czwartek, 22 września 2016

Rozdział 14

BILL

Czułem usta bliźniaka na swoich a po moich plecach przeszedł elektryzujący dreszcz. Ciepło zaczęło kumulować się w moim podbrzuszu. Wplątałem palce w jego dredy i przyciągnąłem go odrobinę bliżej. Gdy na moment się ode mnie odsunął, zerknąłem mu w oczka.

-Uhm... rozkujesz mnie?

Spytałem cichutko, patrząc na jego zadowoloną twarz.

-Później.

Uśmiechnął się szelmowsko, od czego aż mnie przeszedł dreszcz, po czym przejechał palcami po moim policzku.

-Daj mi się sobą zająć.

Poprosił i znów mnie pocałował, a ja czułem wciąż rosnące podniecenie. Przez to, że jestem w samych bokserkach, na pewno lepiej to widać. Przejechałem wolną ręką po jego karku i podrapałem go poniżej linii włosów. Bliźniak zamruczał mi w usta i zjechał dłonią od mojego obojczyka aż do linii bokserek i zacisnął dłoń na moim członku, na co aż westchnąłem. Zaczął mnie tam masować a mnie lekko zamroczyło. Jęknąłem mu w usta, a brat zjechał nimi na moją szyję. Boże, szyja to mój czuły punkt. Sapnąłem, gdy poczułem jego dłoń pod moją koszulką.

-Tooomyyy...

Jęknąłem, gdy poczułem palce na moich sutkach. Przecież on mnie zabije! Z przyjemności, oczywiście. Po chwili poczułem, jak ściąga ze mnie koszulkę, przywiązując ją do oparcia łóżka, bo przecież przez jedną rękę jej nie zdejmie... Sapnąłem, jego dłonie wręcz doprowadzały mnie do szaleństwa. Na chwilę przestał mnie dotykać, a potem poczułem, jak przywiązuje mi drugą rękę do łóżka. Spojrzałem na niego i zauważyłem, że nie ma na sobie bandany. Więc tym mnie związał... Westchnąłem cicho, gdy znów zaczął badać moje ciało. Zostawiał mokre ślady pocałunków na moim torsie, i znów wrócił dłonią na moje uda. Masował je, wyrywając z moich ust jęki i sapnięcia.

W końcu zsunął ze mnie bokserki, a gdy zacisnął swoją dłoń na moim podnieceniu, jęknąłem i spróbowałem go dotknąć, ale nie mogłem, przez związane ręce.

-Misiu... jak byś mnie dotknął to by z zabawy były nici...

Spojrzałem na niego z niezrozumieniem. Dlaczego? Ja tu się rozpływam z przyjemności, a on nie ma nic...

-Jak to?

Jakimś cudem wychrypiałem, a zaraz po tym jęknąłem, czując, jak jego dłonie przesuwają się w górę, dążąc do mojego małego Billy'ego.

-Jesteś za sexy...

Wyjaśnił, na co poczułem jeszcze większe ciepło na policzkach. Pocałował mnie w usta i pogładził dłonią mój policzek. Przez kilka chwil wpatrywaliśmy się w swoje oczy, po czym odgarnął włosy z mojego czoła. Zaraz potem zdjął swoją bluzkę i mogłem podziwiać jego lekko umięśniony tors. Chwycił w dłoń mojego członka i zaczął mnie masturbować, aż byłem już zupełnie twardy. Jęczałem pod nim zupełnie bezwstydnie, aż zabrał dłoń z mojego penisa i przeniósł ją na pośladki, unosząc mnie delikatnie. Masował mnie przez chwilę, a sapnięcia wypełniały pokój. Czułem jego twardą męskość, wbijającą się w moje biodro. Zaczął masować moje wejście. Najpierw powoli, niespiesznie, zataczając kółka. Potem, gdy odrobinę się rozluźniłem i przy okazji znów wyjęczałem jego imię, włożył we mnie pierwszy palec. Jęknąłem i wzdrygnąłem się. Spojrzał mi w oczy. Widziałem w nich podniecenie... i miłość... i troskę... Umarłem? Jestem w niebie?

-Billy... Wiesz ja sobie uświadomiłem, że ja chyba nie jetem gejem...

Zamarłem, gdy to powiedział. Otwarłem szeroko oczy ze zdziwienia. Poczułem łzy.

-Ja jestem chyba Billo-Kaulitzo- seksualny...

Spojrzałem na niego z niezrozumieniem i rozbawieniem. Co za człowiek.

-Nie strasz mnie tak.

Poprosiłem cicho i jęknąłem znów, gdy wsadził we mnie drugi palec. Spojrzał mi w oczy.

-Ale cię kocham...

Szepnął, a ja miałem wrażenie, że czas się zatrzymał.

-Też cię kocham, Tom. Nawet nie wiesz, jak bardzo.

Złożył pocałunek na moich ustach i stłumił mój jęk, gdy wsadził we mnie kolejny palec i zjechał pocałunkami na moją szyję. Długą chwilę pieścił mnie i wyrywał z moich ust kolejne jęki i sapnięcia, aż w końcu poczułem, jak wyjmuje ze mnie palce i to sprawiło, że nie mogłem przez chwilę oddychać. Zerknął mi w oczy.

-Mogę?

Spytał, a ja skinąłem głową. Jestem tak podniecony, że zaraz chyba zwariuję. Odsunął się ode mnie i zdjął swoje spodnie i bokserki, po czym znów położył się na mnie i otarł nasze członki o siebie. Sapnąłem podniecony i zniecierpliwiony. Poczułem jego członek przy moim wejściu. Napierał na niego lekko, a ja się wierzgnąłem. Złapał dłońmi za moje biodra i zaczął wchodzić we mnie powoli, wpatrując się w moją twarz. Jęknąłem, a po chwili był we mnie cały i dociskał swoje biodra do moich. Zaraz zaczął się we mnie poruszać. Wplątał jedną dłoń w moje włosy a drugą dłonią głaskał mój bok. Powoli, miarowo i coraz szybciej poruszał się we mnie, a ja jęczałem pod nim, nie mogąc się opanować. Nagle trafił w moją prostatę i wręcz zrobiło mi się czarno przed oczami. Jęknąłem głośno a on powtórzył ruch. I znów. I znów. I znowu. A potem przyspieszył, doprowadzając mnie do granicy. Wszystko tańczyło przed moimi oczami a mój penis boleśnie pulsował.

-Tom... Tak dobrze... ja zaraz...

Wyjęczałem, a zaraz potem spuściłem się obficie, brudząc swój tors i wykrzykując imię bliźniaka. Po kilku kolejnych pchnięciach, Dredziarz doszedł, wypełniając mnie swoim nasieniem. Nie mogłem uspokoić oddechu ani wyostrzyć wzroku, wciąż czułem to wielkie podniecenie, spełnienie i przyjemność.

-Tom... Tom...

Wołałem brata w kółko. Chciałem, żeby mnie przytulił, poczuć jego ciepło. Gdy ze mnie wyszedł, poczułem, jak wypływa ze mnie jego sperma. Jęknąłem. Mój odbyt pulsuje a ja nie mogę go zacisnąć... lekko frustrujące. Zamknąłem oczy i czekałem na jego ruch. 

TOM


Wyszedłem z niego, a mój wzrok skierował się na jego spermę i... nie mogłem przecież pozwolić żeby się zmarnowała! Po za tym ona jest taka dobra... Schyliłem się i zacząłem wylizywać brzuch. On sapnął cicho i zadrżał, jakby się tego nie spodziewał, a przecież jest dobry! To on tego nie wie? 

-Tom?

-Hmm?

-C-co ty... robisz?

Spytał cicho

-No... liże cię, nie?

-Tyle wiem, ale czemu?

-Bo jesteś dobry... smakujesz jak ciepłe lody waniliowe... Nie mówiłem ci?

Spojrzałem na niego, a on taki czerwoniutki taki leżał... Aww... Zlizałem resztki jego spermy, zjechałem niżej i liznąłem mu penisa. Patrzałem na dziurkę z której powoli sączyła się sperma i... no... mówią, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła... ja już go przekroczyłem... Zacząłem lizać mu dziurkę, próbując przy okazji swojej spermy, była... dobra, ale nie tak jak mojego Miśka... Billy zaczął jeszcze bardziej drżeć i zajęczał.

