójścia w las... kątem oka zauważyłem jeszcze poruszoną wiadomością twarz ojca i tak samo przygnębionego Josta, a ja zniknąłem... w lesie znaczy się...
Ech, za niedługo będziemy razem... Ja i Billy... Odbijemy go, a jeżeli nie... to też go odbijemy! Do skutku! ... Chyba, że mnie opuści...
Wtedy... w tedy pójdę za nim i z nim zostanę... W sumie... to pierwszy raz myślę, co by się stało, jakby mojego braciszka zabrakło.
Odpowiedź prosta. Nie przeżyłbym. Uschnąłbym.... czyli... są trzy rozwiązania:
1. Umarłbym, no bo nikt nie, żyje bez serca
2. Zostałbym warzywkiem, bo przecież, straciłbym umysł
3. Popełniłbym samobójstwo, bo moje życie straciło by sens.
No... definitywny KONIEC.
Chodziłem... i chodziłem, aż... wróciłem....
Em... Mam ochotę na gofry...
Podszedłem do drzwi i usłyszałem głos, który kocham... ale słowa, które usłyszałem, mnie... zraniły, no bo... jak on może myśleć, że teraz siedzę na kanapie! Przecież stoję! I to na jakiejś zapchlonej wyspie, na drugim końcu świata, ale...rzeczywiście między nami się psuło i... chyba ma prawo tak mówić...
-Taki pewny jesteś? A co, jak ci powiem, że nie jestem najważniejszą osobą w jego życiu? On równie dobrze może siedzieć na kanapie z najdroższą mu osobą i wyrzucać te filmiki do kosza, kompletnie nie przejmując się moim losem. Od jakiegoś czasu nie jest między nami tak, jak najwyraźniej sądzisz, że jest. Nie da ci pieniędzy za mnie. Jestem przeszkodą na jego drodze, czemu miałby chcieć ratować kogoś, kto mu zawadza? Myślisz, że wiesz wszystko, wiesz, w jakie punkty uderzyć? Mylisz się!
Słowa które usłyszałem później sprawiły, że z moich lampideł... takich szklanych... pociekła woda... No co! Ja się tylko pocę przez oczy!
-Ja oddam za niego życie, kocham go! Tom jest mi najbliższy, ale ja mu nie. Jeśli myślałeś, że przyleci tu z furą forsy, żeby mnie uratować, to się mylisz. Dla wszystkich będzie lepiej, jeśli tu zdechnę! Cholera, weź mnie po prostu dobij! I tak masz zamiar to zrobić! Nienawidzę cię, i nienawidzę tego, że unieszczęśliwiam kogoś, na kim najbardziej mi zależy!
No i się rozkleiłem...
*** Następnego dnia wieczorem***
Ann i Michael, są już w środku, snajperzy po cichu zdjęli już większość ochroniarzy. Zaraz wchodzę razem z Jostem i Danem... Steruje się... Mam strzelać z broni palnej... do żywych ludzi z ostrej amunicji. Ale... może obejdzie sie bez zabijania? Oby...
Dan dał znak, żeby wchodzić. Teren był czysty, a mnie... oblał zimny pot... prawie jak przed egzaminem z niemieckiego... te drreeszcze... załadowałem kadeta... powiedzieli, że do glocka się nie nadaje. Ale kadet też fajny, tyle, że kaliber ma mały... no zupełnie inna bajka niż glock.
Glock lepszy. Wiadomo.
Wracając do szturmu to... wszedłem do willi i nic nie widziałem. Me oczy spowiła mgła... wszędzie było biało... na bieli przede mną pojawił się czarny napis "Billy" ...
Kolejny... i kolejny, aż pojawiła się droga i puściłem się pędem, bo... bo wiedziałem, że tam jest moje życie... mój Billy...
Chyba coś krzyczałem... zapewne przywoływałem go do siebie... nie mam zielonego (całej tęczy wręcz) pojęcia co mówiłem i czy w ogóle ową czynność wykonywałem...
Dobiegłem do jakiś drzwi (o mało nie zabijając się na schodach, ale kogo to obchodzi?) Chyba je wyważyłem...
To co zobaczyłem za nimi... to... to... sprawiło, że można mnie nazwać beksą...
Mój Billy... podszedłem do niego powoli, a on... skulił się w sobie jeszcze bardziej, jęcząc z bólu...
-Boże, Billy...
Nie zdawałem sobie sprawy, że mówię na głos, ale.... chuj z tym! Mam mojego Billa! Z patrzydeł wyleciały łzy przerażenia pomieszane z tymi ulgi i radości, bo . .. wiem że to głupie, ale jak go boli znaczy, że żyje... to dobrze...., a to przeczucie, że będzie tylko lepiej... dodało mi siłę, którą nie wiem kiedy straciłem...
Podszedłem do niego, a kiedy próbował coś powiedzieć, od razu go łagodnie skarciłem
-Nic nie mów. Zabieram cię stąd, Billy.
Tydzień...
Tydzień mojej biografii, zajęty został przez ciągłe siedzenie w szpitalu, a na to zostało położona mgła.
Z tego tygodnia pamiętam tylko wiadomość, iż Billy będzie, żył i że mam skręcony bark. Kojarzę też, że ktoś wyganiał mnie do domu, ale ja siedziałem cały czas przy Billim.
Nie poddałem się!
Teraz też przy nim siedzę ale... jestem zmęczony...
Zasnąłem przytulony lekko do dłoni mojego braciszka.
BILL
Obudziłem się, słysząc pikanie jakiejś maszyny i czując jakieś ciepło na prawej dłoni. Całe moje ciało było ociężałe, ale chciałem się przekonać, czy mój sen był rzeczywistością, więc powoli otwarłem powieki, mrugając chwilę, by przyzwyczaić się do światła. Gdy już mogłem normalnie widzieć, odwróciłem twarz w prawo z lekkim uczuciem bólu. Przy moim łóżku siedział mój bliźniak. A raczej na wpół leżał, ponieważ jedną dłonią trzymał mój odpowiednik, a na drugiej ręce miał położoną głowę i słodko spał, tak spokojnie, oddychając przez lekko otwarte usta. Uśmiechnąłem się delikatnie i wyciągnąłem lekko zdrętwiałą, lewą rękę, by po chwili wplątać palce między jego dredy i delikatnie głaskać brata po głowie. W tym momencie Dredziarz zaczął się budzić, więc zabrałem rękę, co okazało się nie być aż takim wysiłkiem, jak się spodziewałem.
Spojrzałem na niego lekko wystraszony. Wciąż dobrze pamiętam, w jakiej atmosferze się rozstaliśmy, i bałem się, że będzie na mnie wściekły. Gdyby nie moja głupia myśl ucieczki, nie wplątałbym się w coś takiego i nie musiałby się przeze mnie zamartwiać, a teraz nie musiałby spać na niewygodnym krześle, na wpół oparty o moje łóżko. Przecież on musi być wściekły! I jeszcze te filmiki, na pewno wytrąciły go z równowagi... A co, jeśli uzna, że ja to wszystko ukartowałem, żeby rozstał się z Rią? A tak w ogóle, to gdzie ona jest? Nie chcę, żeby tu była! Będzie na mnie krzyczeć, a starczy mi już, że Tom na mnie nawrzeszczy. Ja tak nie chcę...
W jednej sekundzie przez głowę przeleciała mi setka myśli, a ja nie byłem w stanie uchwycić się żadnej na dłużej. W oczach poczułem piekące łzy i skuliłem się odruchowo, przy czym jęknąłem, bo zabolało mnie ciało. Czekoladowe oczy spojrzały na mnie, jeszcze lekko zaspane. Byłem zaskoczony, że nie zauważyłem w nich złości, ale nie wpatrywałem się w nie zbyt długo, bo wystraszony spuściłem głowę, zakrywając twarz włosami. Boję się własnego bliźniaka... do czego to doszło? Do czego nas zaprowadzi? Czemu mnie uratował? Nie musiał, ma Rię... Po co mu ja? W końcu ja tylko przeszkadzam w ich związku...
Sam nie wiem, kiedy zacząłem płakać, ale nagle ciepła dłoń ujęła mnie za podbródek i nie zważając na drżenie mojego ciała, brat uniósł delikatnie moją głowę, by móc mi patrzeć w twarz, i starł kciukiem niechciane łzy. Między jego brwiami pojawiła się zmarszczka, która oznaczała, że jest zdziwiony i jednocześnie zaniepokojony moją reakcją.
-Billy, co się stało?
Zawsze zdrabnia moje imię w wyjątkowych sytuacjach. Kiedy chce mnie pocieszyć, kiedy jest bardzo szczęśliwy... rzadko to robi, a lubię, gdy w ten sposób wymawia moje imię. Brzmi wtedy tak ładnie... a jest takie zwykłe. Odpowiednie dla takiej zwykłej osoby jak ja. Drżałem, i nie mogłem tego w żaden sposób opanować, co na pewno zdziwiło mojego bliźniaka, bo zmarszczka się pogłębiła.