-Tom... bo znowu się noo...

-Hę?... Co?

-No, no... twardy będę nooo!

Ostatni wyraz zamienił się w jęknięcie...

-Hę? Czemu?

Przecież ja go tylko liże! Nic mu nie robię...no choć sam jestem już twardy...

-Um skończyła się...ej noo... chcę więcej...

Włożyłem język do środka i... jest! Zacząłem ją zlizywać, a Billy jęczeć. Niestety po chwili się skończyło... ale zawsze można zrobić więcej. Zacząłem zaciekle lizać penisa Billa, po chwili wziąłem go do buzi i zassałem się na główce, dalej go liżąc... Pycha... Billy tam na górze sobie jęczał i próbował lekko protestować na co tylko głębiej włożyłem Miśka i mocniej się na nim zassałem. Zacząłem ruszać głowę w górę, w dół, w górę, w dół... w pewnym momencie się lekko zakrztusiłem, ale chciałem mu to zrobić jak mi robiły dziewczyny w klubach, pubach i innych takich. Wiecie tak... do końca, co mi się z trudem, ale udało! Victory! Zerknąłem na Billa który ledwo zipał i momentalnie się od niego oderwałem, na co boleśnie, jakby z zawodem, jęknął.

-Billy?! Wszystko ok?!! Wzywać karetkę???!

On się na mnie dziwnie patrzał, jakby kosmitę widział!... Zaraz... To on mnie już nie chce!

-Ja tu umieram z przyjemności, a ty chcesz karetkę wzywać?

-Uchum... To mogę.... No ten... Wejść w ciebie?

Skinął głową, na co wszedłem jednym ruchem do końca i od razu zacząłem się szybko poruszać. Nie wiele trzeba było nam, żeby dojść. Wylizałem jeszcze mu brzuch i przytuliłem go do siebie. ... w między czasie odwiązałem mu ręce, a on się we mnie wtulił. Zaczął przysypiać.

-Ej, Billy, nie śpij, zaraz ci przyniosę obiad

-Nie jestem głodny... idź zjedz, ale wróć potem, proszę.

Mruknął i wtulił się bardziej

-Ale, Bil, noooo... Ja chcę dać ci prezent...!!

Zawyłem i zrobiłem kocie oczka w oczekiwaniu na jego reakcje.

-A nie możesz dać go tu?

-Ok, to poczekaj sekundkę!

Zerwałem się się z łóżka i zbiegłem na dół po paczkę... Oczywiście przy ostatnim schodku się wywaliłem ... Po chwili byłem z powrotem w łóżku Billa i dawałem mu prezent. Spojrzał na mnie i kiedy powoli otworzył paczkę to jego twarz wyrażała więcej niż szok.

-Tom? Co to jest?

-No..męski pas cnoty...


-A, po co to? 

Zapytał zdziwiony. 

-No bo... Ja... znaczy ty... pewnie boisz się żę że cię zdradzę, bo lubiałem kiedyś skakać z kwiatka na kwiatek, albo że wrócę do tej suki albo coś... No i jak przechodziłem szukałem tych kajdanek to zobaczyłem to... i tak sobie pomyślałem... Więc jak chcesz to możesz mi to... no... wiesz... założyć...

Spaliłem buraka i nagle pierzyna stała się bardzo interesująca...

Zaśmiał się cicho i mnie przytulił.

-Ale, ja cię kocham, więc ufam, że tego nie zrobisz. Z resztą dobrze wiesz, że ufam ci najbardziej na świecie...

Tym razem to ja wtuliłem się w niego i uśmiechnąłem szelmowsko.

-Ale, wiesz... zawsze możesz użyć tego jak będzie bolał cię tyłek, albo możesz mi to założyć, a kluczyk oddać komuś, żeby nas nie kusił i po dwóch tygodniach podobno efekt jak po zażyciu vigary...

-Chyba na razie nie chce próbować.

Stwierdził cicho. Przytuliłem go, a on schował twarz w mojej klatce piersiowej.

-To jak chcesz mogę to schować do kufra... a, właśnie... widziałeś moją kolekcje?

Zaczerwieniły mu się uszy bo tylko tyle widziałem z jego twarzy.

-Wiedziałem

-Fajna...?

-N-nie sądziłem, że masz coś takiego...

-Um... tak jakoś kiedyś ... No z ciekawości kupiłem... i no z dziewczynami czasami, a teraz no... też się przydają...

Zrobił wielkie oczy i spojrzał na mnie przestraszony. Uch... chyba nie zrozumiał...

-No czasami ich używam... No wiesz... Na sobie...

-Rozumiem...

Stwierdził cicho.

-Lubisz to?

-No... tak

I znowu spaliłem buraka... A, on westchnął.

-Uhm... to chyba mamy problem

-Hę? Jaki?

-Bo ja nie chcę być na górze.

Spojrzał na mnie, jakby to było oczywiste, a no mógłby mnie przynajmniej rozdziewiczyć...

-A, ty też lubisz być na dole.

Dodał. No jak ja mu o tym powiem? I znowu jestem czerwony... tyle, że bardziej

-Um, Billy... ja chyba mam rozwiązanie... tylko no wiesz...

Ech, widząc że nic nie rozumie i wiedząc, że ja tego nie powiem na głos, delikatnie wyplątałem się z jego uścisku i wypiąłem tyłek w jego stronę.

czwartek, 15 września 2016

Rozdział 13

BILL

Gdy obudziłem się następnego dnia, w łóżku byłem sam. Pościel już zdążyła zrobić się zimna. Zdziwiony podniosłem się i rozejrzałem po pokoju. Pudełka już nie było, tak samo, jak Tom'a. Coś jeszcze zniknęło? Oprócz mojego bliźniaka? Chyba nie... Wykopałem się spod kołdry i wstałem, nasłuchując. Nigdzie nic nie słyszałem. Chodziłem po domu, rozglądając się za bratem albo chociaż jakąś kartką od niego, żebym wiedział, kiedy wróci albo gdzie jest... Nie będę do niego dzwonić, nie wiem, czy może odebrać albo czy chce rozmawiać...

Westchnąłem, i w samych bokserkach i koszulce spadającej mi z ramion, usiadłem w salonie na kanapie i włączyłem telewizję, żeby czas szybciej upłynął. Czuję się nieswojo, będąc tu sam. Nie lubię być sam. Od czasu porwania. Nawet w szpitalu nie chciałem, żeby Tom gdzieś odchodził... podkuliłem nogę, opierając brodę na kolanie i obejmując nogę ramionami. Wpatrywałem się w kolorowy ekran telewizora, ale nie mam pojęcia, co oglądam. Chyba coś o gotowaniu, ale te noże mnie przerażają... Może przełączyć? Ale na co? Z resztą i tak co chwilę odpływam...

Westchnąłem cicho i pogrążony we własnych myślach czekałem na powrót bliźniaka. Strasznie się czuję, będąc tu sam.

Nagle coś rzuciło się na kanapę, wyrywając mnie z zamyślenia. Pisnąłem przestraszony, ale zaraz się uspokoiłem, widząc bliźniaka, który ułożył głowę na moim udzie. Odetchnąłem i uśmiechnąłem się delikatnie, a on wyszczerzył ząbki w uśmiechu.

-Myślałem, że zdążę, zanim się obudzisz...

Westchnął wesoło i podał mi jakieś pudełko. Wziąłem je niepewnie w ręce. A co, jak tam też jest cała kolekcja wibratorów i Tom chce, żebym mu je wsadził? Bill, ogarnij się. Przestań mieć takie zboczone myśli. No już! Otworzyłem niepewnie pudełko i pisnąłem z szoku.

Tam... tam... były kajdanki! Takie z różowym futerkiem! Zaczerwieniłem się po cebulki włosów, po czym zszokowany spojrzałem na bliźniaka a potem zasłoniłem twarz włosami zawstydzony.

-Nie podobają ci się?

Spojrzał na mnie smutno, a ja zerknąłem mu w oczka. Czekoladowe oczka. Wpatrywałem się w niego, po czym pogłaskałem po dredach.

-Ja... ja po prostu... są urocze. 


-Czyli, że fajne.

Spojrzał na mnie uradowany, oczkami pełnymi nadziei. Uśmiechnąłem się delikatnie, po czym skinąłem głową. A za chwilę pomyślałem, jak on chce ich użyć i znów się zarumieniłem.