-Ja... Ja przepraszam! Za wszystko, za to, że przeszkadzam, że przeze mnie musiałeś zawracać sobie głowę i że przeze mnie teraz musiałeś spać na tym niewygodnym krześle, i że ciągle musisz się mną zajmować, bo nie umiem sobie sam poradzić, przepraszam, przepraszam, przepraszam!
Mój głos brzmiał słabo, a w dodatku załamywał się przez łzy. Zaskoczenie na jego twarzy było ogromne, a potem zrobił coś, co sprawiło, że rozpłakałem się jak małe dziecko. Usiadł na łóżku i mocno mnie do siebie przytulił, chowając w swoich ramionach przed światem. Poczułem się bezpieczny, chociaż cały czas coś mi mówiło, że za chwilę to się może skończyć i na powrót będzie źle.Tulił mnie do swojej piersi i kołysał się ze mną, jednocześnie głaszcząc ciepłą dłonią mój kark i plecy, szeptając, że już jest dobrze i nie mam za co go przepraszać. Gdy już się uspokoiłem, odsunął mnie trochę od siebie i spojrzał w oczy. Był bardzo poważny w tym momencie.
-Billy, braciszku... Ech, wyszedłem ze szpitala. Byłem naprawdę wkurwiony więc poszedłem się napić i... upiłem się śpiewając koreańskie piosenki. Rano, gdy się obudziłem, czułem, że coś jest nie tak, ale nie byłem w stanie określić, co to takiego. Potem znalazłem list od ciebie i zadzwoniłem do hotelu, a gdy się okazało, że tam nie dotarłeś, Jost pewnie był blisko uznania iż trzeba wysłać mnie do wariatkowa. Ktoś odebrał twój telefon a potem stwierdził, że leży na Alasce. Dostawałem szału na myśl, że cię obok nie ma. Billy, ja nie nadaje się na twojego brata. To prze ze mnie cię porwali i... i to wszystko zrobili. Dostałem pierwsze nagranie. Gdy to oglądałem... krzyczałem i płakałem, zupełnie, jak ty. Bolało. Ty przeżyłeś to wcześniej, ale... czułem to, chociaż pewnie i tak to było nic w porównaniu z bólem, jaki ty musiałeś czuć.
Spuściłem głowę i zamknąłem oczy. Dobrze pamiętam to uczucie, gdy każda komórka ciała pali cię żywym ogniem.
-Gdy kazałeś mi zrezygnować, pomyślałem, że chyba cię pojebało. Choćby porwali i wywieźli w kosmos do innej galaktyki, szukałbym cię, aż do skutku. Ja cię szmaciłem, i nie zaprzeczaj, nie mów mi, że było dobrze, bo nie było i dobrze o tym wiesz.
Zastrzegł sobie, gdy już otwierałem usta. Zamknąłem je i czekałem, co powie dalej.
-Zaraz po tym miałem jechać z Jostem do Berlina, ale zanim wsiedliśmy do auta, poczułem się słabo i... no zemdlałem. Obudziłem się w szpitalu, gdzie David jak zwykle kłócił się z Rią. Ona cię obrażała! Po dość burzliwych czynach zerwałem z nią. Mam nadzieję więcej jej nie zobaczyć. Suka. Pf. I wtedy poczułem nową falę bólu, dali mi coś na uspokojenie i zasnąłem. Uciekłem ze szpitala, wyjechałem do Berlina, pogadałem z Aniołem i służby cię znalazły. Nie widziałem nagrań oprócz pierwszego i słyszałem co mówiłeś w ostatnim... Nie przeżyłbym tego, czułem ból który czułeś w momencie jego zadawania. Nie przeżyłbym patrzenia jak cię ranią. Przepraszam. Nie nadaje się na starszego brata ciągle cię ranię, a jesteś najbliższym mi ludziem. Jestem beznadziejny.
Wyznał, a mi na sercu zrobiło się odrobinę cieplej po jego ostatnich słowach.
-W Berlinie cię zlokalizowali i od razu po ciebie ruszyliśmy. Ja, Jost i odział specjalny. Przepraszam, Billy. Nie zawadzasz mi, jesteś najdroższą mi osobą i umrę bez ciebie. Jestem idiotą, jeżeli jeszcze jakaś suka z niezłym biustem zacznie mi mieszać w łepetynie to mnie walnij. Zainwestuje nawet dla ciebie w rękawice bokserskie i podpisze papierek, że daje ci na to zgodę. Postawiłem Rię na pierwszym miejscu, a to ty zawsze i bezwarunkowo je zajmujesz. Przepraszam, braciszku. Kocham cię.