-Możesz ich używać jak chcesz, są twoje. 

Uśmiechnął się szeroko. Spojrzałem na niego zaskoczony.

-Jak będziesz grzeczny i zjesz cały obiad to ci znowu coś kupię.

Obiecał i położył dłoń na moim policzku, po czym przybliżył się do mnie i złożył pocałunek na moich ustach. Całował mnie długo i namiętnie. Przymknąłem oczy i oddałem pocałunek, układając dłoń na jego ciepłym torsie.

-Jadłeś śniadanie? Bo idę zrobić obiad to ci mogę zrobić. 

Spytał, gdy rozłączyliśmy nasze wargi, wstając i wychodząc z salonu. Wyłączyłem telewizor i poszedłem za nim.

-Nie, nic jeszcze nie jadłem.

Odpowiedziałem, stając w drzwiach kuchni i przyglądając się jego ciału, gdy krząta się po kuchni. Po chwili zdałem sobie sprawę, co robię, i nagle podłoga stała się interesująca. Podszedłem do niego i przytuliłem do jego pleców. Chciałem się po prostu przytulić... 


TOM

Zacząłem nakładać łyżką Nuttelę na kanapki, gdy poczułem ciepełko na plecach...takie ciepłe... Potarłem ręką łapkę MOJEGO (nie twojego :P - dop.Tom) Czarnulka i kontynuowałem robienie posiłku. Poszedłem do zlewu nalać wodę na zupkę jednak dalej czułem ciepełko. 

-Jaką chcesz zupę?

-Uhm... obojętne... masz ochotę na pomidorową?

Ciepełko się wtuliło jeszcze bardziej do moich pleców i cicho zapytało. 

-Uhm...obojętne... masz ochotę na pomidorową? 

-Przecież wiesz, że ją uwielbiam... na kości wołowej jest najjj... 

Tak...Ten smak i w ogóle... Niebo w gębie... 

-Ale, jeśli ty jej nie chcesz to jej nie zrobię.

-Właściwie to mam ochotę.

Stwierdził i odsunął się ode mnie, po czym usiadł przy stole.

-Nie, dzięki. Zjedz kanapki. 

Specjalnie dałem nadmiar czekolady, żeby wszystko zjadł... On nigdy nie gardzi czekoladą...
Zaczął jeść, a ja szykować zupkę. Zajęło mi to z pół godziny. Młody skończył jeść, ale cały czas swoimi patrzałami śledził każdy mój ruch. Pewnie większości ludzi by to przeszkadzało, mi nie. Włączyłem radio, wziąłem łyżkę i w rytm muzyki jaka leciała zaśpiewałem. 

-Jakie chcesz drugie danie?

A, on się zaśmiał i krótko opowiedział.

-Nie wiem. Idę się przebrać. 

I wyszedł z kuchni zostawiając mnie z dylematem. Co zrobić na drugie? Hm.. O! Jestem geniuszem! Zrobię gofry... On je uwielbi, ja je kocham... Czy może istnieć lepsze danie?


Gdy ciasto się miksowało poszedłem po drugi prezent... On uwielbia niespodzianki, dlatego zje cały obiad... A, jak nie to i tak mu dam. Wyłączyłem ciasto i wlałem na gofrownice. 

Po kolejnych pół godziny zawołałem go na obiad...raz... drugi... trzeci... i w końcu wyszedłem na górę, do pokoju Billa i to co zobaczyłem... nie wiem czy mam się śmieć czy płakać... Bill......

Bill siedział na łóżku.... nie przebrany i majstrujący przy kajdankach, którymi... przykuł się do łóżka. Nie zauważył mnie i dalej wyginał się na wszystkie strony, chcąc zobaczyć, jak działa mechanizm tego dzieła ludzkości. Przy okazji parę razy bluzka mu się podwinęła lub wypiął tyłeczek, a Tommy, jak to Tommy, zaczął się wyrywać, chcąc połasić się do Billy'ego. No cóż mogłem poradzić? Podszedłem do łóżka... i już po nim popełzłem do Czarnulka. 

-Billy... Mam problem...

Spojrzał na mnie zdziwiony 

-Jaki? 

-Duuży...

Nie przestał robić tej swojej minki, ale po chwili się zaczerwienił... Um on się tak słodko rumieni... 

-I co teraz zrobimy?

 -T-trzeba by go rozwiązać 

Uśmiechnął się niepewnie.

-Um, a pomożesz mi?

Pokiwał twierdzącą głową, a ja zacząłem go całować.
 

czwartek, 8 września 2016

Rozdział 12

BILL

Stałem tak przez chwilę, czekając, co zrobi mój bliźniak. Chyba w życiu mi tak serce nie waliło, a że wciąż mnie tulił, na pewno to czuł albo słyszał.

-Billy...? Wiesz, że to był żart...?

Zamarłem.

-Ale, jak pozwoliłeś to skorzystam.

Uśmiechnął się po swojemu, szelmowsko i zaczął macać mi tyłek. Zadrżałem i wtuliłem twarz w jego ramię. Objąłem go mocno i wciąż drżałem. W jego ramionach... czuję się bezpiecznie. 

-A, tak serio to daj mi proszę czasu... dzisiaj sobie wszystko uświadomiłem... 

Objął mnie mocno i wtulił w siebie. Czułem się, jak miś przytulanka, ale to miłe uczucie. Mógłbym tak już zostać na zawsze...

-Ja cię na prawdę kocham. Chciałbym być z tobą, tulić się do ciebie, całować, kochać, przeżywać wszystkie chwile. Tak po prostu... żyć. I nie licz, że ja miałbym być na górze...

Dodałem trochę ciszej ostatnie zdanie i odetchnąłem głębiej.

-W każdym razie... nie poganiam cię. I nie będę. Tylko... nie wychodź, póki ci... koledzy nie pójdą.

Tak, wciąż nie mogę się pozbyć tego strachu przebywania z kimś innym niż bliźniak. To trochę frustrujące, ale z drugiej strony nawet nie mam ochoty na przebywanie z kimś innym.

-Spoko loko, ręce wysoko.

Zapewnił mnie i uśmiechnął się szeroko, na co sam aż się uśmiechnąłem.

-Ale... dildami mogę się bawić?

Zapytał, a ja aż zachłysnąłem się powietrzem i zacząłem kaszleć. Jeszcze zrobił te swoje kocie oczy. Przez chwilę nie byłem w stanie odpowiedzieć.

-J-jeśli chcesz.

Odpowiedziałem niepewnie. Od kiedy on..?! Z resztą, nie będę się pytać. Aż się boję odpowiedzi. Stwierdziłem więc, że bezpieczniej milczeć. Zacząłem znów normalnie oddychać i uświadomiłem sobie, że to macanie po tyłku trochę mnie podnieciło. Cholera! Za rzadko uprawiam seks, by to tak po prostu zeszło! Co ja chrzanię, przecież ja jestem prawiczkiem! Czy można być bardziej żałosnym? Po prostu zarumieniłem się cały jak burak i modlę się tylko, by bliźniak nic nie zauważył.

-To może ja skończę robić ten budyń?

Zaproponowałem. Dobry pretekst, by odwrócić się przodem do blatu i nie musieć narażać się na odkrycie. Zajmę się tym jak zrobię im budyń. Ale on nie odpowiedział. W ogóle opadł na kolana i patrząc mi w twarz dotknął mnie TAM przez materiał spodni. Przecież ja umrę! Co on... Bosz, rozpiął mi spodnie i zdjął wraz z bokserkami!

-T-Tom..?