Zakończył, a ja po prostu mocno się w niego wtuliłem. Objął mnie i tulił do siebie, a ja wdychałem jego zapach i chłonąłem jego ciepło.
W końcu czuję się bezpiecznie.
Obudziły mnie jakieś dziwne odgłosy. W pierwszej chwili chciałem je zignorować, ale one wciąż narastały. Rozbudziłem się, ale nie byłem w stanie ruszyć nawet małym palcem. Po kilku chwilach, wśród krzyków i różnych innych, dziwnych odgłosów, usłyszałem ten jeden, upragniony głos.
-Bill?!
Słyszałem krzyk, który tak dobrze znam, a którego nie słyszałem od kilku dni. Pełen niepokoju, troski... to był głos Tom'a. Oczy zapiekły mnie od łez. rzecież to niemożliwe. Jego tu nie ma. To nierealne. Ja jeszcze śpię. Tak, z pewnością to sen. Jednak naraz usłyszałem o dgłos kroków i drzwi otworzyły się z hukiem.
-Bill!
Usłyszałem znów głos brata, ale nawet, gdybym chciał, nie mogłem się ruszyć. Leżałem przodem do ściany, trzęsąc się z zimna i bólu. Ktoś podszedł do mnie, a ja odruchowo się skuliłem jeszcze bardziej, jęcząc przy tym, bo naruszyłem obolałe ciało. Ktoś chyba za mną uklęknął, sądząc po dźwiękach, a mnie owiał znajomy zapach perfum. Perfum, które kupiłem Tom'owi jakiś czas temu. Czy ja mam już omamy? Duża, ciepła dłoń delikatnie chwyciła mnie za ramię i obróciła na plecy, czemu towarzyszył mój jęk.
-Boże, Billy...
Usłyszałem głos bliźniaka. Jeszcze nie do końca w to wierzyłem. Otworzyłem oczy i spojrzałem w tak dobrze znaną mi twarz. Ciemne dredy okalały jego idealną twarz, na której wymalowany był niezmierny strach i troska, ale też radość i miłość. Spojrzałem w bliźniacze, mokre oczy i rozchyliłem już usta, by przywołać jego imię, ale z mojego obolałego gardła wydobyło się tylko niewyraźne chrypnięcie. Od razu pokręcił głową.
-Nic nie mów. Zabieram cię stąd, Billy.
Szepnął i delikatnie wziął mnie na ręce, przytulając do siebie. Wtuliłem się w pierś brata na tyle, na ile byłem w stanie. Szeptał mi uspokajające słowa, wyprowadzając z tego przerażającego miejsca. Gdy wyniósł mnie z budynku, mimo zamkniętych powiek oślepiło mnie światło. Chyba to zauważył, bo po chwili poczułem, jak przytula mnie tak, bym twarzą był zwrócony jak najbardziej w jego stronę i by jego osoba chroniła mnie przed słońcem. Słyszałem czyjeś głosy, ale ledwo je rozróżniałem, skupiając się tylko na tej jednej osobie, o której tyle myślałem ostatnimi czasy. Wsiedliśmy do samochodu, a on nie wypuszczał mnie z objęć.
Nie chciałem zasypiać, ale nie byłem w stanie dłużej mieć otwartych oczu i po niedługim czasie zasnąłem w jego ramionach.
***
TOM
-Panowie...no i pani. Idziemy odbić Billa Kaulitza! Willa porywacza znajduje się w dogodnej nam pozycji. Dan, ty zajmiesz się atakiem dystansowym z południa, od wejścia i będziesz przemieszczać się na zachód. Mark, dystansówka z północy na wschód, będziesz nas osłaniał jak wejdziemy... no i Ann oraz Michael będziecie małżeństwem. Porywacz ma ksywę "Staruszek", jest jakąś szychą z powiązaniami z mafią. Organizuje jakąś imprezę. Ja będę waszym ochroniarzem. Kiedy teren będzie czysty wkroczą Jorg i pan K...
-Tom...
Omawianie akcji zajęło nam jeszcze z godzinę, została zaplanowana na jutro wieczór, w między czasie dostałem glocka 17 i instrukcje obsługi... gdyby to było takie proste, jakby się wydawało, a tu nie! Raz nie to oko, zaraz odrzut, i jeszcze straszą rozcięciem ręki do kości! Sadyści! Pokazali nawet bliznę po takiej ranie... ech, granie na gitarze jest bezpieczniejsze... użeranie się z psychofankami nie koniecznie, ale... oni każdym dniem w wojsku ryzykują... nie wyobrażam sobie takiego życia...