Jęknąłem cichutko, a on odwrócił wzrok od mojego członka z powrotem na moją twarz i objął lekko uniesioną męskość dłonią, po czym zaczął nią poruszać i ugniatać. Wspominałem, że jestem prawiczkiem i nikt, nigdy oprócz mnie nie dotykał mnie w tych miejscach?! Musiałem zagryźć wargę, bo z moich ust co rusz wyrywałyby się już jęki. Nie da się opisać uczucia, gdy dotyka cię osoba, którą kochasz, która cię pociąga, która jest dla ciebie wszystkim... tego trzeba po prostu doświadczyć. Nagle przejechał językiem po całej długości mojego penisa, a ja nie potrafiłem stłumić jęku przyjemności. Zacisnąłem mocno palce na krawędziach blatu, a Dredziarz wstał z klęczek i przysunął się do mnie tak, że stykaliśmy się niemal torsami, jednak on wciąż mnie pieścił. Miałem już problemy z oddychaniem. W końcu byłem już maksymalnie twardy, ale moje podniecenie w cale nie przestawało rosnąć. Bliźniak objął mnie drugą ręką i przyciągnął do siebie, głaszcząc po plecach. Wtulałem się w niego, a moje wargi rozchyliły się, pozwalając sapnięciom i jękom wydostawać się na zewnątrz. Z zaskoczeniem zdałem sobie sprawę, że drżę. Na całym ciele. A najbardziej nogi. Tom chyba to zauważył, bo objął mnie mocniej, no i zaczął szybciej poruszać dłonią. Długo to już nie zajmie.

-Tom... Tom, ja za chwilę...

Próbowałem coś powiedzieć, ale nie mogłem. Nie byłem nawet pewien, czy zrozumiał to...

-Yhym, dawaj, Billy...

Powiedział wprost do mojego ucha, a silne dreszcze przeszły mnie wzdłuż kręgosłupa. Odrzuciłem głowę w tył i skupiłem się na tej przyjemności, która ogarnęła mnie całego. Jęczałem, nie kontrolowałem tego, i jestem pewien, że przewijało się tam imię mojego brata. Zacisnąłem palce mocno na jego koszulce i wtuliłem w niego, a po chwili zrobiło mi się ciemno przed oczami. Krzyknąłem, chyba było to "Tommy", ale nie jestem pewien, wygiąłem kręgosłup w łuk i czułem wszechogarniającą przyjemność, od której aż zrobiło mi się słabo. Z lekkim opóźnieniem zdałem sobie sprawę, że doszedłem. Jeśli takie są przeżycia od samej masturbacji, to podczas seksu chyba bym umarł.

Zarumieniłem się mocno, gdy zdałem sobie sprawę, że spuściłem się na dłoń bliźniaka. Gdyby mnie nie trzymał w pasie, leżałbym już na ziemi. Moje ciało opuściły wszelkie siły, ale wciąż czułem tę ogromną przyjemność i spełnienie. Próbowałem uspokoić oddech, ale chyba niezbyt mi to szło.
Bałem się otworzyć oczy, bo bałem się tego, co zobaczę. Może będzie zniesmaczony? Może to był tylko test? 

W jednej chwili przez moją głowę przewinęło się 1000 myśli, a ja nie mogłem żadnej uchwycić na dłużej. Wtuliłem się w brata, chowając twarz w jego koszulce i próbując ustać o własnych siłach, co okazało się trudne.

-Um, dobre.

Gdy otworzyłem oczy zauważyłem, że Tom trzyma umazaną moją spermą dłoń przy twarzy. Szok, jaki przeżyłem, po prostu nie do opisania.

-Musimy to robić częściej... Billy, za sekundkę wrócę, muszę do wc...

Powiedział, ale ja nie puszczałem go. Wciąż się w niego wpatrywałem zmieszanym, zawstydzonym i zagubionym wzrokiem. Przełknąłem wielką gulę w gardle.

-Je... jeśli musisz to zrobić, to... ja... ja mogę... nie, że s-seks czy... czy lód a-ale... pomóc ci..

Jąkałem się tak, jak od dawna się nie jąkałem. Nie miałem odwagi wypowiedzieć się inaczej. Po prostu nie.  


TOM(my) 

Supcio! To smakuje jak lody waniliowe! Tylko że ciepłe. 

Już miałem iść do łazienki, kiedy Billy rzucił mi swoją propozycje... nie powiem...zaszokowała mnie. Chciałem spróbować jego penisa i był... dobry nawet bardzo, ale jeszcze nie odważę się zrobić loda. 

Za to sperma jest świetna! Mógłbym ją pić na śniadanie, obiad, podwieczorek i kolacje... jest pyyyycha... (Leżę na ziemi - dop.Neko)  

-Billy... nie chcę cię wykorzystywać... 

-A-ale, to nie będzie wy-ykorzytywanie. P-przecież ty m-mi, t-to j-ja też... 

Jego psychika jest skomplikowana... Ale, czy się zgodzić? 

Nie zdążyłem zareagować, a on już mi zsunął spodnie i wziął w łapkę Tommy'ego, który oczywiście się do niego łasił i zwiększył swą objętość. Billy cały zaczerwieniony jak buraczki ćwikłowe (no co? Lubię je...-dop.Azu) ruszył tą rączką ze dwa razy, a ja jak to ja znowu prawie się nie wywaliłem dochodząc. Przy okazji stękając cicho 

-Biiiillllyyyy... 

Bosze... takiego orgazmu to w życiu nie miałem! Billy jest najj!!... 

Spojrzałem na niego, a on był najwyraźniej zaskoczony, że mu tak szybko doszedłem... ma magiczne łapki... zrobił hokus pokus i doszedłem. 

-Um, Bill... Jesteś zbyt sexy i podniecający, a po za tym masz złote łapki... 

Powiedziałem, a on spojrzał na nie czy rzeczywiście ma je ze złota, czy nie... i znów spojrzał na mnie, a później na rączki i znowu na mnie...

I tak polizał swoją łapkę, końcówką języka przejechał po palcu, że Tommy już zaczynał się łasić! Już zamierzał wziąć jeszcze jeden liz, gdy... 

-Nie!!!! (I w tym momencie umarłam :D -dop. Neko)

Wziąłem jego dłoń pod kran i szybko spłukałem spermę. 


-Billy, jeżeli jeszcze raz polizałbyś palca to Tommy by znów zacząłby się łasić! Możesz się powstrzymać przy mnie od lizania palców? No chyba, że chcesz pogadać z tym na dole, a uwierz on bardzo chętnie zawrze z tobą znajomość.

Uch... chyba "troszkę" go zaszokowałem... i no... tak "trochę" zrobił się czerwony na twarzy... kiwnął głową mrucząc jakieś potwierdzenie i znów popatrzył się na swoje buciki. Skoro on tam luka to ja też! I wiecie co? Znalazłem przyczynę jego patrzenia się akurat w ich stronę... 

Tam był...okruch! (To nie jest przyczyna, Tom zmyśla xD -dop. Neko, Na pewno... xD -dop. Azu) Schyliłem się i otrzepałem mu tego kapcia. Wyprostowałem się i odwróciłem go w stronę blatu, w między czasie poprawiając nasze spodnie. Przytuliłem go od tyłu i położyłem mu swoją głowę na ramię. 

-Um to zrobisz mi ten budyń? Ale z bitą śmietaną... taki naj...

-Dobrze. A, twoi koledzy chcą...

Kątem oka zobaczyłem, że jego czerwona twarz przybrała prawie iż kolor krwi! No tak... pewnie słyszeli... a jak nas... o kurczę...wyjedziemy do Francji, o! 

-W razie czego wyjedziemy do Francji... Um, a może budyń ich przekupi? To ja zrobię bitą śmietanę... 

Odkleiłem się od mojego czerwonego braciszka i zacząłem wyciągać składniki i mikser. Założyłem te cósie co miksują przyczepiłem do stojaka, gdzie stała miska, wlałem mleko, proszek i zacząłem ubijać... znaczy mikser, ja się gapiłem mieszając jakiś proszek co robi, żeby śmietanka była taka sztywna... po jakiś 20 minutach skończyliśmy i zawołałem chłopaków. Weszli tutaj z czerwonymi twarzami, na co Bill jeszcze bardziej, o ile to możliwe, poczerwieniał, no i żeby nie było to ja też się zarumieniłem... No wiecie.... żeby się nie wyróżniać z tłumu. 

Jako najbardziej zaciekawiony i chyba najodważniejszy z nas rozmowę zaczął Mark. 

-Um, wy...no...jesteście razem? 

-Uch... no... tak jakby... właściwie to... tak. Powiecie komuś? 

Reakcja mojego rozmówcy mnie... zaskoczyła... nieee... zaszokowała... 

-A, jednak! Super! Wiedziałem!! 

Wywrzeszczał i przytulił się najpierw do mnie, a później do Billa. Zaczął go wypytywać o szczegóły co i jak. Widziałem, jak mój biedny braciszek patrzy na niego przerażony i wtedy poczułem, jak ściska moją dłoń. Mocno, bardzo mocno. Ścisnąłem jego dłoń. A, mnie dopadł Damon. 

-Przepraszam, za niego, ale uwielbia twincesty...

BILL

Co. To. Za. Ludzie. Matko, dobrze, że Tom tu jest, bo bym się chyba rozpłakał. Ten chłopak mnie co chwilę ściska, potrząsa, piszczy i krzyczy. Patrzyłem w ziemię i rzucałem spojrzenie na bliźniaka,  który rozmawiał z tym drugim. Damon? Chyba tak.

-I jak? Jak było? Jak ci robił dobrze?

Zapytał podekscytowany, z wielkim bananem na twarzy. Szok na mojej twarzy to chyba mało powiedziane.

-Ja... jakbym...To było... magiczne. Jakbym przeniósł się do innej rzeczywistości. Cudowne.

Stwierdziłem cicho, nie patrząc na nikogo. Jak się okazało, wszyscy mnie słuchają. Brat przyciągnął mnie do siebie i objął.

-Dobra, wszyscy do stołu.

Zarządził. Odetchnąłem, wtulając się w bliźniaka i na chwilę zamknąłem oczy. Ci ludzie mnie nie zjedzą. Tom im ufa, więc ja też mogę... chyba. Nie mogę tak reagować. Ścisnąłem jego dłoń i usiadłem razem z bratem do stołu i wszyscy zaczęli jeść budyń. Nawet nie słuchałem, co mówią, ale... Mark? Mark, był strasznie podekscytowany przez cały ten czas. Wpatrywałem się w mój budyń i powoli go jadłem, ale kompletnie nie miałem głowy do tego wszystkiego. Najpierw Tom mówi, że potrzeba mu czasu, a zaraz potem robimy sobie nawzajem dobrze... na samą myśl czuję ciepło w podbrzuszu.

Zerknąłem na brata, który już dawno skończył swoją porcję i z uśmiechem rozmawia z przyjaciółmi. Uwielbiam jego uśmiech. Podsunąłem mu moją, niemal nietkniętą porcję budyniu, na co spojrzał na mnie z niezrozumieniem.

-
O nie, Billy. Masz wszystko zjeść. Jesteś za chudy, a budyń jest pycha.... no chyba że mam cię pokarmić?

Przesunął miskę z powrotem w moją stronę, a ja spojrzałem na niego cierpiętniczo. No proszę cię, noo...

-Ale ja lubię być chudy.

Wydąłem wargi i zacząłem gmerać łyżką w tej brązowej papce... Matko, jak to brzmi... 

-No tą bądź chudy, ale przy tobie to czuje się gruby.

Wziął łyżkę i zaczął mnie karmić. Powiedzcie mi, czemu jadłem, jak mi to podtykał pod nos?

-Za mamusie, za tatusia, za Josta, za Geo, za Gusa...

Wymieniał przy każdej kolejnej łyżeczce. W końcu zamknąłem usta i spojrzałem na niego. Nie zjem nic a nic więcej. O nie! Nie ma takiej opcji. W dodatku czułem na sobie spojrzenia tej dwójki. Przekrzywiłem lekko głowę.

-Tooom...

Jęknąłem cicho i przytuliłem się do niego. Jak się będę łasić, to nie każe mi więcej zjeść, co nie? Trochę zmęczony jestem...

-Za braciszka...

Podetknął mi łyżkę pod nos. Jęknąłem cicho i zjadłem tę ostatnią łyżeczkę. Wtuliłem się w jego tors.

-Toooom... proszę, ja już nie mogę.

Jęknąłem prosząco. Przytuliłem się do niego mocno i schowałem twarz w jego koszulce.

-Nie możesz mówisz? 

Spytał niemrawo, a ja podniosłem wzrok na niego. No wiesz co, Tom... Czemu się tak dziwnie patrzysz na tę miskę? Co ona ci zrobiła?

-Billy... jak możesz nie móc, jak w szpitalu jadłeś więcej! Własnego budyniu nie zjesz? Zaraz... a może ty tam coś dosypałeś? Herę...? Kokę...? Ee, a może viagrę? Hmm?

 Odsunąłem się od niego i wydąłem wargi. Widziałem, jak Mark i Damon zerkają na siebie a potem na swoje krocza. Serio? Serio? No jak oni mogą! Jak Tom może! Założyłem ręce na piersi.

-Wiesz co? Wiesz co? Gdybym chciał seksu, to bym powiedział, a nie dodawał jakiś świństw. Po prostu jestem zmęczony.

Mruknąłem cicho. Nie to, że nie chcę seksu... no z Tom'em. Tylko, ale... boję się. Bardzo. No i w ogóle... A kiedyś czytałem opowiadanie, gdzie chłopak uprawiał seks ze swoim chłopakiem i oprócz swojego sprzętu włożył mu w tym samym czasie wibrator... a mój brat podobno ma kolekcję... co, jak on mi to zrobi? A ja nie będę gotowy? Albo będzie boleć? Jego członek jest większy niż mój wibrator! Czemu ja zawsze muszę mieć takie myśli w takich chwilach? No czemu?

Po prostu spuściłem wzrok i skierowałem się do wyjścia z kuchni. Chcę do łóżka. Do mojego ciepłego, miękkiego łóżeczka, pod moją kochaną kołderką i najlepiej z moim grzejnikiem, czyli z Tom'em. Wyszedłem z kuchni, rzucając tylko krótkie "cześć" i wyszedłem na górę. Wszedłem do pokoju i zgarniając czyste bokserki i za dużą na mnie koszulkę - nie zgadniecie! Wszystko na czarno! Suprise! - Wszedłem do łazienki i zrzuciłem moje ciemne ubranka, bardzo wygodne z resztą i wpakowałem się pod prysznic. Ciepła woda jest taka przyjemna! Bosz, rozpływam się. No i najważniejsze, jest... ciepła. Bosz, czemu mi tak zimno... może Tom miał rację, że jestem za chudy... podobno przy anoreksji tak to działa... że jest ci wtedy zimno. Mimo wszystko zimno. Trzeba mi więcej ciepła. Więcej, więcej, jak najwięcej.

Westchnąłem cicho i powoli się umyłem, po czym z mokrymi włosami, w moich przydużych rzeczach (ta bluzka w cale nie jest po Tom'ie, a wygląda, jakby była), wróciłem do swojego pokoju i co tam zastałem? Braciszka, który rozwalił się na moim łóżku i spodnie mu lekko zjechały z bioder - jak mu mówię, że dresy się kupuje w swoim rozmiarze bo inaczej gumka jest za duża, to się mnie nie słucha - i śpi sobie w najlepsze. Uśmiechnąłem się delikatnie i pogłaskałem go po głowie. I wtedy moją uwagę przykuło to pudło, które tu przytachał, gdy mnie obudził tą niebezpieczną zabawką. Wypchane pod samo wieko... bandany? Ma ich aż tyle?

Wziąłem pudełko w dłonie i zacząłem grzebać. Może znajdę jakąś bandanę, jakiej nie ma i będę mógł mu ją kupić? Dobra, co my tu mamy, z czaszką, czarna, biała, fioletowa, z LA, z Włoch....
...
...
...
...

Dobra, nigdy więcej nie będę grzebać mu w rzeczach. To nie pudło bandan! Tu... tu jest jego kolekcja! Jemu się to wszystko mieści? W sensie w nim? Niektóre są większe, niż jego Tommy...


Zerknąłem na śpiącego bliźniaka. Co ja mam o tym myśleć? Spojrzałem na mojego braciszka i zacząłem myśleć. Jeśli on lubi tak... ale on zawsze był hetero... a ja nie mogę w nim... O CZYM JA MYŚLĘ?!

Odetchnąłem, żeby się uspokoić i odłożyłem pudełko z powrotem na ziemię, po czym położyłem się za plecami bliźniaka i wtuliłem się w niego. Wtuliłem nos w jego plecy i otuliłem nas kołdrą, po czym zacząłem odpływać. Przed zaśnięciem jeszcze czułem, jak Tom obraca się do mnie przodem i przyciska mnie do swojej piersi. Odetchnąłem, wdychając jego zapach i zupełnie straciłem świadomość.

czwartek, 1 września 2016

Rozdział 11

BILL

Leżę w moim ciepłym, przytulnym łóżeczku za którym tęskniłem... no prawie, bardzo duże PRAWIE tak bardzo jak za bliźniakiem, ale wciąż nie mogę wymazać z pamięci wyrazu jego twarzy, gdy zapytałem o te ogórki. Chyba pomylił mnie z kobietą w ciąży... zaraz... może on zerwał z Rią bo mieli wpadkę i ta nie chce usunąć ciąży?