Znajdowaliśmy się w drewnianej chatce w środku tropikalnego lasu... marzenie...no! A ten sarkazm...cudowny, nie!? To nie są moje klimaty... biorę Billa i pojedziemy sobie do... gdzie tylko będzie chciał! Albo po prostu posiedzimy sobie w domu oglądając kreskówki, anime i robiąc konkursy kto przeczyta więcej komiksów w krótszym czasie... siedziałem przed tą chatą, słuchając kłótni małżeńskich... wiecie że Ann i Michael serio byli małżeństwem? Damon i Mark też! No! Nie mam pojęcia, gdzie go wzięli, ale się skurczybyki dobrali! Mark to na pewno uke, ale... no właśnie! Ale! ...ale nie ma to jak dwutygodniowy zakaz wstępu do łóżka... do łóżka. Teraz robią to w lesie, po tym, jak zaczęli się macać na stole ojciec ich wygonił, a teraz właśnie przysiadł się i siadnął sobie na pieńku... jak u dziadka na ognisku tylko brakuje kiełbasek na patyku... W chwili, w której to pomyślałem, wyciągnął kiełbasę i zaczął ją piec na zapalniczce.
Zaczął rozmowę...
-Co chcesz wiedzieć?
...bardzo elokwentnie.
-Dlaczego nas zostawiłeś? Albo, nie, z tego będziesz się tłumaczyć przy Billu. Powiedz... czy w wojsku jest, aż tak wspaniale, że zostawiłeś rodzinę?
-Tom...wojsko może stać się albo twoim piekłem, albo twoim domem...
-Rozumiem, że dla ciebie jest domem.
-Na początku, było wojsko, parę lat i wróciłem do was. Do Simon. Do domu, ale po pięciu latach, potrzebowali do jednostek specjalnych, kogoś z moimi predyspozycjami, musiałem rozwieść się z waszą matką, ponieważ mogło wam zagrażać niebezpieczeństwo.
-Nie odpowiedziałeś na pytanie...
-Ech, wojsko jest moim piekłem, z czasem zaczęło zastępować mi dom, zacząłem się przyzwyczajać, ale ryzyko iż twój przyjaciel może za chwile umrzeć, uwierz, do najprzyjemniejszych nie należy... jak mógłbym nazywać to miejsce domem?
Zamilkłem, bo... znałem to uczucie tyle, że gorsze, bo śmierć grozi Bill'owi... to nie jest tylko przyjaciel. Naszą więź nie można nawet nazwać braterską... jesteśmy stopień wyżej... nie mam pojęcia jak to co jest między nami... to jest...
Hehe, gdyby nie był moim bratem nazwałbym to jakąś chemią... taką... niekończącą się fascynacje... coś co mamy tylko my... bo... jesteśmy tylko my... jesteśmy najbliżej... jak nikt...
Pewnych granic nie przekroczymy. Nie mógłbym...
-Tom...
Jost... przeszkodził mi w zagłębianiu się w tajemnice skarbu templariuszy...
-Hmm...???
-Ech... Tom... Dostałem filmy z Billem... nie są przyjemne... chcesz je...
-David... nie... nie zniósłbym tego, ale... powiesz...?
-Narkotyki, gwałty, zmuszanie do jedzenia surowych organów, psucie psychiki... po tych filmach... podobno nawet wyszkoleni agenci, byli tymi nagraniami... zniesmaczeni...
-Dzięki...
Powiedziałem słabo zrywając się z zamiarem pójścia w las... kątem oka zauważyłem jeszcze poruszoną wiadomością twarz ojca i tak samo przygnębionego Josta, a ja zniknąłem... w lesie znaczy się...
Ech, za niedługo będziemy razem... Ja i Billy... Odbijemy go, a jeżeli nie... to też go odbijemy! Do skutku! ... Chyba, że mnie opuści...
Wtedy... w tedy pójdę za nim i z nim zostanę... W sumie... to pierwszy raz myślę, co by się stało, jakby mojego braciszka zabrakło.
Odpowiedź prosta. Nie przeżyłbym. Uschnąłbym.... czyli... są trzy rozwiązania:
1. Umarłbym, no bo nikt nie, żyje bez serca
2. Zostałbym warzywkiem, bo przecież, straciłbym umysł
3. Popełniłbym samobójstwo, bo moje życie straciło by sens.
No... definitywny KONIEC.
Chodziłem... i chodziłem, aż... wróciłem....
Em... Mam ochotę na gofry...