Ta wizja tak mnie rozbudziła, że od razu poderwałem się do siadu z szeroko otwartymi oczami. Słyszałem przez otwarte drzwi do pokoju kroki brata na schodach, po tym Staruszku mam jakąś schizę i nie mogę mieć zamkniętych drzwi. Wracając, miałem szczęście i nieszczęście, bo bliźniak zajrzał do mnie i gdy zobaczył, że siedzę, podszedł i usiadł na skraju łóżka.

-Co jest, Bill? Zły sen?

Zapytał troskliwie a ja pokręciłem tylko głową i zagryzłem wargę. Na pewno mogę spytać? Nie będzie się gniewał? Skinął mi głową, dając znak, żebym pytał, ale ja i tak się wahałem dłuższą chwilę. W końcu jednak zadałem nurtujące mnie pytanie.

-Czy zerwałeś z Rią bo zaszła w ciążę i nie chciała usunąć?

Zapytałem najzwięźlej jak potrafiłem i czekałem na jego reakcje. Zaskoczenie na jego twarzy w cale mi nie pomagało. Patrzył na mnie przez chwilę szeroko otwartymi oczami.

-Zwariowałeś? Zerwałem z nią bo to suka

Spojrzałem na niego i na chwilę zamilkłem, a potem skinąłem głową i na moment go przytuliłem. 

-Dobranoc, Tom.

Szepnąłem i położyłem się. Brat poprawił jeszcze kołdrę na moich ramionach i z delikatnym uśmiechem skierował się do drzwi.

-Branoc, braciszku.

                                                                                   ***

Następny ranek w cale nie był dobry. Obudziłem się z paskudnym samopoczuciem i dosłownie chciało mi się wyć. O wszystko. Zszedłem na dół, wciąż w piżamie, z włosami rozwianymi na wszystkie strony, łzami w oczach i ściśniętym gardłem. Tom, gdy mnie zobaczył, w pierwszej chwili chciał się śmiać z mojej fryzury, ale potem zobaczył mój wyraz twarzy i zostawił robienie kanapek, szybko do mnie podchodząc i przytulając mocno do piersi.

-Billy, braciszku, co się stało?

Zapytał zmartwiony, a mnie w jakiś sposób to ruszyło. Zacisnąłem pięści na jego koszulce, wtuliłem się w niego i zacząłem płakać. Rzewnie i głośno. Serduszko mi pęka. Jestem pewien, że słychać to na odległość

Trwaliśmy tak jakiś czas, aż w końcu odrobinę się uspokoiłem i bliźniak odsunął mnie kawałek od siebie, by spojrzeć mi w oczy. Wciąż płynęły z nich łzy i nic nie mogłem na to poradzić.

-Ej, Bill, no co jest?

Gdy znów zadał to pytanie, znów zacząłem głośniej płakać, ale w końcu w miarę to opanowałem.

-Bo... bo to wszystko mnie przytłacza.

Mówiłem cichym, drżącym głosem. Skinął głową na znak, że rozumie.

-Bo ciągle mam jakieś schizy i nikomu nie ufam... nawet mamie czy G&G, ufam tylko i wyłącznie tobie i dostaje świra gdy jestem sam w zamkniętym pomieszczeniu i nie radzę sobie z moimi uczuciami, a najgorsze z tego wszystkiego jest to, że się w tobie zakochałem!

Wykrzyczałem i wyrwałem się z ramion brata, uciekłem do pokoju i zamknąłem drzwi na klucz. Więcej mu się na oczy nie pokaże!

Siadłem przy biurku, wciąż płacząc. Słyszałem, jak po kilku chwilach Tom zaczyna się dobijać do drzwi, ale nie reagowałem.

Gdy już trochę się uspokoiłem, a Tom najwyraźniej odpuścił, przynajmniej na tę chwilę, bo on się nigdy nie poddaje, wyciągnąłem z szuflady biurka zeszyt. Zwykły, czarny zeszyt z białym napisem "NEVER EVER GIVE UP" na okładce. Otarłem wciąż płynące po policzkach łzy i zacząłem go przeglądać. Zeszyt kupiłem krótko po tym, jak mój brat zaczął chodzić z Rią. Nie był pamiętnikiem, ten trzymam pod materacem, ale zapisywałem w nim wszystkie pomysły, które chciałem zrobić z bliźniakiem, ale nie mogłem, bo wiedziałem doskonale, że Ria nie będzie zachwycona, a jest... była u mojego brata na pierwszym miejscu.


1. Pies

Zawsze z Tom'em kochaliśmy zwierzęta. Co prawda nie lubimy zbytnio kontaktu z naturą, ale uwielbiamy zwierzęta i gdy byliśmy jeszcze w trasach, często leżeliśmy obok siebie na łóżkach i wymyślaliśmy, jakie zwierzęta będziemy mieć, gdy już będziemy po trasie. Zawsze chciałem mieć psa, co można by się  do niego przytulić. Którego można pogłaskać i się z nim pobawić.

2. Wakacje

Chciałem pojechać z bratem na wakacje... może na jakiś rejs? Tylko my dwoje. Nikogo więcej. Odpoczęlibyśmy od ludzi i popularności. W jakimś ciepłym kraju, nad morzem... Piasek, słońce i prywatność. Bez tych wszystkich paparazzi i fanów. Ale Ria chciała polecieć do jakiegoś miasta z mnóstwem klubów i centrów handlowych.

3. Remont/przeprowadzka

Od jakiegoś czasu mam wizję, jak można urządzić nasz dom inaczej, ale nic nie mówiłem, bo wiedziałem, że Ria od razu namówi Tom'a do wspólnego zamieszkania i zostawienia mnie z daleka od ich życia. Dlatego ani razu nie poruszyłem tego tematu.

Takie główne... nic więcej. A może aż tyle? Chociaż myślałem też o nowym samochodzie... Ale to tak no, z doskoku.

MATKO PRZENAJŚWIĘTSZA!! Przecież Tom ma klucz do mojego pokoju! Jak byliśmy młodsi zawsze wchodził do mojego pokoju, kiedy się przed nim zamykałem. Patyczkiem wypychał mój klucz i potem otwierał drzwi swoim. Nie ważne... za późno, by coś teraz z tym zrobić.

Z resztą... on raczej nie chce mnie już widzieć. Nie dziwię mu się, sam nie chciałbym się widzieć. Skazałem się na wieczną samotność... nawet brat mnie nie będzie chciał! Jako znajomego nawet!

To sprawiło, że znów się popłakałem i zacząłem histeryzować. Wstałem od biurka i padłem na łóżko, kuląc się i tuląc do poduszki.

Płacząc, nawet nie zorientowałem się, kiedy zasnąłem.


TOM

Byłem w... szoku. Ciężkim szoku. 

Doskonale rozumiałem co miał na myśli Bill mówiąc, a właściwie wykrzykując "zakochałem", bo po pierwsze - on mnie już dawno kochał, tylko teraz tak... inaczej, a po drugie - nie wybiegałby stąd z histerią. 

No jakbym miał go zbić, przecież ja go też...eee... co? Nie.., E, nie nie tylko tak, bo jak tak to nie nie, a jeżeli tak już pomyślałem to... chyba że to nie tak...mmm...a może...eee... no...hm... 

Nie! 

Muszę to przemyśleć w podpunktach! Em... później to zrobię. Nie chcę, żeby Billy sobie coś zrobił, albo w ogóle, chcę, żeby był teraz przy mnie... Chcę, żeby cały czas był przy mnie... tak dwadzieścia pięć godzin na dobę... 

Wbiegłem na górę, przy okazji kogoś mijając (DUCHY ;-; O.o - dop. Neko) i spróbowałem wejść do jego pokoju... 

Nie uwierzycie! Serio! Nie zgadniecie! 

Wiecie co? 

Drzwi... 

              ...były zamknięte.

-BILLY!!!! Otwórz! Nie zjem się! Znaczy cię! Przysięgam! Billy... Musimy porozmawiać! Proszę, otwórz! No... Nie bądź taki... Billy...

Darłem się tam jeszcze.... no nie wiem w każdym razie trochę tego było... Od przyciągania uwagi Billa... Taak... doskonale wiem, że mnie ignoruje ... 

To od przyciągania uwagi Billa... eee, ale ciekawe co teraz robi, czasami pisze piosenki po kłótniach, albo zapełnia pamiętnik... Więc od przyciągania uwagi Billa... Eee, co mówiłem?? A... od przyciągania uwagi Billa odciągnęło mnie klepnięcie w ramie, odwróciłem się i... zobaczyłem ducha (Neko miała racje...-dop. Azu), dokładnie duchy. 

Zrzuciłem prześcieradła z tych duchów, a ci duchowie to.... Mark i Damon!

-Co wy tu robicie?

-Byliśmy w okolicy, a że ochrania was nasz kumpel to nas wpuścił, drzwi były otwarte, więc weszliśmy a ty w tym czasie wbiegłeś na górę mijając nasze szanowne. Myślałem, że już przemyślałeś naszą propozycje, ale... chyba to nie odpowiedni moment...

 -Nom... Chodźcie do kuchni zjecie z zemną śniadanie bo brat mi uciekł... (Bosze uciekł.... -Neko)


Nie ma tam żadnych ostrych rzeczy oprócz golarki i nożyczek, ale Billy by się tym nie zabił... Pewnie zrobiłby to bardziej z klasą... o ile można zabijać się z klasą... Pewnie zrobiłby to na łóżku, w białej pościeli, by krew się odznaczała i ułożyłby się w dramatycznej pozie... 

Nie... nie będę tego sobie wyobrażać... 

Weszliśmy do kuchni, a ja usiadłem do stołu, jedząc kanapki z Nuttelą i zastanawiając się, co zrobić... 

Mark z Damonem dorobili sobie kanapek i zrobili herbatę i przysiadli się do mnie... 

-To jak? Hmm... Przemyślałeś naszą propozycje? 

E, co oni tam gadają? Chyba mam pomysł... 

-Macie przy sobie jakiegoś Uzkona (to taka dubeltówka-dop.Azu)? 

-Ech... Mamy: Bora Uzkon BR 99 i Uzkon TR-X 

To się może udać... 

-Dawajcie TR-X

Wyszliśmy do ich minivana, lubią chodzić na strzelnicę, a mówili, że nie daleko mnie jest fajna strzelnica. Szliśmy przez podjazd, a oni się kłócili się o takie duperele jak...jak... ja z Billem. No, nasze zachowanie było prawie identyczne! Szturchamy się, przekrzykujemy, popychamy, śmiejemy się jak oni, tylko że jakbym z Billem się wywalił, tak, jak teraz oni, to bym go nie pocałował. 

Wyobraziłem sobie, że całuje się z moim Czarnulkiem... 

-Kurwa! A.U... 

Wywaliłem się, pewnie nogę sobie na tych kamieniach skręciłem, a ten Tommy to opadł tyle, co nic! Ale, przynajmniej oni się od siebie oderwali. Też są podniecający! Foch! Jak mogą mnie podniecać, no! W ogóle to wspominałem, że są sexy? Nie? To wspominam...

Eee, um... muszę się zastanowić nad swoją seksualnością...

Podeszli do mnie. 

 -Co się stało? 

 -Kostka mi wysiadła. 

Szczęście, że miałem długą koszulkę...No... Wiecie dlaczego... 

-Mark, przynieś apteczkę. 

Czemu oni są tacy spokojni? Ja tu cierpię! I chyba gejem jestem, a oni co? Panikować powinni! Teraz i tak siedzę, to sobie to rozłożę.

Pierwszy ruch, zastanowić się, co mnie bardziej podnieca. 

Przywołałem w myślach Rię. Taką nagą. Wiecie... i...i To-Tommy opadł. 
Przypomniałem sobie inne dziewczyny i... też opadł. 

Kurczę no...!! Wyję! 

W myślach pojawił się obraz całujących się na ziemi chłopaków, a za chwilę goły tyłek i w ogóle cały Billy. Tommy, a przy Rii to dojść nie chcesz, co? Hmm? Nie no. Myślę, że to jest wystarczający powód, żeby myśleć iż jestem gejem...

Kurczę, gejem Bóg seksu, gejem... zawał. 

Muszę do Billa... Chłopaki już przynieśli Uzkona, a kostka została opatrzona. Zerwałem się biorąc dubeltówkę i krzycząc: 

-Robimy szturm, la la la. Na Billa, la la la i nie ucieknie mi o o o. Wyważymy mu drzwi la la la i pogadamy sobie o o o... 

I w podskokach ruszyłem do pokoju Billa, załadowałem śrutówki, przyłożyłem do zamka i już miałem strzelać, gdy coś sobie przypomniałem. Tylko nie wiem co. Siadłem po turecku przed jego pokojem z Uzkonem na kolanach, ręce po bokach uniosłem na poziomie ramion, złączając palce: kciuk serdeczny i fuckowy. Zacząłem medytować, rozmyślając nad sensem istnienia myśli, która przeminęła.

-Omm...Omm...Omm... (Bosz... umarłam xD -dop. Neko)

Myyyślę...muli....myślę...muli...myślę... 

Już wiem! W czwartek jest nowy odcinek Naruto! 

Zerwałem się na nogi i odtańczyłem dziki taniec radości. Nagle rozległ się huk, poczułem silne szarpnięcie, znowu się wywaliłem, a na mnie posypał się gruz. (Brawo Tom. Gratuluję xD - Neko)

Nagle drzwi pokoju Billa się otworzyły, a on pół zaspany rozglądał się po korytarzu 

-Bonsai!! 

Krzyknąłem i rzuciłem się na niego, wpychając go do pokoju, a przy okazji przygniatając... Usiadłem na nim okrakiem. 

-No! Teraz mi już nie uciekniesz! Musimy poważnie pogadać. Przysięgnij, że nie uciekniesz!

Nie no! Uspokoiłby się! Wiercił się na wszystkie strony, kręcąc głową, że nic mi nie obieca. To co miałem zrobić? No co? Jakoś go przytrzymałem... i zaniosłem do łóżka. Szybko wybiegłem z jego pokoju i wziąłem drewniany kufer z pod leżyska i zaniosłem do pokoju Billa, otworzyłem go wziąłem apaszki i przywiązałem Czarnulka do łóżka. 

-O! Teraz już nie masz wyjścia! Musisz ze mną pogadać!

Jeszcze chwilę się wiercił, aż nagle znieruchomiał i gapił się w sufit. Zerknąłem w górę, ale tam nic ciekawego nie było... na co on się gapi? Usiadłem przy nim i go przytuliłem.

-Billy... Ja... chyba też coś czuje do ciebie, ale nie wiem. Mogę to przemyśleć? Ja... chcę ci coś powiedzieć... tylko no... nie bądź zły... ja... znalazłem twój wibrator... i ... ja... chyba jestem gejem.... raczej... na pewno...

Znieruchomiał i przestał oddychać... 

-Gniewasz się?

-Raczej... jestem w szoku...

Odpowiedział bardzo cichym, ledwo słyszalnym głosem. Sukces! Odezwał się i nie gniewa się na mnie! 

-Już więcej go nie wezmę bez pytania! Obiecuje!

-Nie o to chodzi...

-Czyli chodzi o to, że jestem gejem?

-Bardziej o to, że się przyznałeś.

-E... muli mi trochę...

Czekał, aż pociągnę swoją wypowiedź dalej... 

-Że przyznałem się do tego, że ci wziąłem dildo, czy o bycie gejem.... 

No co? Czasami nawet ja Billa nie rozumiem!

-Oba.

-Aha... a dasz mi pomyśleć?

-A mnie nie wyrzucisz?

-Prędzej ty wywalisz mnie... zrobiłem dziurę w suficie... 

W sumie mogłem zrzucić na Marka, albo Damona przynajmniej przed Billem, ale mogli by mieć kłopoty.

-Prawie tu umarłem ze strachu.

 -Wiesz, ile ran poniosłem próbując się do ciebie dostać?! Skręciłem kostkę, od dubeltówki boli mnie ręka i tyłek mnie też boli! Bo się dwa razy wywaliłem... Foch na ziemie...
Jej, Billy zachichotał! Pierwszy raz od dawna! Tak to mogę nawet codziennie takie rany ponosić! Zawtórowałem mu i podciągnąłem się, chcąc odwiązać mu więzy... 