Podszedłem do drzwi i usłyszałem głos, który kocham... ale słowa, które usłyszałem, mnie... zraniły, no bo... jak on może myśleć, że teraz siedzę na kanapie! Przecież stoję! I to na jakiejś zapchlonej wyspie, na drugim końcu świata, ale...rzeczywiście między nami się psuło i... chyba ma prawo tak mówić...
-Taki pewny jesteś? A co, jak ci powiem, że nie jestem najważniejszą osobą w jego życiu? On równie dobrze może siedzieć na kanapie z najdroższą mu osobą i wyrzucać te filmiki do kosza, kompletnie nie przejmując się moim losem. Od jakiegoś czasu nie jest między nami tak, jak najwyraźniej sądzisz, że jest. Nie da ci pieniędzy za mnie. Jestem przeszkodą na jego drodze, czemu miałby chcieć ratować kogoś, kto mu zawadza? Myślisz, że wiesz wszystko, wiesz, w jakie punkty uderzyć? Mylisz się!
Słowa które usłyszałem później sprawiły, że z moich lampideł... takich szklanych... pociekła woda... No co! Ja się tylko pocę przez oczy!
-Ja oddam za niego życie, kocham go! Tom jest mi najbliższy, ale ja mu nie. Jeśli myślałeś, że przyleci tu z furą forsy, żeby mnie uratować, to się mylisz. Dla wszystkich będzie lepiej, jeśli tu zdechnę! Cholera, weź mnie po prostu dobij! I tak masz zamiar to zrobić! Nienawidzę cię, i nienawidzę tego, że unieszczęśliwiam kogoś, na kim najbardziej mi zależy!
No i się rozkleiłem...
*** Następnego dnia wieczorem***
Ann i Michael, są już w środku, snajperzy po cichu zdjęli już większość ochroniarzy. Zaraz wchodzę razem z Jostem i Danem... Steruje się... Mam strzelać z broni palnej... do żywych ludzi z ostrej amunicji. Ale... może obejdzie sie bez zabijania? Oby...
Dan dał znak, żeby wchodzić. Teren był czysty, a mnie... oblał zimny pot... prawie jak przed egzaminem z niemieckiego... te drreeszcze... załadowałem kadeta... powiedzieli, że do glocka się nie nadaje. Ale kadet też fajny, tyle, że kaliber ma mały... no zupełnie inna bajka niż glock.
Glock lepszy. Wiadomo.
Wracając do szturmu to... wszedłem do willi i nic nie widziałem. Me oczy spowiła mgła... wszędzie było biało... na bieli przede mną pojawił się czarny napis "Billy" ...
Kolejny... i kolejny, aż pojawiła się droga i puściłem się pędem, bo... bo wiedziałem, że tam jest moje życie... mój Billy...
Chyba coś krzyczałem... zapewne przywoływałem go do siebie... nie mam zielonego (całej tęczy wręcz) pojęcia co mówiłem i czy w ogóle ową czynność wykonywałem...
Dobiegłem do jakiś drzwi (o mało nie zabijając się na schodach, ale kogo to obchodzi?) Chyba je wyważyłem...
To co zobaczyłem za nimi... to... to... sprawiło, że można mnie nazwać beksą...
Mój Billy... podszedłem do niego powoli, a on... skulił się w sobie jeszcze bardziej, jęcząc z bólu...
-Boże, Billy...
Nie zdawałem sobie sprawy, że mówię na głos, ale.... chuj z tym! Mam mojego Billa! Z patrzydeł wyleciały łzy przerażenia pomieszane z tymi ulgi i radości, bo . .. wiem że to głupie, ale jak go boli znaczy, że żyje... to dobrze...., a to przeczucie, że będzie tylko lepiej... dodało mi siłę, którą nie wiem kiedy straciłem...
Podszedłem do niego, a kiedy próbował coś powiedzieć, od razu go łagodnie skarciłem
-Nic nie mów. Zabieram cię stąd, Billy.
Wziąłem go na ręce i zaniosłem do helikoptera, w którym znajdowali się konowały.
I wtedy... wtedy ujrzałem tego... tego... tego... no nawet wysłowić się nie mogę! Tego [CENZURA] porywacza mojego kochanego!
Ruszyłem od razu w jego stronę. Zadałem tylko jeden, ale zw to mocny cios i zawyłem z bólu. Kurwa co jest! Boli...
Ktoś do mnie podszedł, i zaprowadził do helikoptera.
Ujrzałem tylko Billa, poczułem ukłucie i ogarnęła mnie dla odmiany ciemność. ***
Ujrzałem tylko Billa, poczułem ukłucie i ogarnęła mnie dla odmiany ciemność. ***
Tydzień...
Tydzień mojej biografii, zajęty został przez ciągłe siedzenie w szpitalu, a na to zostało położona mgła.
Z tego tygodnia pamiętam tylko wiadomość, iż Billy będzie, żył i że mam skręcony bark. Kojarzę też, że ktoś wyganiał mnie do domu, ale ja siedziałem cały czas przy Billim.
Nie poddałem się!
Teraz też przy nim siedzę ale... jestem zmęczony...
Zasnąłem przytulony lekko do dłoni mojego braciszka.
BILL
Obudziłem się, słysząc pikanie jakiejś maszyny i czując jakieś ciepło na prawej dłoni. Całe moje ciało było ociężałe, ale chciałem się przekonać, czy mój sen był rzeczywistością, więc powoli otwarłem powieki, mrugając chwilę, by przyzwyczaić się do światła. Gdy już mogłem normalnie widzieć, odwróciłem twarz w prawo z lekkim uczuciem bólu. Przy moim łóżku siedział mój bliźniak. A raczej na wpół leżał, ponieważ jedną dłonią trzymał mój odpowiednik, a na drugiej ręce miał położoną głowę i słodko spał, tak spokojnie, oddychając przez lekko otwarte usta. Uśmiechnąłem się delikatnie i wyciągnąłem lekko zdrętwiałą, lewą rękę, by po chwili wplątać palce między jego dredy i delikatnie głaskać brata po głowie. W tym momencie Dredziarz zaczął się budzić, więc zabrałem rękę, co okazało się nie być aż takim wysiłkiem, jak się spodziewałem.
Spojrzałem na niego lekko wystraszony. Wciąż dobrze pamiętam, w jakiej atmosferze się rozstaliśmy, i bałem się, że będzie na mnie wściekły. Gdyby nie moja głupia myśl ucieczki, nie wplątałbym się w coś takiego i nie musiałby się przeze mnie zamartwiać, a teraz nie musiałby spać na niewygodnym krześle, na wpół oparty o moje łóżko. Przecież on musi być wściekły! I jeszcze te filmiki, na pewno wytrąciły go z równowagi... A co, jeśli uzna, że ja to wszystko ukartowałem, żeby rozstał się z Rią? A tak w ogóle, to gdzie ona jest? Nie chcę, żeby tu była! Będzie na mnie krzyczeć, a starczy mi już, że Tom na mnie nawrzeszczy. Ja tak nie chcę...
W jednej sekundzie przez głowę przeleciała mi setka myśli, a ja nie byłem w stanie uchwycić się żadnej na dłużej. W oczach poczułem piekące łzy i skuliłem się odruchowo, przy czym jęknąłem, bo zabolało mnie ciało. Czekoladowe oczy spojrzały na mnie, jeszcze lekko zaspane. Byłem zaskoczony, że nie zauważyłem w nich złości, ale nie wpatrywałem się w nie zbyt długo, bo wystraszony spuściłem głowę, zakrywając twarz włosami. Boję się własnego bliźniaka... do czego to doszło? Do czego nas zaprowadzi? Czemu mnie uratował? Nie musiał, ma Rię... Po co mu ja? W końcu ja tylko przeszkadzam w ich związku...
Sam nie wiem, kiedy zacząłem płakać, ale nagle ciepła dłoń ujęła mnie za podbródek i nie zważając na drżenie mojego ciała, brat uniósł delikatnie moją głowę, by móc mi patrzeć w twarz, i starł kciukiem niechciane łzy. Między jego brwiami pojawiła się zmarszczka, która oznaczała, że jest zdziwiony i jednocześnie zaniepokojony moją reakcją.
-Billy, co się stało?
Zawsze zdrabnia moje imię w wyjątkowych sytuacjach. Kiedy chce mnie pocieszyć, kiedy jest bardzo szczęśliwy... rzadko to robi, a lubię, gdy w ten sposób wymawia moje imię. Brzmi wtedy tak ładnie... a jest takie zwykłe. Odpowiednie dla takiej zwykłej osoby jak ja. Drżałem, i nie mogłem tego w żaden sposób opanować, co na pewno zdziwiło mojego bliźniaka, bo zmarszczka się pogłębiła.
-Ja... Ja przepraszam! Za wszystko, za to, że przeszkadzam, że przeze mnie musiałeś zawracać sobie głowę i że przeze mnie teraz musiałeś spać na tym niewygodnym krześle, i że ciągle musisz się mną zajmować, bo nie umiem sobie sam poradzić, przepraszam, przepraszam, przepraszam!