-Nie będziesz się wyrywać? Nie uciekniesz mi?

Pokręcił głową, dając znać, że nie będzie. Odwiązałem mu więzy i zawisłem nad nim, patrząc to w oczy to w usta. Nie wiele myśląc, pochyliłem się, muskając i delikatnie liżąc jego usta. Gdy doszło do mnie, co zrobiłem, na powrót ukryłem, pewnie czerwoną twarz, w brzuchu Czarnulka mojego kochanego i zadałem najbardziej nurtujące mnie od rana pytanie. 

-Billy... zrobisz mi budyń czekoladowy?

Młody na chwilę znieruchomiał...On robi taki dobry budyń.. 

-Jasne. Jak mnie puścisz.

-Ale, jesteś za wygodny. 

No zaraz się popłacze! Ja chcę go przytulać!

Westchnął cicho cierpiętniczo i nie pewnie, lekko mnie objął 

-To co? Wstajemy?

-Uhum.

Przytaknął. 

-Czekaj! Mamy mleko!? 

Co jak nie mamy mleka? To jest przerażające! Nie może nie być mleka! Musi być!

-Nie wiem... 

Zerwałem się w przypływie paniki i pognałem do kuchni. Ja, jak to ja, oczywiście, wywaliłem się na progu i wybiłem dwa palce... Teraz Billy będzie moją pielęgniareczką. Na tą myśl się wyszczeżyłem. 

Zauważyłem, że przy stole siedzi małżeństwo i zajada kanapki, a obok nich ujrzałem coś, co wywołało we mnie euforie. 

-Billy! Chodź! Jest mleko! Victory! 

Nie musieliśmy długo czekać, aż kuchnia rozjaśniała i na progu stanął Billy, podrapał się niepewnie po karku i spojrzał po wszystkich, ale straszne się spiął, widząc siedzących przy stole mężczyzn. No tak! Przecież ich nie zna! 

-To Mark i Damon. Ich odział cię uratował, Damon dowodził. Przyjechali nas odwiedzili nas bo... złożyli mi pewną propozycję. Dla nich też zrobisz? 

No, moje kocie patrzydła muszą na niego zadziałać. Muszą! 

 Moje oczydła nie podziałały... Spojrzał na mnie zdziwiony. 

-Propozycję? 

Momentalnie zrobiłem się cały czerwony... to było zawstydzające! 

-No...propozycje... 

Może nie będzie dopytywał? Ale... podobno nadzieją matką głupich... 

Dalej się na mnie wyczekująco patrzał, ale po chwili stwierdził, że buty są ciekawsze... Co?! Ja jestem ciekawszy! Masz się stać bardziej dociekliwy... jesteś strasznie milczący... ech... muszę to zmienić... 

-No.. um... trójkącik.. 

Teraz moja twarz przedstawiała zachodzące słońce... zachody są ładne, nie?

Spojrzał się na mnie znowu zdziwiony i znowu spuścił wzrok. Porwał mleczko i zaczął robić ambrozję... znaczy budyń czekoladowy ^^ 

Ej, tak nie może być... dawny Billy by pewnie dociekał, roześmiał by się i zapytał czy może dołączyć... Zaraz! Ha! I niech która powie, że faceci są nie domyślni! 

-Możecie na chwile wyjść? Pooglądajcie dom jak chcecie, zawołamy was na budyń. 

Zwróciłem się do chłopaków, a oni skinęli głowami i wyszli. Ja podszedłem cicho do Billa i objąłem go w pasie, całując lekko w kark. On znieruchomiał i przestał oddychać... coś często mu się to zdarza... może powinniśmy iść do lekarza? 

-Billy, braciszku. Powiedziałem, że muszę pomyśleć, a to znaczy, że jestem praktycznie twój, więc nie musisz się obawiać, że cię zdradzę! A trójkąta nie będzie! Co najwyżej czworokąt, jeśli tylko będziesz chciał! Wiem, że nie prędko będziesz chciał robić pewne rzeczy, ale ja poczekam nawet do końca świata. Dla ciebie, Billy...

BILL

Przez kilka sekund nic nie mówiłem i nawet nie oddychałem. W końcu odłożyłem robienie budyniu i dotknąłem dłoni Tom'a, która spoczywała na moim brzuchu, wciąż jednak nic nie mówiąc.

-Tom... nie chcę, żebyś się do czegoś zmuszał.

-Billy, czy ja się kiedyś do czegokolwiek zmusiłem?

-Nie wiem, chyba, że o tym nie wiem.

-Oprócz do zjedzenia obiadu zrobionego przez ciotkę to nie.

Westchnąłem cicho i spojrzałem na bliźniaka na tyle, na ile mogłem. To prawda, kocham go. Nie wiem, czy on mnie też. Jestem świadom, że od dziecka mam na niego duży wpływ... no, dopóki nie poznał Rii. Tak samo, jak wiem, że to porwanie na nim też odcisnęło swoje piętno i może teraz robić dużo rzeczy pod wpływem strachu o mnie. Jak na przykład to zerwanie z Rią. Teraz mówi, że to suka, ale kto wie, czy do niej nie wróci? 

Chyba zbladłem na samą myśl o tym. Zacisnąłem palce na jego dłoni. Dostałem pierwszego słowotoku od dawna.

-Więc rób to, co uważasz za dobre. Po co mnie całowałeś? Przecież kręci cię seks z innymi, więc? Dobrze wiesz, że ja nie lubię tego typu rzeczy. Z resztą wiesz o mnie wszystko.


-No, wiem, ale Billy... ja nie wiem co czuję... oprócz tego, że czuję się zagubiony. Ciągle myślę o tobie, mam ochotę cię przytulać, rozpieszczać i gapić się na twój tyłek. Dzisiaj przez niego skręciłem kostkę, a Tommy to dopiero oklapł jak pomyślałem o tej suce!

Zaskoczenie musiało aż wyzierać z mojej twarzy. O... o czym on mówi? Czemu miał erekcję, myśląc o moim tyłku? I czemu w ogóle myślał o moim tyłku? Spojrzałem na niego i postarałem jakoś odwrócić się do bliźniaka przodem. 

Spojrzałem mu w oczy na chwilę, ale zaraz spuściłem wzrok i zagryzłem wargę. Po pierwsze, wciąż jestem niepewny, a po drugie... matko, widzieliście jego oczy?

-To przez porwanie. Dlatego chcesz tyle ze mną przebywać. Nie dawaj mi złudnej nadziei, Tom, bo moje uczucia są szczere.

-A ja ci teraz kłamię w żywe oczy.

-Proszę cię tylko, żebyś nie robił czegoś, czego możesz potem żałować. 

Poprosiłem cicho, spuszczając wzrok na moje palce, którymi się bawię od kilku chwil, czego nawet nie zauważyłem.

-Ok.

Poczułem jego palce na podbródku i uniósł moją twarz, a po chwili wpił się mocno w moje wargi. 
Zdziwiony znieruchomiałem i wpatrywałem się w niego szeroko otwartymi oczami. Czułem jego miękkie wargi na swoich, a kolczyk chłodził moje usta. Po chwili przymknąłem oczy i objąłem go lekko za szyję, oddając pocałunek.

W końcu bliźniak rozłączył nasze usta i wtulił się we mnie, patrząc mi w oczy.

-Billy, ja nie jestem w 100% pewny swoich uczuć, ale chcę, żebym był twój, a ty mój i chcę cię całować, spać z tobą, używać cię jako misia do przytulania i poduszkę, chcę oglądać twój tyłek, pokazać ci moją kolekcje, a kiedy będziesz gotowy to chcę się z tobą kochać, albo żebyś ty kochał się ze mną. Twój wybór, jaka będzie konfiguracja i czy dasz mi szanse, tylko... chcę się upewnić czy cię kocham na sto procent...

Przez kilka sekund nic nie mówiłem, tonąc w głębi jego oczu. Nie kłamał. Zauważyłbym. 

-Jak chcesz się upewnić?

-Mogę pomacać twój tyłek?

Chyba na moment przestałem oddychać, nie jestem pewien. Jednak powoli skinąłem głową.

-Możesz.