Mój głos brzmiał słabo, a w dodatku załamywał się przez łzy. Zaskoczenie na jego twarzy było ogromne, a potem zrobił coś, co sprawiło, że rozpłakałem się jak małe dziecko. Usiadł na łóżku i mocno mnie do siebie przytulił, chowając w swoich ramionach przed światem. Poczułem się bezpieczny, chociaż cały czas coś mi mówiło, że za chwilę to się może skończyć i na powrót będzie źle.Tulił mnie do swojej piersi i kołysał się ze mną, jednocześnie głaszcząc ciepłą dłonią mój kark i plecy, szeptając, że już jest dobrze i nie mam za co go przepraszać. Gdy już się uspokoiłem, odsunął mnie trochę od siebie i spojrzał w oczy. Był bardzo poważny w tym momencie.
-Billy, braciszku... Ech, wyszedłem ze szpitala. Byłem naprawdę wkurwiony więc poszedłem się napić i... upiłem się śpiewając koreańskie piosenki. Rano, gdy się obudziłem, czułem, że coś jest nie tak, ale nie byłem w stanie określić, co to takiego. Potem znalazłem list od ciebie i zadzwoniłem do hotelu, a gdy się okazało, że tam nie dotarłeś, Jost pewnie był blisko uznania iż trzeba wysłać mnie do wariatkowa. Ktoś odebrał twój telefon a potem stwierdził, że leży na Alasce. Dostawałem szału na myśl, że cię obok nie ma. Billy, ja nie nadaje się na twojego brata. To prze ze mnie cię porwali i... i to wszystko zrobili. Dostałem pierwsze nagranie. Gdy to oglądałem... krzyczałem i płakałem, zupełnie, jak ty. Bolało. Ty przeżyłeś to wcześniej, ale... czułem to, chociaż pewnie i tak to było nic w porównaniu z bólem, jaki ty musiałeś czuć.
Spuściłem głowę i zamknąłem oczy. Dobrze pamiętam to uczucie, gdy każda komórka ciała pali cię żywym ogniem.
-Gdy kazałeś mi zrezygnować, pomyślałem, że chyba cię pojebało. Choćby porwali i wywieźli w kosmos do innej galaktyki, szukałbym cię, aż do skutku. Ja cię szmaciłem, i nie zaprzeczaj, nie mów mi, że było dobrze, bo nie było i dobrze o tym wiesz.
Zastrzegł sobie, gdy już otwierałem usta. Zamknąłem je i czekałem, co powie dalej.
-Zaraz po tym miałem jechać z Jostem do Berlina, ale zanim wsiedliśmy do auta, poczułem się słabo i... no zemdlałem. Obudziłem się w szpitalu, gdzie David jak zwykle kłócił się z Rią. Ona cię obrażała! Po dość burzliwych czynach zerwałem z nią. Mam nadzieję więcej jej nie zobaczyć. Suka. Pf. I wtedy poczułem nową falę bólu, dali mi coś na uspokojenie i zasnąłem. Uciekłem ze szpitala, wyjechałem do Berlina, pogadałem z Aniołem i służby cię znalazły. Nie widziałem nagrań oprócz pierwszego i słyszałem co mówiłeś w ostatnim... Nie przeżyłbym tego, czułem ból który czułeś w momencie jego zadawania. Nie przeżyłbym patrzenia jak cię ranią. Przepraszam. Nie nadaje się na starszego brata ciągle cię ranię, a jesteś najbliższym mi ludziem. Jestem beznadziejny.
Wyznał, a mi na sercu zrobiło się odrobinę cieplej po jego ostatnich słowach.
-W Berlinie cię zlokalizowali i od razu po ciebie ruszyliśmy. Ja, Jost i odział specjalny. Przepraszam, Billy. Nie zawadzasz mi, jesteś najdroższą mi osobą i umrę bez ciebie. Jestem idiotą, jeżeli jeszcze jakaś suka z niezłym biustem zacznie mi mieszać w łepetynie to mnie walnij. Zainwestuje nawet dla ciebie w rękawice bokserskie i podpisze papierek, że daje ci na to zgodę. Postawiłem Rię na pierwszym miejscu, a to ty zawsze i bezwarunkowo je zajmujesz. Przepraszam, braciszku. Kocham cię.
Zakończył, a ja po prostu mocno się w niego wtuliłem. Objął mnie i tulił do siebie, a ja wdychałem jego zapach i chłonąłem jego ciepło.
W końcu czuję się bezpiecznie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)